Ze wspaniałego snu
zbudziły ją poranne promienie słońca, które wym ciepłem muskały
jej twarz. Niechętnie otworzyła swe smocze, szmaragdowe oczy
powracając do rzeczywistości. Podniosła się z gałęzi na której
leżała i przeciągnęła, głęboko ziewając. Starała się
zapamiętać jak najwięcej szczegółów ze snu do którego pragnęła
by na zawsze wrócić.
Śniła jej się jej
wioska kiedy była małą dziewczynką. Małym, niewinnym dzieckiem
które nie zaznało okrutności życia i losu. Stała boso wśród
zieleni traw, a porywisty wiatr muskał jej twarz, rozwiewając
jeszcze krótkie, bordowe włosy. Pamięta, że słyszała śmiech, a
kiedy się odwróciła ujrzała swoich przyjaciół którzy głaskali
smoka. Stworzenie leżało spokojnie na ziemi pod jednym z drzew,
niedaleko jej domostwa, czujnym wzrokiem obserwując bawiące się
przy nim dzieci. Dragonella wiedziała, że ich nie skrzywdzi, nawet
jeśli któreś z dzieci niechcący by go uderzyło lub się potknęło
i na niego upadło.
Ruszyła w kierunku
swoich przyjaciół, gdy wtem usłyszała jak ktoś ją woła.
Odwróciła się w stronę dobiegającego głosu i ujrzała swoją
matkę, która wołała ją na obiad. Ten obraz pragnęła zatrzymać
na jak najdłużej. Ta niepozorna chwila, gdzie występowała jej
matka, mająca w jej dzieciństwie miejsce niemal codziennie i tak
przez nią nie doceniana, teraz wydawała jej się najszczęśliwszą.
Chciała ruszyć w stronę czekającej na niej matki, gdy wtem się
zbudziła.
Po jej policzku spłynęła
łza, którą szybko otarła. Jak dawno ta scena mogła się
odgrywać? Dziesięć, czternaście lat temu? Głęboko westchnęła,
nie chcąc dłużej rozmyślać nad swoim dawnym życiem, którego w
żaden sposób nie dało się odzyskać. Pośpiesznie zeszła z
drzewa na ziemię, gdzie od dawna krzątali się już Will i
Leonitrix, szykując do podróży.
Dargonella starała
ominąć się wzroku smoczego łowcy. Bała się, że znów zapyta ją
o Caireen, a to przyniosło by kolejną falę bolesnych wspomnień. Z
resztą niewiele mogła mu o niej powiedzieć, ona na pewno wolała
by wytłumaczyć mu wszystko sama.
Swoją uwagę zwróciła
na Leonitrix, która... nie przypominała ani trochę Leonitrix którą
poznali wczoraj. Włosy dziewczyny tym razem przybrały niebieską
barwę i zostały spięte w dwa wysokie kuce, natomiast z jej
sukienki zniknęły falbany. Zamiast nich pojawiła się czarna,
rozkloszowana spódnica sięgająca do kolan. Dopełnieniem całego
stroju były czarne sznurowane buty, na wysokiej podeszwie.
- Leonitrix –
zagadnęła zdziwiona pół smoczyca – Co... co ci się stało?
Dziewczyna odwróciła
się w stronę Dragonelli, odgarniając grzywkę na bok. Uśmiechnęła
się i chwyciła za medalion przyczepiony do jej czarnej koli.
- To dzięki niemu –
wskazała na biżuterię na jej szyi – Kiedy wyruszyłam w moją
podróż szukając mistrza, zanim spotkałam ciebie, natrafiłam na
pewnego maga który sprzedawał stare, magiczne przedmioty. Nie
chciał ze mną walczyć, ale w zamian że zgodziłam mu
potowarzyszyć przez część jego podróży dał mi to.
- To, czyli co?
- Medalion dzięki
któremu mogę zmieniać krój sukienki, butów i kolor włosów.
Każdy z wielkich, słynnych magów ma jakiś swój charakterystyczny
wygląd. A ja nigdy nie umiem się zdecydować.
- Czekaj – wtrącił
się Will - Zanim spotkałaś Dragonellę czyli właściwie z iloma
magami przedtem walczyłaś?
Na twarzy Leonitrix
pojawiło się zakłopotanie. Nerwowo zaczęła skubać czubek swojej
nowo wyczarowanej spódnicy.
- No cóż... właściwie
to z nikim nigdy tak na poważnie nie walczyłam, tylko z moją
siostrą.
Gdy tylko dziewczyna
wspomniała o swojej siostrze na jej twarzy zapanował smutek.
Wyraźnie za nią tęskniła i Dragonelli zrobiło jej się żal tej
młodej czarodziejki. Była w stanie sobie wyobrazić co musi czuć.
- A więc... - drążył
nadal temat Will.
- Daj jej spokój –
przerwała mu pół smoczyza i zwróciła się do Leonitrix – Nie
martw się, pomożemy ci się dostać do tej gildii abyś była razem
z siostrą. Ale najpierw musimy wykonać zlecenie aby móc kupić
konie. Będzie nam się z nimi zdecydowanie lepiej podróżowało.
W odpowiedzi wszyscy
skinęli głową i już po chwili wyruszyli dalej w swą wędrówkę,
w świat przepełniony magią i sekretami jakie każdy z magów za
wszelką cenę próbował ukryć w głębi swej duszy i bijącego
cicho serca.
***
Zanim udało im się
pokonać zarośla i las pnących się na kilkanaście metrów drzew,
minął niecały tydzień. Przez ten czas Dragonella zdążyła
polubić swoją nową towarzyszkę, która nieraz sprawiła, że na
jej ustach zagościł uśmiech. Bawiły ją liczne kłótnie jakie
rozgrywały się między Willem a Leonitrix, podczas których smoczy
łowca droczył się z młodą czarodziejką, a dziewczyna
czerwieniała cała na twarzy ze złości.
Niejednokrotnie też
Will próbował się spytać o Caireen, lecz dziewczyna starała się
unikać tematu. Nie zamierzała mu niczego mówić, choć w pełni
rozumiała jego ciekawość. Gdy by to ona myślała, że jej
ukochana osoba zginęła a potem by się okazało, że jednak żyje
zrobiła by wszystko aby się jak najwięcej o niej dowiedzieć.
Jednak sprawa z Caireen
wyglądała zupełnie inaczej i na pewno nie należała do prostych.
Kryły się za nią sekrety o których jeśli dowiedział by się
Will na pewno odważył by się skrócić pół smoczycę o głowę.
Tajemnice mrożące krew w żyłach, o których wiadomo było tylko
jej i Caireen...
- Ej, co to za ludzie? -
nagle z przemyśleń wybudziło Dragonellę pytanie Leonitrix.
Podniosła wzrok.
Znajdowali się na drodze prowadzącej przez stepy, rzadko
porośniętej poniekąd drzewami. Z oddali ujrzała przed nimi setki
ludzi idącej w zgranym szyku, niosącym jakieś przedmioty. Z
początku Dragonella myślała, że to wojsko lecz gdy wyostrzyła
swój czuły smoczy wzrok, spostrzegła że maszerujący ludzie są
zwykłymi mieszkańcami którzy w swoich ramionach nieśli zmęczone
podróżą dzieci lub bagaże. Niektórzy z nich prowadzili za sobą
zwierzęta gospodarcze lub konie zaprzyrzenzione w powozy.
Wszystkich zaniepokoił
ten widok. Spojrzeli po sobie nie pewnie, aż w końcu zdecydowali
się podejść do człowieka wyglądającego na przywódcę, aby się
dowiedzieć skąd pochodzą ci ludzie i dokąd zmierzają. Pierwszy
wysunął się Will, a za nim ruszyła Dragonella, która idąc cały
czas miała nadzieję, że ludzie na jej widok nie rzucą się z
krzykiem do ucieczki. Kto wie co mogli o niej pomyśleć, kiedy miała
smoczą skórę i kilku metrowe, czarne skrzydła. Spotkała się już
z ludźmi którzy posądzali ją o bycie demonem pochodzącym z
najczerniejszych otchłani piekieł.
Maszerujący ludzie
również zdążyli już zauważyć grupkę zbliżających się magów
i pod rozkazem swojego przywódcy zatrzymali się. Ku zdziwieniu pół
smoczycy była nią kobieta przyodziana w granatowe szaty, która
trzymała u swojego boku imponująco wyglądającą rzeźbioną,
drewnianą laskę z błękitnym kryształem umieszczonym u szczytu.
Na pierwszy rzut oka było widać, że jest magiczny.
- Kim jesteście i czego
tu szukacie? - zapytała ich kobieta, mocniej ściskając swoją
broń.
- Grupką zwykłych
magów szukających zlecenia – odpowiedział Will, łagodnym
głosem.
Kobieta uważnie
przyjrzała się Leonitrix i Dragonelli. Swój pełen wątpliwości
wzrok zatrzymała na pół smoczycy.
- A ona? Nie wygląda na
zwyczajnego maga – odparła, a z tłumu za nią dało się usłyszeć
mruknięcia i szepty.
- Spokojnie, jest z nami
– zapewnił Will – A jeśli wolno mi spytać, dokąd prowadzisz
tych ludzi pani?
Kobieta głęboko
westchnęła.
- Cóż, nie są to
informacje które należy ukrywać, bo za niedługo całe Estherios
się o tym dowie. Nasze królestwo, wspaniałe i poczciwe Crystalis
zaatakowali najeźdźcy. Niewiele nam czasu zostało, dlatego
ewakuujemy tych którzy są najbardziej zagrożeni na
niebezpieczeństwo.
- Czytałam o Crystalis
– odezwała się nagle Leonitrix – To bardzo dzielne królestwo,
słynące z wojowników o których opowiadają legendy. Jak to
możliwe, że najechali na waszą ojczyznę?
Słowa młodej
czarodziejki najwyraźniej schlebiły kobiecie, ponieważ jej wzrok
stał się mniej podejrzliwy.
- Owszem – mówiła –
Nasi wojownicy są wspaniali, lecz nasza kultura nie wykorzystuje
magi do walki. Używamy jej tylko do leczenia, lecz i tak na niej nie
polegamy. Nasi najeźdźcy są w większości bardzo silnymi magami,
dlatego nasz król wzywa do siebie wszystkich niezrzeszonych magów i
prosi ich o pomoc. Jeśli nam się uda wygrać oferuje nawet sztabki
złota.
Na dźwięk o nagrodzie
Leonitrix zaświeciły się aż oczy. Jedna sztabka złota
równoważyła się z trzydziestoma złotymi colibrami, więc parę
sztabek mogło by pozwolić jej na wstąpienie do Knigtwalkers. Z
resztą sam udział w obronie królestwa Crystalis był imponującym
czynem.
Dragonella na początku
sceptycznie podeszła do brania udziału w odpieraniu intruzów
obcego królestwa. Była to niebezpieczna i nie pewna gra której
wolała unikać, w końcu mogli stracić w niej życie. Lecz nagle na
myśl przyszło jej całkiem podobne miejsce, które kiedyś znalazło
się w podobnej sytuacji.
Miejsce po którym
zostały same szczątki do których wracała niemal w każdym
niespokojnym śnie. Miejsce niegdyś ciche i spokojne teraz trapione
przez tysiące niewinnych duszy zamieszkałych tam niegdyś ludzi.
Oni nie mieli nawet czasu na ucieczkę. Oni podobnie jak królestwo
Crystalis zostali zaatakowani i nie mając cienia szansy na ocalenie
swego wspaniałego dziedzictwa, popadli w zapomnienie, żyjąc
jedynie w krwawiącym sercu Smoczej Królowej.
Przeklęte miasto,
Dragon Haven.
- Pomożemy wam –
odezwała się Dragonella, a uwaga wszystkich skierowała się na nią
– Pomożemy i sprawimy, że ci najeźdźcy nie tkną waszego
królestwa przez następne sto lat. Macie na to słowo Królowej
Smoków.
Pośród niektórych w
tłumie wybuchł lekki entuzjazm. W ludzkich sercach nagle zapłonął
płomyk nadziei, że ich ukochane Crystalis wciąż nie jest
stracone. Dragonella posłała w ich stronę lekki uśmiech. Kobieta
która pełniła uchodźcą wojennym za przewodnika, choć wciąż
nie darzyła dziewczynę zaufaniem, lekko skłoniła głowę na wyraz
szacunku, że zdecydowała się walczyć za ich ojczyznę.
Wkrótce pół smoczyca
pożegnała się z gromadą ludzi pochodzących z Crystalis.
Przewodniczka przekazała jej list ze słowami dzięki którym
wpuszczą ich do miasta i pozwolą walczyć. Gdy ludzie zniknęli już
za horyzontem i Dragonella zamierzała ruszyć w drogę, nagle
zatrzymał ją Will, łapiąc za ramię. Rozgniewało ją to, że ją
dotknął lecz spokojnie odwróciła się, ograniczając się tylko
do ściśnięcia z całych sił pięści i starania się nie
wybuchnąć ogniem.
- Co ty sobie
wyobrażasz? - fuknął na nią lodowatym tonem – Mieliśmy
załatwić konia i ruszać w stronę Dragon Village,
- Właśnie nam
załatwiłam zlecenie za które kupimy konia – broniła się
Dragonella.
Czarnowłosy skrzyżował
ręce.
- Tylko, że to nie jest
zbieranie kwiatków na polanie tylko wojna. Brałaś kiedyś w niej
udział? Umrą w niej ludzie, może nawet i my umrzemy. Mieliśmy nie
pisać się na takie zlecenia.
Pół smoczycę
rozgniewał lekceważący ton jakim się do nie zwracał. Zupełnie
jak by on był doświadczonym wojownikiem, a ona dopiero co
początkującym magiem. Wiedziała jakie każda wojna ciągnęła za
sobą konsekwencje. Widziała znacznie więcej ludzkiego cierpienia
niż on, znacznie więcej krwi zostało przelanych na jej oczach.
- Każdy kto pochodzi z
Dragon Haven wie co to wojna, nawet twoja Caireen. I gdy by ona tu z
nami teraz była na pewno poszła by pomóc tym ludziom. Zrobię to
bez względu na wszystko.
Na twarzy Willa zagościł
gniew, czego Smocza Królowa mogła się spodziewać. Mówiła tylko
o Caireen kiedy chciała albo zakpić z niego albo kiedy chciała na
nim coś wymusić. Smoczy łowca w jednej chwili wyjął z pochwy
swój miecz i skierował ostrze w stronę Dargonelli.
- Will! Przestań! –
krzyknęła Leonitrix która do tej pory tylko przyglądała się
całej rozmowie. Chłopak jej nie usłuchał.
- Jeśli nie odpowiadasz
na moje pytania z nią związane to nie masz prawa w ogóle o niej
mówić! - krzyknął rozgniewany, posyłając chłodne spojrzenie.
- Nie odpowiadam, bo nie
wiem! Ale znam ją i wiem co by zrobiła.
- Daj spokój, pewno
nawet jej nie ma a ty mnie oszukałaś.
Dragonellę zamurowało.
Wydawało jej się, że zaufał jej na tyle aby uwierzyć, że
zaprowadzi go ona do Caireen. Nie okłamała by go w tak ważnej
sprawie, nie złamała by umowy która być może miała zaważyć o
losach smoków w Estherios.
Chciała mu to wszystko
powiedzieć, lecz słowa uwięzły jej w gardle. Jedyne co udało jej
się powiedzieć, było czymś tak nie spodziewanym że zdziwiła
się, że nie ugryzła się w język.
- Opowiem ci o niej
jeśli uratujemy to królestwo – powiedziała – Wszystko co wiem,
ale pod warunkiem że nie będzie dotyczyło ani mnie ani Dragon
Haven.
Will przez moment
wpatrywał się w pół smoczycę jak by nie wierzył w jej słowa,
lecz potem głęboko westchnął cofając się o krok i chowając
swój miecz do pochwy.
- Wszystko?
- Oprócz rzeczy
powiązanych z Dragon Haven i mną – utwierdziła go.
- W takim razie –
posłał jej uśmiech – Prowadź, Smocza Królowo.
***
Droga do Crystalis
zajęła im nie więcej niż pół dnia i podczas niej nikt się do
siebie nie odezwał. Od czasu do czasu Leonitrix się odzywała
podziwiając otaczające ich, niemal bijące zielenią i świeżością
lasy, lub wysokie strzępiaste góry górujące nad nimi kiedy
skończyli przemierzać stepy. Dziewczynka próbowała rozluźnić
atmosferę, lecz nikt jej nie słuchał, więc i ona wkrótce
zamknęła się w sobie.
Myśli Dragonelli
krążyły nad królestwem które mieli uratować, choć nie raz
przyłapywała się, że myśli o Caireen, Co ta delikatna, z pozoru
bezbronna osóbka jak ona mogła zrobić, aby tak zawrócić w głowie
Willowi? Mogła się tylko domyślać dlaczego smoczy łowca tak
mocno ją pokochał, choć wątpiła czy nadal by jego uczucia
pozostały takie same gdy by dowiedział się prawdy o Caireen.
Natychmiast odłożyła na bok tą myśl, mając nadzieję, że jej
wyraz twarzy nie zdradził o czym rozmyślała.
Zatrzymali się przed
drewnianym mostem zwodzonym, będącym jedynym z wielu przejść
jakie prowadziło do królestwa Crystalis. Pilnowało go czworo
uzbrojonych strażników, o wilczym spojrzeniu przepełnionym
nieufnością. Jeden z nich, o najbogatszym uzbrojeniu zbliżył się
do nich, mając swój zdobiony miecz w ciągłej gotowości.
- A wy to kto? - spytał
oschłym tonem.
- Jesteśmy magami
którzy przybyli aby pomóc bronić wasze królestwo – odparła
Dragonella, dumnym i wyniosłym tonem, starając się zachować w nim
łagodność.
- Nie potrzebujemy magów
– prychnął – Wynoście się.
- Owszem potrzebujecie,
przysłała nas kobieta która wyprowadzała uchodźców z waszego
królestwa i...
- Posługujecie się
magią, prawda? - przerwał jej strażnik – Skąd mamy nie
wiedzieć, że jesteście szpiegami naszego wroga? Wynocha!
- Mamy list od...
- Wypuście ich –
nagle usłyszeli męski głos pochodzący z drugiej strony mostu.
Wzrok wszystkich
powędrował w tamtym kierunku. Ujrzeli mężczyznę o długiej
brązowej brodzie, który o dziwo wyglądał jak by nie przekroczył
czterdziestu lat. Odziany był w granatowo czarne szaty, a na jego
szyi pobłyskiwało kilka drogocennych kamienni różnych kolorów. U
jego boku wisiał w skórzanej pochwie długi miecz który niemal
sięgał ziemi. Na widok mężczyzny, strażnicy pokłonili się.
Śmieli się dopiero odezwać wtedy kiedy tamten gestem ręki nakazał
im powstać.
- Panie, nie wiemy kim
oni są, przecież...
- Ah, głupcy –
zaśmiał się mężczyzna – Nasi wrogowie to zaparci wrogowie
smoków. Zabijają je, przyodziewają w ich skóry, malują znaki ich
krwią. Myślisz, że dziewczyna która jest pół smoczycą jest ich
sprzymierzeńcem?
Strażnik który się
odezwał spuścił wzrok, jak by wstydząc się swego rozumowania
chciał ukryć się przed spojrzeniami pozostałych. Mężczyzna w
szatach odwrócił od niego wzrok i skierował swoją uwagę na
wędrownych magów.
- Chodźcie za mną –
powiedział robiąc gest aby za nim podążali – Jestem Valerian,
poprowadzę was.
W milczeniu usłuchali
rozkazu, przechodząc przez drewniany most, którego teraz Dragonella
dostrzegła liczne zdobienia i kryształy po brzegach. Jak sięgała
pamięcią nigdy nie była ani nie przelatywała nad Crystalis więc
poczuła nagłe podekscytowanie. Kochała odkrywać i eksplorować
nowe, nieznane jej krainy które zawsze ją zaskakiwały.
Crystalis również ją
nie zawiodło. Najpierw wkroczyli w granice lasu, których liście
drzew były tak długie, że sięgały aż do ziemi. Tworzyły niemal
zieloną ciągnącą się zewsząd ścianę, po dwóch stronach
ułożonej z białej kamieni ścieżki którą szli. Dragonella
zastanawiała się co mogą kryć te liściaste mury i jakie
imponujące stworzenia muszą się za nimi chować.
Bardziej jednak jej
uwagę, podobnie jak Leonitrix która nie mogła obyć się bez
wyraźnego zachwytu, przykuły kryształy wyrastające niemal z
ziemi. Lśniły różnymi odcieniami różu, fioletu oraz bielą
rozświetlając im drogę. Przywiodły na myśl smoczej dziewczynie
drogocenne kamienie które gromadziły niektóre ze smoków jako swój
skarb. Jako, że ona po części również była smokiem nie mogła
podobnie jak Leonitrix powstrzymać swojego podziwu. Jednak ona w
porównaniu do młodej czarodziejki szła prosto ścieżką, a nie
podbiegała niemal do każdego, wytrzeszczając oczy.
Widząc jej zachowanie
mężczyzna który im przewodził uśmiechnął się do siebie.
- To zaledwie początek,
młoda magiczko – mówił do dziewczyny – Za niedługo przekonasz
się czym nasze wspaniałe królestwo zawdzięcza swą nazwę.
Słysząc to wróciła
na swoje miejsce obok Dragonelli, jak by trochę było jej wstyd że
nieznajomy zauważył jej entuzjazm. W zasadzie trudno było go nie
zauważyć, choć gdy Smocza Królowa odwróciła się w stronę
Willa który ze spuszczoną głową, cicho za nimi maszerował
wydawało się, że czarnowłosy nie zauważył nawet gdzie są. Na
jego twarzy malowała się powaga godna wojownika który szedł na
wojnę... bo właściwe tak było.
Odwróciła się z
powrotem, w stronę kierunku według którego szli. Nie mogła myśleć
negatywnie, lecz musiała myśleć realistyczne. A realia mówiły
jej, że podczas tej bitwy zginie mnóstwo osób. Dragonella pragnęła
temu zapobiec i chronić tych niewinnych ludzi, lecz nie była pewna
czy będzie w stanie. Jej złamane skrzydło wciąż nie było w
pełni sprawne, a nie oszukując się bez możliwości lotu podczas
walki nie mogła w pełni wykorzystać swoich umiejętności.
Jej myślenie przerwało
nagłe zatrzymanie się mężczyzny na którego omal nie wpadła. W
porównaniu do niej Will nie zdążył się zatrzymać i mimo
wszystko została popchnięta do przodu. Odruchowo syknęła w jego
kierunku, lecz wydawało się że chłopak nic sobie z tego nie
robił. Zdenerwowana odwróciła się gdy wtem widok który ujrzała
zaparł jej dech w piersi.
Stali u szczytu jednej z
gór które wznosiły się wokół rozległych terenów tworząc
kotlinę. Część krainy porastały lasy podobne do tych które
minęli, chodź z tej perspektywy dało się dostrzec również inną
roślinność. Lecz uwagę wszystkich bardziej przykuło miasto
znajdujące się w niemal samym centrum kotliny... a raczej pałac
który nad nim górował.
Bez wątpienia luksusowy
budynek został niemal całkowicie wykonany z lśniącego różem
kryształu, lub też był w nim wyrzeźbiony. O niezliczonej ilości
strzeliste, kryształowe wieże pięły się ku bezchmurnemu niebu
zachwycając swym naturalnym pięknym każdego z przechodniów.
- Witamy w Crystalis –
powiedział mężczyzna wskazując otwartą dłonią całą dolinę.
Gdy już zdążyli
podziwiać niesamowite krajobrazy (a raczej głównie Leonitrix i
Dragonella, gdyż Will cały czas pozostawał niewzruszony) ich
przewodnik zaprowadził ich ku stromych schodów z białego kamienia.
Smocza Królowa nie mogła powstrzymać potoku pytań jaki
nagromadził się w jej głowie od czasu kiedy przekroczyła granice
Crystalis. Zaczęła od najważniejszego.
- Valerianie – odparła
skupiając na sobie jego spojrzenie i uwagę – Czy możemy wiedzieć
dokąd nas prowadzisz?
Mężczyzna posłał w
jej kierunku ciepły, pełen zaufania uśmiech,
- Wybaczcie mi, nic wam
nie powiedziałem. Idziemy teraz do koszar gdzie zostaniecie spisani
i dołączycie do innych magów. Wieczorem zostaniecie przedstawieni
królowi, w końcu jesteście honorowymi gośćmi którzy zgodzili
się bronić nasze królestwo. Zostanie wam też przestawiona
sytuacja w której się znaleźliśmy.
- Rozumiem – kiwnęła
głową ze zrozumieniem.
- A nagroda? - odezwała
się nagle Leonitrix a Dragonella miała ochotę uderzyć ją a potem
siebie w twarz za to że pozwoliła jej zabrać głos.
Na szczęście Valerian
nie zareagował negatywnie na pytanie. Wręcz przeciwnie, mogło się
wydawać, że młoda czarodziejka go rozbawiła.
- Oczywiście nagroda
zostanie przydzielona w zależności od zasług. Krążą plotki, że
nawet dla mężczyzny który najbardziej wykaże się odwagą król
jest gotów oddać rękę jego córki.
- Dobrze, że nie nogę
– mruknęła Leonitrix.
- Z naszą następczynią
tronu wciąż są problemy – kontynuował mężczyzna, ku uciesze
Dragonelli ignorując tą uwagę – A tradycja to tradycja i w końcu
będzie musiała wybrać sobie narzeczonego. Być może któremuś z
magów się poszczęści.
Ostatnie zdanie jak by
skierował do Willa, z wyraźnym rozbawieniem. Chłopak w odpowiedzi
głęboko westchnął, a Dragonella zawzięcie próbowała odgadnąć
jego myśli, co jak zawsze jej się nie udało.
Na schodach minęli
kilku strażników którzy wydawali się przejrzeć ich wzrokiem na
wylot. Wprawiło to lekko smoczą dziewczynę w zakłopotanie, chodź
ani trochę im się nie dziwiła. Gdy zeszli niżej i wkroczyli w
jedną z głównych ulic miasta która prowadziła do pałacu, coraz
więcej ludzi zaczęło lustrować ich grupkę wzrokiem.
Dragonella była w
stanie ich zrozumieć, w końcu widok pół smoczycy, jaskrawo
ubranej czarodziejki i chłopaka spowitego w czerń, prowadzącego za
uzdę równie mrocznego konia nie należał do codzienności. Aby
odwrócić swoją uwagę od ludzkich spojrzeń zwróciła uwagę na
zabudowanie miasta które podobnie jak całe królestwo okazało się
niezwykłe.
Domy zbudowano z białego
kamienia i prawie każdy z nich miał okrągły kształt, a ich dachy
wykonano na wzór kopuły w odcieniach błękitu lub mocnego różu
czy fioletu. Każdy budynek wsparto na rzeźbionych kolumnach, a okna
zdobiły najróżniejsze witraże w których skład wchodziły
kryształy. One same podobnie jak przy ścieżce którą szli niemal
wszędzie wyrastały z ziemi. Jedne z nich oświetlały ulice, w
innych wyrzeźbiono nazwy ulic, ozdobne rzeźby lub nawet skrzynki
pocztowe jeśli znajdowały się przy domostwach. Dragonella dla
której nie było piękniejszego miejsca na ziemi niż jej utracone
Dragon Haven, pomyślała że Crystalis mogło by spokojnie z nim
konkurować. Królestwo niemal skąpane w kryształach wywarło na
niej niesamowite wrażenie.
Podobnie zresztą było
z Leonitrix, która mimo że tym razem nie podbiegała do żadnego z
kamieni to nie mogła ukryć błysku zachwycenia jaki rozświetlał
jej oczy. Jej zachwyt się wzmógł kiedy nagle zatrzymali się przed
ogromnym, lekko podłużnym budynkiem który za pewnie służył za
koszary. Niemal od razu podeszło do nich dwóch mężczyzn
pełniącymi straż. Na przywitanie skłonili się pokornie
Valerianowi, a Dragonella zaczęła się zastanawiać jaką funkcję
musiał pełnić ich przewodnik.
- Mistrzu Valerianie –
odezwał się jeden z nich – Kim są ci... ludzie których
przyprowadziłeś?
- To magowie którzy
przybyli aby bronić nas przed najeźdźcami. Zaprowadź ich do
innych magów i przekaż wszystkim aby traktowali ich przezwoicie –
odwrócił się w stronę gości – Was teraz muszę przeprosić,
ale obowiązki wzywają.
W odpowiedzi Dragonella
podziękowała mu za wszystko, a mężczyzna oddalił się ku
zdziwieniu przybyszów w stronę pałacu. Dziewczynę coraz bardziej
zaczynało ciekawić kim jest ten człowiek i czym się zajmuje.
Strażnicy mimo że
przez cały czas zachowywali dystans i nie odzywali się więcej niż
było to konieczne, wydali się bardzo dostojni i opanowani. Jeden z
nich zaprowadził konia Willa do stajni, natomiast drugi gestem ręki
nakazał im aby szli za nim.
Idąc za strażnikiem
weszli do koszar gdzie znaleźli się w dosyć skromnym małym
pokoju. Znajdowało się rzeźbione biurko i regały z książkami
ustawione po bokach ścian. Gdy weszli przy jednym z nich zastali
kobietę w średnim wieku o długich blond włosach i wojowniczym
stroju. Kiedy stanęli przed biurkiem poprawiła swoje okulary na
nosie i pytająco spojrzała się w stronę strażnika.
- Mistrz Valerian ich
przyprowadził – odpowiedział.
- Rozumiem – mruknęła
kobieta wyjmując jedną z ksiąg i kładąc ją na biurku –
Jesteście magami, prawda?
- Owszem – powiedziała
Dragonella.
- W takim razie
podpiszcie mi się tu i tu – wskazała wojowniczka na konkretną
stronę w otwartej przez nią książkę.
Gdy złożyli podpisy
udzieliła im informacji, że zostaną przydzieleni do grupy do
innych magów a dziś wieczorem lub jutro powita ich wszystkich
osobiście król. Dragonella podziękowała jej i razem skierowali
się za strażnikiem do innego miejsca. Wkrótce weszli do okrągłego
budynku o niebieskim zadaszeniu. Wystrój wnętrza w środku
przypominał pawilon, gdzie ustawiono drewniane stoły książkami
wokół których gromadziły się eleganckie pufy i szezlongi obite
aksamitnymi materiałami, niemal tonącymi w poduszkach. Na paru z
nich zobaczyła siedzących ludzi którzy za pewnie byli magami.
Oczy wszystkich
odwróciły się w kierunku Dragonelli, a dziewczyna poczuła się
jak by ich spojrzenia ją wypalały. Nagle dotarło do niej, że ci
inni magowie mogli przecież słyszeć jaka nagroda jest do zdobycia
za jej głowę i poczuła jak zaciska jej się gardło. Odruchowo
zacisnęła mocniej pięści na wypadek gdy by miała je zapalić aby
się obronić. Powiodła zimnym spojrzeniem po pomieszczeniu i
dziękując strażnikowi udała się na sofę w kącie pokoju, przy
oknie z którego zwisała różowa, tiulowa zasłona. Pół smoczyca
zapragnęła się za nią schować aby ukryć się przed innymi, lecz
w końcu tego nie zrobiła. Nie mogła okazać strachu.
Obok niej usiadła
Leonitrix, która wydawała się niczym nie przejmować w porównaniu
do Dragonelli.
- O rany – odezwała
się natychmiast gdy zajęła swoje miejsce – Widziałaś te
kryształy wyrastające z ziemi? A tych ludzi? Każdy z nich wyglądał
tak dostojnie i...
Dragonella nie
specjalnie skupiła się na słuchaniu swojej towarzyszki. Swoją
uwagę zwróciła na pozostałych magów którzy między sobą
szeptali, spoglądając w jej stronę. Zdenerwowało ją to, więc
siedząc wyprostowała się dumnie, próbując dać wszystkim do
zrozumienia że nie czuję żadnego strachu czy skrępowania. W
pewnym momencie podeszła do nich magiczka o krótkich, potarganych
czarnych włosach przyodziana w lekki, podróżny, brązowy strój.
- Witajcie –
przywitała ich – Nazywam się Ashira, mogę się dosiąść?
Pół smoczyca chciała
spławić tą na pierwszy rzut oka godną zaufania dziewczynę, lecz
zdążyła ją wyprzedzić Leonitrix która zgodziła się aby ta z
nimi usiadła. Ashira zajęła miejsce na ustawionej obok granatowej
pufie.
- Nie sądziłam, że
jeszcze wpuszczają magów – mówiła - Niektórzy z nas stacjonują
tu już od kilku tygodni. No cóż, im więcej magów tym większe
szansę, że uda nam się pokonać Taravisów.
- Taravisowie? -
skrzywiła się Leone na dźwięk tej nazwy.
Dragonella przewróciła
oczami.
- To ludzie
zamieszkujący wyspę Taravis, znajdującej się niedaleko Crystalis.
Byłam tam kiedyś aby uwolnić smoki które wzięli do niewoli.
To... okrutni ludzie.
- Dokładnie – kiwnęła
głową Ashira – Zdziwiło mnie kiedy usłyszałam, że zaatakowali
Crystalis bo zawsze atakowali tylko smoki... przy okazji, wszystkich
bardzo ciekawisz, smocza dziewczyno.
Dragonella powiodła
czujnie swym smoczym wzrokiem po pawilonie, aby dojść do wniosku że
wszyscy znów zwrócili na nią swoją uwagę. Z trudem przełknęła
ślinę. Potrzebowała wsparcia Willa, lecz ten wciąż nie chciał z
nią rozmawiać. Jako jedyny w pomieszczeniu oparty o ścianę
spoglądał przez okno przy równoległej ścianie.
Z opresji uratował ich
strażnik który nagle wszedł do sali i oświadczył, że król chce
natychmiast spotkać się z magami. Gdy Dragonella to usłyszała
odetchnęła z ulgą, lecz gdy strażnik potem powiedział że
spotkanie odbędzie się wcześniej niż planowano ze względu na
nowych przybyszów znów ścisnęło ją w żołądku. Po chwili
wszyscy magowie zebrali się razem i ruszyli za strażnikiem do
pałacu.
Z bliska królewski
gmach budził jeszcze większy zachwyt. Dzięki światłu które
przenikało przez kryształ dało się dostrzec bladą poświatę
jaka emanowała od pałacu, tworząc niemal efekt jak by pałac był
nasiąknięty magią. Nawet do niego wchodząc przez ogromną,
kryształową bramę niemal czuło się zjawiskowość tego miejsca.
Przeszli korytarzem
wspartym na kryształowych, rzeźbionych kolumnach gdzie na ścianach
wisiały portrety królewskiej rodziny. Następnie przeszli przez
kolejne drzwi o podobnym rozmiarze i zdobieniu jak poprzednie, które
otwarli dwaj inni strażnicy. Wchodząc przez nie znaleźli się w
sali monstrualnych rozmiarów gdzie w centralnym miejscu znajdował
się rzeźbiony tron, obity w drogocenne materiały w miejscu
siedzenia.
Po chwili do sali wszedł
mężczyzna wraz ze swoją świtą składającą się ze strażników,
oraz ku zdziwieniu Dragonelli z Valeriana. Od razu domyśliła, że
mężczyzna który wkrótce zasiadł na tronie musi być królem. Gdy
ujrzała go z oddali pomyślała, że tak musiał wyglądać
prawdziwy monarcha. Nie to co ten morderca Gerard, który za swe
okrutne zabijanie miał czelność nazywać się królem. Król
królestwa Crystalis znacznie się różnił. Okrywały go granatowe,
jedwabne szaty a jego białe długie włosy zaczesano do tyłu. Na
pierwszy rzut oka wyglądał dobrotliwie i młodo, choć zwisający u
jego boku masywny, zdobiony w niezwykły sposób miecz świadczył że
w walce mężczyzna potrafił być bezlitosny.
Gdy zasiadł na swoim
królewskim miejscu magowie oddali mu ukłon. W odpowiedzi posłał w
ich stronę dobrotliwy uśmiech.
- Witam was –
przywitał ich ciepłych tonem – Cieszę się, że mogę was
powitać a zwłaszcza nowych przybyszów o których zdążył mi
powiedzieć mój przyjaciel, Mistrz Valerian.
Valerian na dźwięk
swojego imienia lekko się uśmiechnął i skłonił królowi. Swój
wzrok skierował na Dragonellę, przez co do dziewczyny dotarło że
to przez nią król zarządził tak szybkie spotkanie. Znów poczuła
ucisk w żołądku.
- Mnie zwą Shirian,
jestem królem Crystalis jak za pewnie się domyślacie. Jak
wspomniałem pragnę was przywitać, lecz powód dla którego
zażądałem spotkania tak wcześnie... cóż z opowieści mego
przyjaciela zaciekawiła mnie pewna osoba.
Król Shirian spojrzał
na Dragonellę, więc dziewczyna wystąpiła do przodu.
- Zgaduję, że to o
mnie chodzi – powiedziała bez zawahania.
- Owszem moja droga –
król posłał jej szczery uśmiech – Zgaduję, że jesteś
niezwykłą wojowniczką. Czy mogę poznać twoje imię?
- Jestem Dragonella,
zwana również jako Królowa Smoków – powiedziała dziewczyna,
dumnie wyprostowana. Cały strach w jednej chwili z niej uleciał gdy
poczuła dumę ze swego pochodzenia – Ostatnia z Ludzi Ognia i
ostatnia przetrwała z Przeklętego Dragon Haven.
- Królowa –
powtórzył zdumiony król – Miło mi gościć cię, Dragonello w
mym skromnym królestwie. Jestem również zaszczycony, że zgodziłaś
się nam pomóc w obronie przed najeźdźcami.
Wzrok króla powiódł
po wszystkich zgromadzonych magach.
- Wam również dziękuję
– powiedział – Jak za pewno wiecie nasi najeźdźcy posługują
się magią. My nie uciekamy się do wykorzystywania jej w walce a
jedynie w leczeniu lub budownictwie. To zbyt mało abyśmy sami mogli
się obronić. Wiem, że to dla naszych ludzi zniewaga prosić kogoś
spoza królestwa o pomoc, więc proszę nie miejcie im za złe jeśli
będą was traktowali oschle.
- Królu – odezwał
się nagle chłopak o kasztanowych włosach które sięgały mu aż
do szyi – Wciąż nie powiedziałeś nam dlaczego Taravisowie
zaatakowali Crystalis. Czy możemy wiedzieć?
- Cóż – mężczyzna
zamyślił się – To po części moja wina. Mogłem postąpić
inaczej lecz w większości chodziło o moją córkę. W naszej
tradycji kiedy dziewczyna królewskiego pochodzenia kończy
osiemnaście lat powinna wyjść za mąż i objąć władzę, więc
zaczęło zgłaszać się mnóstwo kandydatów.
Król głęboko
westchnął.
- Niestety również
Taravisowie z którymi mamy umowy handlowe dowiedzieli się o tym i
wysłali swojego kandydata. Nie spodobał się ani mej córce ani mi,
a jego kultura zbyt różniła się z naszą. Niestety Taravisowie
źle przyjęli odmowę, zależy im na naszej ziemi i kryształach.
Mamy ich od zawsze pod dostatkiem więc są dla nas normalnością i
bezcennymi darami natury, niestety dla naszych byłych partnerów
handlowych to tylko źródło zysku. Oczywiście chcą się również
zemścić za zniewagę jakiej się dopuściliśmy odrzucając ich
kandydata do ręki mojej córki.
Na twarzy króla
Shiridiana odmalował się niepokój i zmartwienie. Dragonella była
w stanie zrozumieć co musi czuć, ona do dziś obwinia się, że nie
była wystarczająco silna aby ochronić swoich ludzi. Chciała się
odezwać, gdy wyprzedziła ją Ashira.
- Nie martw się
Shiridianie – uśmiechnęła się dziewczyna – Jesteśmy tu po to
aby ci pomóc i zrobimy wszystko aby uratować twoje królestwo.
Prawda?
Wszyscy zgromadzeni
magowie, poza Willem który wydawał się być myślami w innym
miejscu, zawtórowali jej okrzykiem entuzjazmu. Smocza dziewczyna
pomyślała, że to niesamowite, że ci młodzi ludzie są w stanie
bronić królestwa w którym jak się spodziewała nigdy wcześniej
nawet nie byli.
Król w podziękowaniu
oraz jako, że byli honorowymi gośćmi zaprosił ich wieczorem na
kolację w jednej z królewskich sal. Choć zapowiedział że on sam
niestety nie będzie na niej obecny to oświadczył, że poznają na
niej jego córkę Crystalię. Dragonella zauważyła, że paru
chłopaków uśmiechnęło się do siebie gdy tylko o niej usłyszeli.
Przez jej głowę nawet przeszło podejrzenie, że uczestniczyli oni
w obronie Crystalis tylko po to aby zdobyć serce księżniczki. Na
tą myśl poczuła, że robi jej się słabo.
Choć przecież bywa
tak, że miłość staje się najsilniejszą z motywacji.
Przed kolacją pozostało
im jeszcze trochę czasu, więc wszyscy udali się do koszar gdzie
przydzielono im skromniejsze pokoje, które wyglądem znacznie mniej
przypominały pawilon w którym najpierw się znaleźli. Mimo to
łóżka obszyte purpurowym materiałem z tiulowymi baldachimami i
tak robiły wrażenie. Nie zamierzała się jednak zatrzymać w
pokoju na długo, wolała wykorzystać czas przed kolacją na rozmowę
z Willem, który nie odezwał się do niej jeszcze zanim wkroczyli w
progi Crystalis.
Z impetem otworzyła
drzwi i zastała go akurat gdy ostrzył swój miecz. Rzucił jej
zimne spojrzenie na powitanie i powrócił do swojego zajęcia.
Dziewczyna zamknęła za
sobą drzwi i stojąc naprzeciwko niego skrzyżowała ręce.
- Nie sądziłam, że to
powiem ale ta cisza z twojej strony mnie denerwuje jeszcze bardziej
niż twoje niepotrzebne gadanie.
- Jesteśmy w obcym
królestwie z obcymi ludźmi. Nie wolno im ufać.
- Wiem o tym –
mruknęła.
- Więc ich obserwuj.
- Obserwuję.
W jednej chwili Will
schował miecz i znalazł się przy Dragonelli. Pół smoczyca
cofnęła się wpadając na ścianę.
- Zauważyłaś tych
dwóch magów z białym pasmem we włosach którzy wyglądali jak
bracia? Nieustanie cię obserwują odkąd tylko weszłaś do tamtej
komnaty. Wiedzą kim jesteś i wiedzą jaka za ciebie jest nagroda.
Jeśli na polu bitwy zostaniesz z nimi sama nie zawahają się ciebie
zabić.
- Skąd ty...
- W porównaniu do
ciebie obserwuję, ostatnia z Ludzi Ognia – posłał jej lekki
uśmiech wracając na swoje miejsce, pozostawiając Dragonellę ze
skwaszoną miną która pomyślała, że wolała go jednak jako
niemowę.
***
Wkrótce przybyli
strażnicy aby zaprowadzić ich na kolację. Dragonella przyjęła to
z ulgą, przez podróż nie jadała zbyt często i czuła jak jej
brzuch wykręca się z głodu. Oczywiście jak wszyscy była również
ciekawa księżniczki Crystalii.
Strażnicy skierowali
ich przez jeden z korytarzy na którym naprzeciw wyszła im skromnie
ubrana dziewczyna. Gdy ich ujrzała powitała wszystkich szerokim,
śnieżnobiałym uśmiechem.
- Witajcie, nazywam się
Shelia – odezwała się dziewczyna, uprzednio lekko się im
skłaniając – Jestem służącą oraz damą do towarzystwa
księżniczki, pragnę was powitać w jej imieniu.
Dragonella zauważyła,
że wszystkim magom którzy im towarzyszyli aż zaświeciły się
oczy na widok służki. Pół smoczyca im się nie dziwiła,
dziewczyna swą skromną urodą była w stanie zachwycić każdego.
Wzdłuż jej ciała, aż do końca pleców, swobodnie opadały długie
białe włosy pośród których świeciły drobne ozdoby wykonane z
kryształów. Jej oczy rozświetlał łagodny błękit, a jej
alabastrowa skóra koloru mleka niemal wydawała się gładka niczym
alabaster.
Shelia zaprowadziła ich
do sali jadalnej gdzie przy niskim stole na którym piętrzyły się
już potrawy, ustawiono poduszki na których usiedli. Dragonellę
poproszono o zajęcie miejsca blisko księżniczki, gdyż ta pragnęła
osobiście poznać Królową Smoków. Na ten rozkaz większość
chłopaków mruknęła z niezadowoleniem, po czym zajęli inne
miejsca. Obok Dargonelli zasiadła Leonitrix która wciąż patrzyła
na wszystko z zachwytem niczym małe dziecko, oraz Will który będąc
na baczności nie spuszczał podejrzanych mężczyzn z oka.
Wkrótce pojawiła się
również księżniczka Crystalia w błękitnych, królewskich
szatach, z upiętymi w wytworną fryzurę, długimi białymi włosami
których końcówki zabarwiono na czarno i szaro. Wraz z wszystkimi
szlachetnymi kamieniami wplecionymi w jej strój wyglądała jeszcze
wspanialej od swojej służącej, emanującej skromną urodą.
Zasiadła u szczytu stołu, uprzednio wszystkich serdecznie witając.
Jej uwaga jednak niemal
natychmiast skupiła się na Smoczej Królowej. Zaczęła zadawać
jej mnóstwo pytać dotyczących jej pochodzenia, umiejętności i
smoków, że Dragonella czuła się niezręcznie i większość z
nich musiała grzecznie wymijać, zatapiając zęby w wykwintnie
przygotowanym mięsie. Nie lubiła rozmawiać o sobie a tym bardziej
o swojej przeszłości czy Dragon Haven. W głębi duszy miała
nadzieję, że rozmowa w końcu zejdzie na inny temat.
- Widzę, że masz
złamane skrzydło – zauważyła nagle Crystalia, po czym zwróciła
się do swojej służącej – Shelio, proszę podejdź tu na chwilę.
Dziewczyna posłusznie
podeszła bliżej, odgarniając na bok pasmo długich białych włosów
oraz poprawiając swoją skromną, szarą sukienkę.
- Czego sobie życzysz,
pani?
- Słyszałam że twoje
umiejętności magiczne się poprawiły – uśmiechnęła się i
wskazała na pół smoczycę – Czy była byś w stanie uzdrowić
złamane skrzydło naszego gościa?
- Zrobię co tylko mogę
– odpowiedziała Shelia i usiadła bokiem przy Dragonelli.
Przy stole zapanowała
nagle cisza, wszyscy w skupieniu obserwowali jak młoda służka w
skupieniu zamknęła mocno oczy. Swoją siłę skoncentrowała w
delikatne dłonie w których wkrótce zalśniło złote światło.
Dziewczyna powoli otworzyła oczy i skierowała swój czar na złamane
skrzydło Dragonelli.
- Może odrobinę
zaboleć – powiedziała Shelia i przyłożyła dłonie do rany.
Smocza Królowa w jednej
chwili poczuła ogromne ukłucie w zranionym skrzydle. Miewała
silniejsze bóle, lecz mimo wszystko zacisnęła mocno zęby. Kiedy
Shelia odłożyła od niej swoje ręce w jednej chwili poczuła ulgę.
Gdy rozłożyła skrzydło ku swojemu zdziwieniu stwierdziła, że po
złamaniu nie ma ani śladu.
- Dziękuję,
księżniczko – niemal natychmiast odparła, nie mogąc zapanować
nad szczęściem.
Tak dawno nie wzbijała
się w powietrze, że już niemal zapomniała jakie to wspaniałe
uczucie, a nie wiedziała ile jej samodzielna kuracja by jeszcze
potrwała. Po za tym umiejętność latania sprawi, że będzie mogła
znów w pełni wykorzystać swoje siły w walce.
- Nie dziękuj mi, lecz
Shelii – uśmiechnęła się Crystalia – To ona cię uzdrowiła.
Dragonella uśmiechnęła
się i już miała podziękować Shelii za uzdrowienie kiedy nagle
usłyszeli krzyk strażników i dźwięk alarmu. Na twarzy
białowłosej dziewczyny zapanowało przerażenie. Natychmiast
odstąpiła od stołu.
- Wszyscy do obrony –
krzyczała w stronę magów i strażników – Zabierzcie księżniczkę
i rodzinę królewską do schronu. Szybko!
Wszyscy wstali ze swoich
miejsc, część z nich pobiegła wraz ze strażnikami, inni zajęli
się eksportowaniem księżniczki. Jedynie nowi magowie nie wiedzieli
co robić, więc podbiegli do Shelii która jako jedyna wydawała się
panować nad sytuacją, która widocznie nie zdarzyła się po raz
pierwszy.
- To Taravisowie –
rzuciła przez ramię dziewczyna, tłumacząc im i nie odstępując
swojej pani – Znowu nas zaatakowali. Szykujcie się, to będzie
długa noc.
T^T ty sobie chyba jaja robisz Kochana...
OdpowiedzUsuńjak można w takim momencie przerwać?! No jak?! ;-; Chcę kolejny dział bo zajebistość tego opowiadania aż mnie przeraża i ciekawa jestem jak dalej potoczy się sprawa s Shelią i Crystalią bo to mnie jakoś najbardziej w końcówce zastanowiło. Mam nadzieję że moje teorie się chociaż po części pokryją ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCo ???? Koniec !!!! Nie, nie ją muszę wiedzieć więcej :/ to jest przepiękne !! Naprawdę podziwiam Cię ale z kąd bierzesz te inspiracje to pisania ???!!! Nie mogę się doczekać kiedy kolejny rozdział *.*
OdpowiedzUsuńDziewczyno, tym opowiadaniem osłodziłaś mi t paskudne, pierwsze dni szkoły <3
OdpowiedzUsuńZaczęłam czytać w czwartek, kończyłam siedząc na przystanku i w autobusie xD Rozdział czwarty przyswoiłam sobie dziś w domu, więc komentarz pisany jest etapami xD
Prawdę mówiąc, już od jakiegoś czasu szukałam czegoś ciekawego o smokach (no nie mogę, no... wreszcie smoki <3 ) i nagle BUM! Odnajduję tego bloga xD
Nigdy nie wierzyłam w przypadki, a to tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziło xD
A teraz o samym opowiadaniu...
Historia jest naprawdę ciekawa i zapowiada się epicko (a określenie epicko, możesz mi wierzyć, jest z mojej strony komplementem z najwyższej półki xD ) Przeczytałam wszystkie cztery rozdziały, ale postanowiłam podsumować całość tutaj. Otóż spodziewałam się, że król jest ojcem Willa, takie moje wróżkowe przeczucie ;) Strasznie mnie ciekawi, co się między nimi wydarzyło i dlaczego Will jest łowcą smoków... I pomimo że poluje na moje ulubione fantastyczne stworzenia, bardzo go polubiłam. Taki trochę buntownik <3
A skoro już o smokach mowa... Dragonella! ^^ Jejku, jak ja ją lubię, jest styl bycia, jej charakter, fakt, że jest smokiem... No po prostu rewelacyjnie wykreowana postać <3
Wątkiem Melisy i Willa na początku też mnie kupiłaś xD Może to dlatego, że taka zażyła relacja między bratem i siostrą kojarzy mi się z moich ukochanym Quicksilverem i Scarlet Witch? xD Co nie zmienia faktu, że więź Willa i Melisy, zwłaszcza jego zdolność do poświęceń i chęć ochrony siostry jest tutaj jednym z moich ulubionych wątków i żywię nadzieję, że pojawi się jeszcze choćby o tym wzmianka :)
Było mi tak bardzo szkoda Willa, gdy tak rozpamiętywał śmierć Caireen, dlatego poczułam lekką ulgę, że jednak przeżyła. Jej historia, przynajmniej do tego momentu, jest smutna, a zarazem intrygująca, ale bardzo mnie to niepokoi xD
A żeby było ciekawiej - typowy problem, typowej fangirl. Którą parę teraz wybrać? Will i Caireen, czy Will i Dragonella? Oto jest pytanie xD Caireen jest na chwilę obecną bardzo tajemniczą postacią (może ciut zbyt tajemniczą...), a Dragonella jakoś bardziej do mnie przemawia... No przecież jest smokiem xD
A kto przemawia do mnie najbardziej? Leonitrix! xD Po prostu ją uwielbiam <3 Może dlatego, że zaczęłam się z nią troszku utożsamiać xD Uwielbiam ją i jej dialogi z Willem <3
Pomijając już to, jak nieskładny i chaotyczny jest ten komentarz, chcę jeszcze tylko powiedzieć, że opowiadanie jest rewelacyjne, co mogę stwierdzić zaledwie po czterech rozdziałach. Mimo niewielu drobnych błędów, które podejrzewam, że są spowodowane pośpiechem, jest napisane bardzo dobrze i podziwiam Cię za długość rozdziałów <3 Są długie, ale treściwe i zdecydowanie nie nudne, a w takim przypadku jest czego gratulować ;)
Mam nadzieję, że już niedługo pojawi się jeszcze więcej, gdyż masz teraz we mnie wierną czytelniczkę <3
Pozdrawiam, V.S. ;)