środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 4: Obrona Królestwa Crystalis cz.1



Ze wspaniałego snu zbudziły ją poranne promienie słońca, które wym ciepłem muskały jej twarz. Niechętnie otworzyła swe smocze, szmaragdowe oczy powracając do rzeczywistości. Podniosła się z gałęzi na której leżała i przeciągnęła, głęboko ziewając. Starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów ze snu do którego pragnęła by na zawsze wrócić.
Śniła jej się jej wioska kiedy była małą dziewczynką. Małym, niewinnym dzieckiem które nie zaznało okrutności życia i losu. Stała boso wśród zieleni traw, a porywisty wiatr muskał jej twarz, rozwiewając jeszcze krótkie, bordowe włosy. Pamięta, że słyszała śmiech, a kiedy się odwróciła ujrzała swoich przyjaciół którzy głaskali smoka. Stworzenie leżało spokojnie na ziemi pod jednym z drzew, niedaleko jej domostwa, czujnym wzrokiem obserwując bawiące się przy nim dzieci. Dragonella wiedziała, że ich nie skrzywdzi, nawet jeśli któreś z dzieci niechcący by go uderzyło lub się potknęło i na niego upadło.
Ruszyła w kierunku swoich przyjaciół, gdy wtem usłyszała jak ktoś ją woła. Odwróciła się w stronę dobiegającego głosu i ujrzała swoją matkę, która wołała ją na obiad. Ten obraz pragnęła zatrzymać na jak najdłużej. Ta niepozorna chwila, gdzie występowała jej matka, mająca w jej dzieciństwie miejsce niemal codziennie i tak przez nią nie doceniana, teraz wydawała jej się najszczęśliwszą. Chciała ruszyć w stronę czekającej na niej matki, gdy wtem się zbudziła.
Po jej policzku spłynęła łza, którą szybko otarła. Jak dawno ta scena mogła się odgrywać? Dziesięć, czternaście lat temu? Głęboko westchnęła, nie chcąc dłużej rozmyślać nad swoim dawnym życiem, którego w żaden sposób nie dało się odzyskać. Pośpiesznie zeszła z drzewa na ziemię, gdzie od dawna krzątali się już Will i Leonitrix, szykując do podróży.
Dargonella starała ominąć się wzroku smoczego łowcy. Bała się, że znów zapyta ją o Caireen, a to przyniosło by kolejną falę bolesnych wspomnień. Z resztą niewiele mogła mu o niej powiedzieć, ona na pewno wolała by wytłumaczyć mu wszystko sama.
Swoją uwagę zwróciła na Leonitrix, która... nie przypominała ani trochę Leonitrix którą poznali wczoraj. Włosy dziewczyny tym razem przybrały niebieską barwę i zostały spięte w dwa wysokie kuce, natomiast z jej sukienki zniknęły falbany. Zamiast nich pojawiła się czarna, rozkloszowana spódnica sięgająca do kolan. Dopełnieniem całego stroju były czarne sznurowane buty, na wysokiej podeszwie.
- Leonitrix – zagadnęła zdziwiona pół smoczyca – Co... co ci się stało?
Dziewczyna odwróciła się w stronę Dragonelli, odgarniając grzywkę na bok. Uśmiechnęła się i chwyciła za medalion przyczepiony do jej czarnej koli.
- To dzięki niemu – wskazała na biżuterię na jej szyi – Kiedy wyruszyłam w moją podróż szukając mistrza, zanim spotkałam ciebie, natrafiłam na pewnego maga który sprzedawał stare, magiczne przedmioty. Nie chciał ze mną walczyć, ale w zamian że zgodziłam mu potowarzyszyć przez część jego podróży dał mi to.
- To, czyli co?
- Medalion dzięki któremu mogę zmieniać krój sukienki, butów i kolor włosów. Każdy z wielkich, słynnych magów ma jakiś swój charakterystyczny wygląd. A ja nigdy nie umiem się zdecydować.
- Czekaj – wtrącił się Will - Zanim spotkałaś Dragonellę czyli właściwie z iloma magami przedtem walczyłaś?
Na twarzy Leonitrix pojawiło się zakłopotanie. Nerwowo zaczęła skubać czubek swojej nowo wyczarowanej spódnicy.
- No cóż... właściwie to z nikim nigdy tak na poważnie nie walczyłam, tylko z moją siostrą.
Gdy tylko dziewczyna wspomniała o swojej siostrze na jej twarzy zapanował smutek. Wyraźnie za nią tęskniła i Dragonelli zrobiło jej się żal tej młodej czarodziejki. Była w stanie sobie wyobrazić co musi czuć.
- A więc... - drążył nadal temat Will.
- Daj jej spokój – przerwała mu pół smoczyza i zwróciła się do Leonitrix – Nie martw się, pomożemy ci się dostać do tej gildii abyś była razem z siostrą. Ale najpierw musimy wykonać zlecenie aby móc kupić konie. Będzie nam się z nimi zdecydowanie lepiej podróżowało.
W odpowiedzi wszyscy skinęli głową i już po chwili wyruszyli dalej w swą wędrówkę, w świat przepełniony magią i sekretami jakie każdy z magów za wszelką cenę próbował ukryć w głębi swej duszy i bijącego cicho serca.

***

Zanim udało im się pokonać zarośla i las pnących się na kilkanaście metrów drzew, minął niecały tydzień. Przez ten czas Dragonella zdążyła polubić swoją nową towarzyszkę, która nieraz sprawiła, że na jej ustach zagościł uśmiech. Bawiły ją liczne kłótnie jakie rozgrywały się między Willem a Leonitrix, podczas których smoczy łowca droczył się z młodą czarodziejką, a dziewczyna czerwieniała cała na twarzy ze złości.
Niejednokrotnie też Will próbował się spytać o Caireen, lecz dziewczyna starała się unikać tematu. Nie zamierzała mu niczego mówić, choć w pełni rozumiała jego ciekawość. Gdy by to ona myślała, że jej ukochana osoba zginęła a potem by się okazało, że jednak żyje zrobiła by wszystko aby się jak najwięcej o niej dowiedzieć.
Jednak sprawa z Caireen wyglądała zupełnie inaczej i na pewno nie należała do prostych. Kryły się za nią sekrety o których jeśli dowiedział by się Will na pewno odważył by się skrócić pół smoczycę o głowę. Tajemnice mrożące krew w żyłach, o których wiadomo było tylko jej i Caireen...
- Ej, co to za ludzie? - nagle z przemyśleń wybudziło Dragonellę pytanie Leonitrix.
Podniosła wzrok. Znajdowali się na drodze prowadzącej przez stepy, rzadko porośniętej poniekąd drzewami. Z oddali ujrzała przed nimi setki ludzi idącej w zgranym szyku, niosącym jakieś przedmioty. Z początku Dragonella myślała, że to wojsko lecz gdy wyostrzyła swój czuły smoczy wzrok, spostrzegła że maszerujący ludzie są zwykłymi mieszkańcami którzy w swoich ramionach nieśli zmęczone podróżą dzieci lub bagaże. Niektórzy z nich prowadzili za sobą zwierzęta gospodarcze lub konie zaprzyrzenzione w powozy.
Wszystkich zaniepokoił ten widok. Spojrzeli po sobie nie pewnie, aż w końcu zdecydowali się podejść do człowieka wyglądającego na przywódcę, aby się dowiedzieć skąd pochodzą ci ludzie i dokąd zmierzają. Pierwszy wysunął się Will, a za nim ruszyła Dragonella, która idąc cały czas miała nadzieję, że ludzie na jej widok nie rzucą się z krzykiem do ucieczki. Kto wie co mogli o niej pomyśleć, kiedy miała smoczą skórę i kilku metrowe, czarne skrzydła. Spotkała się już z ludźmi którzy posądzali ją o bycie demonem pochodzącym z najczerniejszych otchłani piekieł.
Maszerujący ludzie również zdążyli już zauważyć grupkę zbliżających się magów i pod rozkazem swojego przywódcy zatrzymali się. Ku zdziwieniu pół smoczycy była nią kobieta przyodziana w granatowe szaty, która trzymała u swojego boku imponująco wyglądającą rzeźbioną, drewnianą laskę z błękitnym kryształem umieszczonym u szczytu. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest magiczny.
- Kim jesteście i czego tu szukacie? - zapytała ich kobieta, mocniej ściskając swoją broń.
- Grupką zwykłych magów szukających zlecenia – odpowiedział Will, łagodnym głosem.
Kobieta uważnie przyjrzała się Leonitrix i Dragonelli. Swój pełen wątpliwości wzrok zatrzymała na pół smoczycy.
- A ona? Nie wygląda na zwyczajnego maga – odparła, a z tłumu za nią dało się usłyszeć mruknięcia i szepty.
- Spokojnie, jest z nami – zapewnił Will – A jeśli wolno mi spytać, dokąd prowadzisz tych ludzi pani?
Kobieta głęboko westchnęła.
- Cóż, nie są to informacje które należy ukrywać, bo za niedługo całe Estherios się o tym dowie. Nasze królestwo, wspaniałe i poczciwe Crystalis zaatakowali najeźdźcy. Niewiele nam czasu zostało, dlatego ewakuujemy tych którzy są najbardziej zagrożeni na niebezpieczeństwo.
- Czytałam o Crystalis – odezwała się nagle Leonitrix – To bardzo dzielne królestwo, słynące z wojowników o których opowiadają legendy. Jak to możliwe, że najechali na waszą ojczyznę?
Słowa młodej czarodziejki najwyraźniej schlebiły kobiecie, ponieważ jej wzrok stał się mniej podejrzliwy.
- Owszem – mówiła – Nasi wojownicy są wspaniali, lecz nasza kultura nie wykorzystuje magi do walki. Używamy jej tylko do leczenia, lecz i tak na niej nie polegamy. Nasi najeźdźcy są w większości bardzo silnymi magami, dlatego nasz król wzywa do siebie wszystkich niezrzeszonych magów i prosi ich o pomoc. Jeśli nam się uda wygrać oferuje nawet sztabki złota.
Na dźwięk o nagrodzie Leonitrix zaświeciły się aż oczy. Jedna sztabka złota równoważyła się z trzydziestoma złotymi colibrami, więc parę sztabek mogło by pozwolić jej na wstąpienie do Knigtwalkers. Z resztą sam udział w obronie królestwa Crystalis był imponującym czynem.
Dragonella na początku sceptycznie podeszła do brania udziału w odpieraniu intruzów obcego królestwa. Była to niebezpieczna i nie pewna gra której wolała unikać, w końcu mogli stracić w niej życie. Lecz nagle na myśl przyszło jej całkiem podobne miejsce, które kiedyś znalazło się w podobnej sytuacji.
Miejsce po którym zostały same szczątki do których wracała niemal w każdym niespokojnym śnie. Miejsce niegdyś ciche i spokojne teraz trapione przez tysiące niewinnych duszy zamieszkałych tam niegdyś ludzi. Oni nie mieli nawet czasu na ucieczkę. Oni podobnie jak królestwo Crystalis zostali zaatakowani i nie mając cienia szansy na ocalenie swego wspaniałego dziedzictwa, popadli w zapomnienie, żyjąc jedynie w krwawiącym sercu Smoczej Królowej.
Przeklęte miasto, Dragon Haven.
- Pomożemy wam – odezwała się Dragonella, a uwaga wszystkich skierowała się na nią – Pomożemy i sprawimy, że ci najeźdźcy nie tkną waszego królestwa przez następne sto lat. Macie na to słowo Królowej Smoków.
Pośród niektórych w tłumie wybuchł lekki entuzjazm. W ludzkich sercach nagle zapłonął płomyk nadziei, że ich ukochane Crystalis wciąż nie jest stracone. Dragonella posłała w ich stronę lekki uśmiech. Kobieta która pełniła uchodźcą wojennym za przewodnika, choć wciąż nie darzyła dziewczynę zaufaniem, lekko skłoniła głowę na wyraz szacunku, że zdecydowała się walczyć za ich ojczyznę.
Wkrótce pół smoczyca pożegnała się z gromadą ludzi pochodzących z Crystalis. Przewodniczka przekazała jej list ze słowami dzięki którym wpuszczą ich do miasta i pozwolą walczyć. Gdy ludzie zniknęli już za horyzontem i Dragonella zamierzała ruszyć w drogę, nagle zatrzymał ją Will, łapiąc za ramię. Rozgniewało ją to, że ją dotknął lecz spokojnie odwróciła się, ograniczając się tylko do ściśnięcia z całych sił pięści i starania się nie wybuchnąć ogniem.
- Co ty sobie wyobrażasz? - fuknął na nią lodowatym tonem – Mieliśmy załatwić konia i ruszać w stronę Dragon Village,
- Właśnie nam załatwiłam zlecenie za które kupimy konia – broniła się Dragonella.
Czarnowłosy skrzyżował ręce.
- Tylko, że to nie jest zbieranie kwiatków na polanie tylko wojna. Brałaś kiedyś w niej udział? Umrą w niej ludzie, może nawet i my umrzemy. Mieliśmy nie pisać się na takie zlecenia.
Pół smoczycę rozgniewał lekceważący ton jakim się do nie zwracał. Zupełnie jak by on był doświadczonym wojownikiem, a ona dopiero co początkującym magiem. Wiedziała jakie każda wojna ciągnęła za sobą konsekwencje. Widziała znacznie więcej ludzkiego cierpienia niż on, znacznie więcej krwi zostało przelanych na jej oczach.
- Każdy kto pochodzi z Dragon Haven wie co to wojna, nawet twoja Caireen. I gdy by ona tu z nami teraz była na pewno poszła by pomóc tym ludziom. Zrobię to bez względu na wszystko.
Na twarzy Willa zagościł gniew, czego Smocza Królowa mogła się spodziewać. Mówiła tylko o Caireen kiedy chciała albo zakpić z niego albo kiedy chciała na nim coś wymusić. Smoczy łowca w jednej chwili wyjął z pochwy swój miecz i skierował ostrze w stronę Dargonelli.
- Will! Przestań! – krzyknęła Leonitrix która do tej pory tylko przyglądała się całej rozmowie. Chłopak jej nie usłuchał.
- Jeśli nie odpowiadasz na moje pytania z nią związane to nie masz prawa w ogóle o niej mówić! - krzyknął rozgniewany, posyłając chłodne spojrzenie.
- Nie odpowiadam, bo nie wiem! Ale znam ją i wiem co by zrobiła.
- Daj spokój, pewno nawet jej nie ma a ty mnie oszukałaś.
Dragonellę zamurowało. Wydawało jej się, że zaufał jej na tyle aby uwierzyć, że zaprowadzi go ona do Caireen. Nie okłamała by go w tak ważnej sprawie, nie złamała by umowy która być może miała zaważyć o losach smoków w Estherios.
Chciała mu to wszystko powiedzieć, lecz słowa uwięzły jej w gardle. Jedyne co udało jej się powiedzieć, było czymś tak nie spodziewanym że zdziwiła się, że nie ugryzła się w język.
- Opowiem ci o niej jeśli uratujemy to królestwo – powiedziała – Wszystko co wiem, ale pod warunkiem że nie będzie dotyczyło ani mnie ani Dragon Haven.
Will przez moment wpatrywał się w pół smoczycę jak by nie wierzył w jej słowa, lecz potem głęboko westchnął cofając się o krok i chowając swój miecz do pochwy.
- Wszystko?
- Oprócz rzeczy powiązanych z Dragon Haven i mną – utwierdziła go.
- W takim razie – posłał jej uśmiech – Prowadź, Smocza Królowo.
***

Droga do Crystalis zajęła im nie więcej niż pół dnia i podczas niej nikt się do siebie nie odezwał. Od czasu do czasu Leonitrix się odzywała podziwiając otaczające ich, niemal bijące zielenią i świeżością lasy, lub wysokie strzępiaste góry górujące nad nimi kiedy skończyli przemierzać stepy. Dziewczynka próbowała rozluźnić atmosferę, lecz nikt jej nie słuchał, więc i ona wkrótce zamknęła się w sobie.
Myśli Dragonelli krążyły nad królestwem które mieli uratować, choć nie raz przyłapywała się, że myśli o Caireen, Co ta delikatna, z pozoru bezbronna osóbka jak ona mogła zrobić, aby tak zawrócić w głowie Willowi? Mogła się tylko domyślać dlaczego smoczy łowca tak mocno ją pokochał, choć wątpiła czy nadal by jego uczucia pozostały takie same gdy by dowiedział się prawdy o Caireen. Natychmiast odłożyła na bok tą myśl, mając nadzieję, że jej wyraz twarzy nie zdradził o czym rozmyślała.
Zatrzymali się przed drewnianym mostem zwodzonym, będącym jedynym z wielu przejść jakie prowadziło do królestwa Crystalis. Pilnowało go czworo uzbrojonych strażników, o wilczym spojrzeniu przepełnionym nieufnością. Jeden z nich, o najbogatszym uzbrojeniu zbliżył się do nich, mając swój zdobiony miecz w ciągłej gotowości.
- A wy to kto? - spytał oschłym tonem.
- Jesteśmy magami którzy przybyli aby pomóc bronić wasze królestwo – odparła Dragonella, dumnym i wyniosłym tonem, starając się zachować w nim łagodność.
- Nie potrzebujemy magów – prychnął – Wynoście się.
- Owszem potrzebujecie, przysłała nas kobieta która wyprowadzała uchodźców z waszego królestwa i...
- Posługujecie się magią, prawda? - przerwał jej strażnik – Skąd mamy nie wiedzieć, że jesteście szpiegami naszego wroga? Wynocha!
- Mamy list od...
- Wypuście ich – nagle usłyszeli męski głos pochodzący z drugiej strony mostu.
Wzrok wszystkich powędrował w tamtym kierunku. Ujrzeli mężczyznę o długiej brązowej brodzie, który o dziwo wyglądał jak by nie przekroczył czterdziestu lat. Odziany był w granatowo czarne szaty, a na jego szyi pobłyskiwało kilka drogocennych kamienni różnych kolorów. U jego boku wisiał w skórzanej pochwie długi miecz który niemal sięgał ziemi. Na widok mężczyzny, strażnicy pokłonili się. Śmieli się dopiero odezwać wtedy kiedy tamten gestem ręki nakazał im powstać.
- Panie, nie wiemy kim oni są, przecież...
- Ah, głupcy – zaśmiał się mężczyzna – Nasi wrogowie to zaparci wrogowie smoków. Zabijają je, przyodziewają w ich skóry, malują znaki ich krwią. Myślisz, że dziewczyna która jest pół smoczycą jest ich sprzymierzeńcem?
Strażnik który się odezwał spuścił wzrok, jak by wstydząc się swego rozumowania chciał ukryć się przed spojrzeniami pozostałych. Mężczyzna w szatach odwrócił od niego wzrok i skierował swoją uwagę na wędrownych magów.
- Chodźcie za mną – powiedział robiąc gest aby za nim podążali – Jestem Valerian, poprowadzę was.
W milczeniu usłuchali rozkazu, przechodząc przez drewniany most, którego teraz Dragonella dostrzegła liczne zdobienia i kryształy po brzegach. Jak sięgała pamięcią nigdy nie była ani nie przelatywała nad Crystalis więc poczuła nagłe podekscytowanie. Kochała odkrywać i eksplorować nowe, nieznane jej krainy które zawsze ją zaskakiwały.
Crystalis również ją nie zawiodło. Najpierw wkroczyli w granice lasu, których liście drzew były tak długie, że sięgały aż do ziemi. Tworzyły niemal zieloną ciągnącą się zewsząd ścianę, po dwóch stronach ułożonej z białej kamieni ścieżki którą szli. Dragonella zastanawiała się co mogą kryć te liściaste mury i jakie imponujące stworzenia muszą się za nimi chować.
Bardziej jednak jej uwagę, podobnie jak Leonitrix która nie mogła obyć się bez wyraźnego zachwytu, przykuły kryształy wyrastające niemal z ziemi. Lśniły różnymi odcieniami różu, fioletu oraz bielą rozświetlając im drogę. Przywiodły na myśl smoczej dziewczynie drogocenne kamienie które gromadziły niektóre ze smoków jako swój skarb. Jako, że ona po części również była smokiem nie mogła podobnie jak Leonitrix powstrzymać swojego podziwu. Jednak ona w porównaniu do młodej czarodziejki szła prosto ścieżką, a nie podbiegała niemal do każdego, wytrzeszczając oczy.
Widząc jej zachowanie mężczyzna który im przewodził uśmiechnął się do siebie.
- To zaledwie początek, młoda magiczko – mówił do dziewczyny – Za niedługo przekonasz się czym nasze wspaniałe królestwo zawdzięcza swą nazwę.
Słysząc to wróciła na swoje miejsce obok Dragonelli, jak by trochę było jej wstyd że nieznajomy zauważył jej entuzjazm. W zasadzie trudno było go nie zauważyć, choć gdy Smocza Królowa odwróciła się w stronę Willa który ze spuszczoną głową, cicho za nimi maszerował wydawało się, że czarnowłosy nie zauważył nawet gdzie są. Na jego twarzy malowała się powaga godna wojownika który szedł na wojnę... bo właściwe tak było.
Odwróciła się z powrotem, w stronę kierunku według którego szli. Nie mogła myśleć negatywnie, lecz musiała myśleć realistyczne. A realia mówiły jej, że podczas tej bitwy zginie mnóstwo osób. Dragonella pragnęła temu zapobiec i chronić tych niewinnych ludzi, lecz nie była pewna czy będzie w stanie. Jej złamane skrzydło wciąż nie było w pełni sprawne, a nie oszukując się bez możliwości lotu podczas walki nie mogła w pełni wykorzystać swoich umiejętności.
Jej myślenie przerwało nagłe zatrzymanie się mężczyzny na którego omal nie wpadła. W porównaniu do niej Will nie zdążył się zatrzymać i mimo wszystko została popchnięta do przodu. Odruchowo syknęła w jego kierunku, lecz wydawało się że chłopak nic sobie z tego nie robił. Zdenerwowana odwróciła się gdy wtem widok który ujrzała zaparł jej dech w piersi.
Stali u szczytu jednej z gór które wznosiły się wokół rozległych terenów tworząc kotlinę. Część krainy porastały lasy podobne do tych które minęli, chodź z tej perspektywy dało się dostrzec również inną roślinność. Lecz uwagę wszystkich bardziej przykuło miasto znajdujące się w niemal samym centrum kotliny... a raczej pałac który nad nim górował.
Bez wątpienia luksusowy budynek został niemal całkowicie wykonany z lśniącego różem kryształu, lub też był w nim wyrzeźbiony. O niezliczonej ilości strzeliste, kryształowe wieże pięły się ku bezchmurnemu niebu zachwycając swym naturalnym pięknym każdego z przechodniów.
- Witamy w Crystalis – powiedział mężczyzna wskazując otwartą dłonią całą dolinę.
Gdy już zdążyli podziwiać niesamowite krajobrazy (a raczej głównie Leonitrix i Dragonella, gdyż Will cały czas pozostawał niewzruszony) ich przewodnik zaprowadził ich ku stromych schodów z białego kamienia. Smocza Królowa nie mogła powstrzymać potoku pytań jaki nagromadził się w jej głowie od czasu kiedy przekroczyła granice Crystalis. Zaczęła od najważniejszego.
- Valerianie – odparła skupiając na sobie jego spojrzenie i uwagę – Czy możemy wiedzieć dokąd nas prowadzisz?
Mężczyzna posłał w jej kierunku ciepły, pełen zaufania uśmiech,
- Wybaczcie mi, nic wam nie powiedziałem. Idziemy teraz do koszar gdzie zostaniecie spisani i dołączycie do innych magów. Wieczorem zostaniecie przedstawieni królowi, w końcu jesteście honorowymi gośćmi którzy zgodzili się bronić nasze królestwo. Zostanie wam też przestawiona sytuacja w której się znaleźliśmy.
- Rozumiem – kiwnęła głową ze zrozumieniem.
- A nagroda? - odezwała się nagle Leonitrix a Dragonella miała ochotę uderzyć ją a potem siebie w twarz za to że pozwoliła jej zabrać głos.
Na szczęście Valerian nie zareagował negatywnie na pytanie. Wręcz przeciwnie, mogło się wydawać, że młoda czarodziejka go rozbawiła.
- Oczywiście nagroda zostanie przydzielona w zależności od zasług. Krążą plotki, że nawet dla mężczyzny który najbardziej wykaże się odwagą król jest gotów oddać rękę jego córki.
- Dobrze, że nie nogę – mruknęła Leonitrix.
- Z naszą następczynią tronu wciąż są problemy – kontynuował mężczyzna, ku uciesze Dragonelli ignorując tą uwagę – A tradycja to tradycja i w końcu będzie musiała wybrać sobie narzeczonego. Być może któremuś z magów się poszczęści.
Ostatnie zdanie jak by skierował do Willa, z wyraźnym rozbawieniem. Chłopak w odpowiedzi głęboko westchnął, a Dragonella zawzięcie próbowała odgadnąć jego myśli, co jak zawsze jej się nie udało.
Na schodach minęli kilku strażników którzy wydawali się przejrzeć ich wzrokiem na wylot. Wprawiło to lekko smoczą dziewczynę w zakłopotanie, chodź ani trochę im się nie dziwiła. Gdy zeszli niżej i wkroczyli w jedną z głównych ulic miasta która prowadziła do pałacu, coraz więcej ludzi zaczęło lustrować ich grupkę wzrokiem.
Dragonella była w stanie ich zrozumieć, w końcu widok pół smoczycy, jaskrawo ubranej czarodziejki i chłopaka spowitego w czerń, prowadzącego za uzdę równie mrocznego konia nie należał do codzienności. Aby odwrócić swoją uwagę od ludzkich spojrzeń zwróciła uwagę na zabudowanie miasta które podobnie jak całe królestwo okazało się niezwykłe.
Domy zbudowano z białego kamienia i prawie każdy z nich miał okrągły kształt, a ich dachy wykonano na wzór kopuły w odcieniach błękitu lub mocnego różu czy fioletu. Każdy budynek wsparto na rzeźbionych kolumnach, a okna zdobiły najróżniejsze witraże w których skład wchodziły kryształy. One same podobnie jak przy ścieżce którą szli niemal wszędzie wyrastały z ziemi. Jedne z nich oświetlały ulice, w innych wyrzeźbiono nazwy ulic, ozdobne rzeźby lub nawet skrzynki pocztowe jeśli znajdowały się przy domostwach. Dragonella dla której nie było piękniejszego miejsca na ziemi niż jej utracone Dragon Haven, pomyślała że Crystalis mogło by spokojnie z nim konkurować. Królestwo niemal skąpane w kryształach wywarło na niej niesamowite wrażenie.
Podobnie zresztą było z Leonitrix, która mimo że tym razem nie podbiegała do żadnego z kamieni to nie mogła ukryć błysku zachwycenia jaki rozświetlał jej oczy. Jej zachwyt się wzmógł kiedy nagle zatrzymali się przed ogromnym, lekko podłużnym budynkiem który za pewnie służył za koszary. Niemal od razu podeszło do nich dwóch mężczyzn pełniącymi straż. Na przywitanie skłonili się pokornie Valerianowi, a Dragonella zaczęła się zastanawiać jaką funkcję musiał pełnić ich przewodnik.
- Mistrzu Valerianie – odezwał się jeden z nich – Kim są ci... ludzie których przyprowadziłeś?
- To magowie którzy przybyli aby bronić nas przed najeźdźcami. Zaprowadź ich do innych magów i przekaż wszystkim aby traktowali ich przezwoicie – odwrócił się w stronę gości – Was teraz muszę przeprosić, ale obowiązki wzywają.
W odpowiedzi Dragonella podziękowała mu za wszystko, a mężczyzna oddalił się ku zdziwieniu przybyszów w stronę pałacu. Dziewczynę coraz bardziej zaczynało ciekawić kim jest ten człowiek i czym się zajmuje.
Strażnicy mimo że przez cały czas zachowywali dystans i nie odzywali się więcej niż było to konieczne, wydali się bardzo dostojni i opanowani. Jeden z nich zaprowadził konia Willa do stajni, natomiast drugi gestem ręki nakazał im aby szli za nim.
Idąc za strażnikiem weszli do koszar gdzie znaleźli się w dosyć skromnym małym pokoju. Znajdowało się rzeźbione biurko i regały z książkami ustawione po bokach ścian. Gdy weszli przy jednym z nich zastali kobietę w średnim wieku o długich blond włosach i wojowniczym stroju. Kiedy stanęli przed biurkiem poprawiła swoje okulary na nosie i pytająco spojrzała się w stronę strażnika.
- Mistrz Valerian ich przyprowadził – odpowiedział.
- Rozumiem – mruknęła kobieta wyjmując jedną z ksiąg i kładąc ją na biurku – Jesteście magami, prawda?
- Owszem – powiedziała Dragonella.
- W takim razie podpiszcie mi się tu i tu – wskazała wojowniczka na konkretną stronę w otwartej przez nią książkę.
Gdy złożyli podpisy udzieliła im informacji, że zostaną przydzieleni do grupy do innych magów a dziś wieczorem lub jutro powita ich wszystkich osobiście król. Dragonella podziękowała jej i razem skierowali się za strażnikiem do innego miejsca. Wkrótce weszli do okrągłego budynku o niebieskim zadaszeniu. Wystrój wnętrza w środku przypominał pawilon, gdzie ustawiono drewniane stoły książkami wokół których gromadziły się eleganckie pufy i szezlongi obite aksamitnymi materiałami, niemal tonącymi w poduszkach. Na paru z nich zobaczyła siedzących ludzi którzy za pewnie byli magami.
Oczy wszystkich odwróciły się w kierunku Dragonelli, a dziewczyna poczuła się jak by ich spojrzenia ją wypalały. Nagle dotarło do niej, że ci inni magowie mogli przecież słyszeć jaka nagroda jest do zdobycia za jej głowę i poczuła jak zaciska jej się gardło. Odruchowo zacisnęła mocniej pięści na wypadek gdy by miała je zapalić aby się obronić. Powiodła zimnym spojrzeniem po pomieszczeniu i dziękując strażnikowi udała się na sofę w kącie pokoju, przy oknie z którego zwisała różowa, tiulowa zasłona. Pół smoczyca zapragnęła się za nią schować aby ukryć się przed innymi, lecz w końcu tego nie zrobiła. Nie mogła okazać strachu.
Obok niej usiadła Leonitrix, która wydawała się niczym nie przejmować w porównaniu do Dragonelli.
- O rany – odezwała się natychmiast gdy zajęła swoje miejsce – Widziałaś te kryształy wyrastające z ziemi? A tych ludzi? Każdy z nich wyglądał tak dostojnie i...
Dragonella nie specjalnie skupiła się na słuchaniu swojej towarzyszki. Swoją uwagę zwróciła na pozostałych magów którzy między sobą szeptali, spoglądając w jej stronę. Zdenerwowało ją to, więc siedząc wyprostowała się dumnie, próbując dać wszystkim do zrozumienia że nie czuję żadnego strachu czy skrępowania. W pewnym momencie podeszła do nich magiczka o krótkich, potarganych czarnych włosach przyodziana w lekki, podróżny, brązowy strój.
- Witajcie – przywitała ich – Nazywam się Ashira, mogę się dosiąść?
Pół smoczyca chciała spławić tą na pierwszy rzut oka godną zaufania dziewczynę, lecz zdążyła ją wyprzedzić Leonitrix która zgodziła się aby ta z nimi usiadła. Ashira zajęła miejsce na ustawionej obok granatowej pufie.
- Nie sądziłam, że jeszcze wpuszczają magów – mówiła - Niektórzy z nas stacjonują tu już od kilku tygodni. No cóż, im więcej magów tym większe szansę, że uda nam się pokonać Taravisów.
- Taravisowie? - skrzywiła się Leone na dźwięk tej nazwy.
Dragonella przewróciła oczami.
- To ludzie zamieszkujący wyspę Taravis, znajdującej się niedaleko Crystalis. Byłam tam kiedyś aby uwolnić smoki które wzięli do niewoli. To... okrutni ludzie.
- Dokładnie – kiwnęła głową Ashira – Zdziwiło mnie kiedy usłyszałam, że zaatakowali Crystalis bo zawsze atakowali tylko smoki... przy okazji, wszystkich bardzo ciekawisz, smocza dziewczyno.
Dragonella powiodła czujnie swym smoczym wzrokiem po pawilonie, aby dojść do wniosku że wszyscy znów zwrócili na nią swoją uwagę. Z trudem przełknęła ślinę. Potrzebowała wsparcia Willa, lecz ten wciąż nie chciał z nią rozmawiać. Jako jedyny w pomieszczeniu oparty o ścianę spoglądał przez okno przy równoległej ścianie.
Z opresji uratował ich strażnik który nagle wszedł do sali i oświadczył, że król chce natychmiast spotkać się z magami. Gdy Dragonella to usłyszała odetchnęła z ulgą, lecz gdy strażnik potem powiedział że spotkanie odbędzie się wcześniej niż planowano ze względu na nowych przybyszów znów ścisnęło ją w żołądku. Po chwili wszyscy magowie zebrali się razem i ruszyli za strażnikiem do pałacu.
Z bliska królewski gmach budził jeszcze większy zachwyt. Dzięki światłu które przenikało przez kryształ dało się dostrzec bladą poświatę jaka emanowała od pałacu, tworząc niemal efekt jak by pałac był nasiąknięty magią. Nawet do niego wchodząc przez ogromną, kryształową bramę niemal czuło się zjawiskowość tego miejsca.
Przeszli korytarzem wspartym na kryształowych, rzeźbionych kolumnach gdzie na ścianach wisiały portrety królewskiej rodziny. Następnie przeszli przez kolejne drzwi o podobnym rozmiarze i zdobieniu jak poprzednie, które otwarli dwaj inni strażnicy. Wchodząc przez nie znaleźli się w sali monstrualnych rozmiarów gdzie w centralnym miejscu znajdował się rzeźbiony tron, obity w drogocenne materiały w miejscu siedzenia.
Po chwili do sali wszedł mężczyzna wraz ze swoją świtą składającą się ze strażników, oraz ku zdziwieniu Dragonelli z Valeriana. Od razu domyśliła, że mężczyzna który wkrótce zasiadł na tronie musi być królem. Gdy ujrzała go z oddali pomyślała, że tak musiał wyglądać prawdziwy monarcha. Nie to co ten morderca Gerard, który za swe okrutne zabijanie miał czelność nazywać się królem. Król królestwa Crystalis znacznie się różnił. Okrywały go granatowe, jedwabne szaty a jego białe długie włosy zaczesano do tyłu. Na pierwszy rzut oka wyglądał dobrotliwie i młodo, choć zwisający u jego boku masywny, zdobiony w niezwykły sposób miecz świadczył że w walce mężczyzna potrafił być bezlitosny.
Gdy zasiadł na swoim królewskim miejscu magowie oddali mu ukłon. W odpowiedzi posłał w ich stronę dobrotliwy uśmiech.
- Witam was – przywitał ich ciepłych tonem – Cieszę się, że mogę was powitać a zwłaszcza nowych przybyszów o których zdążył mi powiedzieć mój przyjaciel, Mistrz Valerian.
Valerian na dźwięk swojego imienia lekko się uśmiechnął i skłonił królowi. Swój wzrok skierował na Dragonellę, przez co do dziewczyny dotarło że to przez nią król zarządził tak szybkie spotkanie. Znów poczuła ucisk w żołądku.
- Mnie zwą Shirian, jestem królem Crystalis jak za pewnie się domyślacie. Jak wspomniałem pragnę was przywitać, lecz powód dla którego zażądałem spotkania tak wcześnie... cóż z opowieści mego przyjaciela zaciekawiła mnie pewna osoba.
Król Shirian spojrzał na Dragonellę, więc dziewczyna wystąpiła do przodu.
- Zgaduję, że to o mnie chodzi – powiedziała bez zawahania.
- Owszem moja droga – król posłał jej szczery uśmiech – Zgaduję, że jesteś niezwykłą wojowniczką. Czy mogę poznać twoje imię?
- Jestem Dragonella, zwana również jako Królowa Smoków – powiedziała dziewczyna, dumnie wyprostowana. Cały strach w jednej chwili z niej uleciał gdy poczuła dumę ze swego pochodzenia – Ostatnia z Ludzi Ognia i ostatnia przetrwała z Przeklętego Dragon Haven.
- Królowa – powtórzył zdumiony król – Miło mi gościć cię, Dragonello w mym skromnym królestwie. Jestem również zaszczycony, że zgodziłaś się nam pomóc w obronie przed najeźdźcami.
Wzrok króla powiódł po wszystkich zgromadzonych magach.
- Wam również dziękuję – powiedział – Jak za pewno wiecie nasi najeźdźcy posługują się magią. My nie uciekamy się do wykorzystywania jej w walce a jedynie w leczeniu lub budownictwie. To zbyt mało abyśmy sami mogli się obronić. Wiem, że to dla naszych ludzi zniewaga prosić kogoś spoza królestwa o pomoc, więc proszę nie miejcie im za złe jeśli będą was traktowali oschle.
- Królu – odezwał się nagle chłopak o kasztanowych włosach które sięgały mu aż do szyi – Wciąż nie powiedziałeś nam dlaczego Taravisowie zaatakowali Crystalis. Czy możemy wiedzieć?
- Cóż – mężczyzna zamyślił się – To po części moja wina. Mogłem postąpić inaczej lecz w większości chodziło o moją córkę. W naszej tradycji kiedy dziewczyna królewskiego pochodzenia kończy osiemnaście lat powinna wyjść za mąż i objąć władzę, więc zaczęło zgłaszać się mnóstwo kandydatów.
Król głęboko westchnął.
- Niestety również Taravisowie z którymi mamy umowy handlowe dowiedzieli się o tym i wysłali swojego kandydata. Nie spodobał się ani mej córce ani mi, a jego kultura zbyt różniła się z naszą. Niestety Taravisowie źle przyjęli odmowę, zależy im na naszej ziemi i kryształach. Mamy ich od zawsze pod dostatkiem więc są dla nas normalnością i bezcennymi darami natury, niestety dla naszych byłych partnerów handlowych to tylko źródło zysku. Oczywiście chcą się również zemścić za zniewagę jakiej się dopuściliśmy odrzucając ich kandydata do ręki mojej córki.
Na twarzy króla Shiridiana odmalował się niepokój i zmartwienie. Dragonella była w stanie zrozumieć co musi czuć, ona do dziś obwinia się, że nie była wystarczająco silna aby ochronić swoich ludzi. Chciała się odezwać, gdy wyprzedziła ją Ashira.
- Nie martw się Shiridianie – uśmiechnęła się dziewczyna – Jesteśmy tu po to aby ci pomóc i zrobimy wszystko aby uratować twoje królestwo. Prawda?
Wszyscy zgromadzeni magowie, poza Willem który wydawał się być myślami w innym miejscu, zawtórowali jej okrzykiem entuzjazmu. Smocza dziewczyna pomyślała, że to niesamowite, że ci młodzi ludzie są w stanie bronić królestwa w którym jak się spodziewała nigdy wcześniej nawet nie byli.
Król w podziękowaniu oraz jako, że byli honorowymi gośćmi zaprosił ich wieczorem na kolację w jednej z królewskich sal. Choć zapowiedział że on sam niestety nie będzie na niej obecny to oświadczył, że poznają na niej jego córkę Crystalię. Dragonella zauważyła, że paru chłopaków uśmiechnęło się do siebie gdy tylko o niej usłyszeli. Przez jej głowę nawet przeszło podejrzenie, że uczestniczyli oni w obronie Crystalis tylko po to aby zdobyć serce księżniczki. Na tą myśl poczuła, że robi jej się słabo.
Choć przecież bywa tak, że miłość staje się najsilniejszą z motywacji.
Przed kolacją pozostało im jeszcze trochę czasu, więc wszyscy udali się do koszar gdzie przydzielono im skromniejsze pokoje, które wyglądem znacznie mniej przypominały pawilon w którym najpierw się znaleźli. Mimo to łóżka obszyte purpurowym materiałem z tiulowymi baldachimami i tak robiły wrażenie. Nie zamierzała się jednak zatrzymać w pokoju na długo, wolała wykorzystać czas przed kolacją na rozmowę z Willem, który nie odezwał się do niej jeszcze zanim wkroczyli w progi Crystalis.
Z impetem otworzyła drzwi i zastała go akurat gdy ostrzył swój miecz. Rzucił jej zimne spojrzenie na powitanie i powrócił do swojego zajęcia.
Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i stojąc naprzeciwko niego skrzyżowała ręce.
- Nie sądziłam, że to powiem ale ta cisza z twojej strony mnie denerwuje jeszcze bardziej niż twoje niepotrzebne gadanie.
- Jesteśmy w obcym królestwie z obcymi ludźmi. Nie wolno im ufać.
- Wiem o tym – mruknęła.
- Więc ich obserwuj.
- Obserwuję.
W jednej chwili Will schował miecz i znalazł się przy Dragonelli. Pół smoczyca cofnęła się wpadając na ścianę.
- Zauważyłaś tych dwóch magów z białym pasmem we włosach którzy wyglądali jak bracia? Nieustanie cię obserwują odkąd tylko weszłaś do tamtej komnaty. Wiedzą kim jesteś i wiedzą jaka za ciebie jest nagroda. Jeśli na polu bitwy zostaniesz z nimi sama nie zawahają się ciebie zabić.
- Skąd ty...
- W porównaniu do ciebie obserwuję, ostatnia z Ludzi Ognia – posłał jej lekki uśmiech wracając na swoje miejsce, pozostawiając Dragonellę ze skwaszoną miną która pomyślała, że wolała go jednak jako niemowę.

***

Wkrótce przybyli strażnicy aby zaprowadzić ich na kolację. Dragonella przyjęła to z ulgą, przez podróż nie jadała zbyt często i czuła jak jej brzuch wykręca się z głodu. Oczywiście jak wszyscy była również ciekawa księżniczki Crystalii.
Strażnicy skierowali ich przez jeden z korytarzy na którym naprzeciw wyszła im skromnie ubrana dziewczyna. Gdy ich ujrzała powitała wszystkich szerokim, śnieżnobiałym uśmiechem.
- Witajcie, nazywam się Shelia – odezwała się dziewczyna, uprzednio lekko się im skłaniając – Jestem służącą oraz damą do towarzystwa księżniczki, pragnę was powitać w jej imieniu.
Dragonella zauważyła, że wszystkim magom którzy im towarzyszyli aż zaświeciły się oczy na widok służki. Pół smoczyca im się nie dziwiła, dziewczyna swą skromną urodą była w stanie zachwycić każdego. Wzdłuż jej ciała, aż do końca pleców, swobodnie opadały długie białe włosy pośród których świeciły drobne ozdoby wykonane z kryształów. Jej oczy rozświetlał łagodny błękit, a jej alabastrowa skóra koloru mleka niemal wydawała się gładka niczym alabaster.
Shelia zaprowadziła ich do sali jadalnej gdzie przy niskim stole na którym piętrzyły się już potrawy, ustawiono poduszki na których usiedli. Dragonellę poproszono o zajęcie miejsca blisko księżniczki, gdyż ta pragnęła osobiście poznać Królową Smoków. Na ten rozkaz większość chłopaków mruknęła z niezadowoleniem, po czym zajęli inne miejsca. Obok Dargonelli zasiadła Leonitrix która wciąż patrzyła na wszystko z zachwytem niczym małe dziecko, oraz Will który będąc na baczności nie spuszczał podejrzanych mężczyzn z oka.
Wkrótce pojawiła się również księżniczka Crystalia w błękitnych, królewskich szatach, z upiętymi w wytworną fryzurę, długimi białymi włosami których końcówki zabarwiono na czarno i szaro. Wraz z wszystkimi szlachetnymi kamieniami wplecionymi w jej strój wyglądała jeszcze wspanialej od swojej służącej, emanującej skromną urodą. Zasiadła u szczytu stołu, uprzednio wszystkich serdecznie witając.
Jej uwaga jednak niemal natychmiast skupiła się na Smoczej Królowej. Zaczęła zadawać jej mnóstwo pytać dotyczących jej pochodzenia, umiejętności i smoków, że Dragonella czuła się niezręcznie i większość z nich musiała grzecznie wymijać, zatapiając zęby w wykwintnie przygotowanym mięsie. Nie lubiła rozmawiać o sobie a tym bardziej o swojej przeszłości czy Dragon Haven. W głębi duszy miała nadzieję, że rozmowa w końcu zejdzie na inny temat.
- Widzę, że masz złamane skrzydło – zauważyła nagle Crystalia, po czym zwróciła się do swojej służącej – Shelio, proszę podejdź tu na chwilę.
Dziewczyna posłusznie podeszła bliżej, odgarniając na bok pasmo długich białych włosów oraz poprawiając swoją skromną, szarą sukienkę.
- Czego sobie życzysz, pani?
- Słyszałam że twoje umiejętności magiczne się poprawiły – uśmiechnęła się i wskazała na pół smoczycę – Czy była byś w stanie uzdrowić złamane skrzydło naszego gościa?
- Zrobię co tylko mogę – odpowiedziała Shelia i usiadła bokiem przy Dragonelli.
Przy stole zapanowała nagle cisza, wszyscy w skupieniu obserwowali jak młoda służka w skupieniu zamknęła mocno oczy. Swoją siłę skoncentrowała w delikatne dłonie w których wkrótce zalśniło złote światło. Dziewczyna powoli otworzyła oczy i skierowała swój czar na złamane skrzydło Dragonelli.
- Może odrobinę zaboleć – powiedziała Shelia i przyłożyła dłonie do rany.
Smocza Królowa w jednej chwili poczuła ogromne ukłucie w zranionym skrzydle. Miewała silniejsze bóle, lecz mimo wszystko zacisnęła mocno zęby. Kiedy Shelia odłożyła od niej swoje ręce w jednej chwili poczuła ulgę. Gdy rozłożyła skrzydło ku swojemu zdziwieniu stwierdziła, że po złamaniu nie ma ani śladu.
- Dziękuję, księżniczko – niemal natychmiast odparła, nie mogąc zapanować nad szczęściem.
Tak dawno nie wzbijała się w powietrze, że już niemal zapomniała jakie to wspaniałe uczucie, a nie wiedziała ile jej samodzielna kuracja by jeszcze potrwała. Po za tym umiejętność latania sprawi, że będzie mogła znów w pełni wykorzystać swoje siły w walce.
- Nie dziękuj mi, lecz Shelii – uśmiechnęła się Crystalia – To ona cię uzdrowiła.
Dragonella uśmiechnęła się i już miała podziękować Shelii za uzdrowienie kiedy nagle usłyszeli krzyk strażników i dźwięk alarmu. Na twarzy białowłosej dziewczyny zapanowało przerażenie. Natychmiast odstąpiła od stołu.
- Wszyscy do obrony – krzyczała w stronę magów i strażników – Zabierzcie księżniczkę i rodzinę królewską do schronu. Szybko!
Wszyscy wstali ze swoich miejsc, część z nich pobiegła wraz ze strażnikami, inni zajęli się eksportowaniem księżniczki. Jedynie nowi magowie nie wiedzieli co robić, więc podbiegli do Shelii która jako jedyna wydawała się panować nad sytuacją, która widocznie nie zdarzyła się po raz pierwszy.

- To Taravisowie – rzuciła przez ramię dziewczyna, tłumacząc im i nie odstępując swojej pani – Znowu nas zaatakowali. Szykujcie się, to będzie długa noc.  

4 komentarze:

  1. T^T ty sobie chyba jaja robisz Kochana...
    jak można w takim momencie przerwać?! No jak?! ;-; Chcę kolejny dział bo zajebistość tego opowiadania aż mnie przeraża i ciekawa jestem jak dalej potoczy się sprawa s Shelią i Crystalią bo to mnie jakoś najbardziej w końcówce zastanowiło. Mam nadzieję że moje teorie się chociaż po części pokryją ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co ???? Koniec !!!! Nie, nie ją muszę wiedzieć więcej :/ to jest przepiękne !! Naprawdę podziwiam Cię ale z kąd bierzesz te inspiracje to pisania ???!!! Nie mogę się doczekać kiedy kolejny rozdział *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyno, tym opowiadaniem osłodziłaś mi t paskudne, pierwsze dni szkoły <3

    Zaczęłam czytać w czwartek, kończyłam siedząc na przystanku i w autobusie xD Rozdział czwarty przyswoiłam sobie dziś w domu, więc komentarz pisany jest etapami xD

    Prawdę mówiąc, już od jakiegoś czasu szukałam czegoś ciekawego o smokach (no nie mogę, no... wreszcie smoki <3 ) i nagle BUM! Odnajduję tego bloga xD

    Nigdy nie wierzyłam w przypadki, a to tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziło xD

    A teraz o samym opowiadaniu...

    Historia jest naprawdę ciekawa i zapowiada się epicko (a określenie epicko, możesz mi wierzyć, jest z mojej strony komplementem z najwyższej półki xD ) Przeczytałam wszystkie cztery rozdziały, ale postanowiłam podsumować całość tutaj. Otóż spodziewałam się, że król jest ojcem Willa, takie moje wróżkowe przeczucie ;) Strasznie mnie ciekawi, co się między nimi wydarzyło i dlaczego Will jest łowcą smoków... I pomimo że poluje na moje ulubione fantastyczne stworzenia, bardzo go polubiłam. Taki trochę buntownik <3
    A skoro już o smokach mowa... Dragonella! ^^ Jejku, jak ja ją lubię, jest styl bycia, jej charakter, fakt, że jest smokiem... No po prostu rewelacyjnie wykreowana postać <3

    Wątkiem Melisy i Willa na początku też mnie kupiłaś xD Może to dlatego, że taka zażyła relacja między bratem i siostrą kojarzy mi się z moich ukochanym Quicksilverem i Scarlet Witch? xD Co nie zmienia faktu, że więź Willa i Melisy, zwłaszcza jego zdolność do poświęceń i chęć ochrony siostry jest tutaj jednym z moich ulubionych wątków i żywię nadzieję, że pojawi się jeszcze choćby o tym wzmianka :)

    Było mi tak bardzo szkoda Willa, gdy tak rozpamiętywał śmierć Caireen, dlatego poczułam lekką ulgę, że jednak przeżyła. Jej historia, przynajmniej do tego momentu, jest smutna, a zarazem intrygująca, ale bardzo mnie to niepokoi xD

    A żeby było ciekawiej - typowy problem, typowej fangirl. Którą parę teraz wybrać? Will i Caireen, czy Will i Dragonella? Oto jest pytanie xD Caireen jest na chwilę obecną bardzo tajemniczą postacią (może ciut zbyt tajemniczą...), a Dragonella jakoś bardziej do mnie przemawia... No przecież jest smokiem xD

    A kto przemawia do mnie najbardziej? Leonitrix! xD Po prostu ją uwielbiam <3 Może dlatego, że zaczęłam się z nią troszku utożsamiać xD Uwielbiam ją i jej dialogi z Willem <3

    Pomijając już to, jak nieskładny i chaotyczny jest ten komentarz, chcę jeszcze tylko powiedzieć, że opowiadanie jest rewelacyjne, co mogę stwierdzić zaledwie po czterech rozdziałach. Mimo niewielu drobnych błędów, które podejrzewam, że są spowodowane pośpiechem, jest napisane bardzo dobrze i podziwiam Cię za długość rozdziałów <3 Są długie, ale treściwe i zdecydowanie nie nudne, a w takim przypadku jest czego gratulować ;)
    Mam nadzieję, że już niedługo pojawi się jeszcze więcej, gdyż masz teraz we mnie wierną czytelniczkę <3

    Pozdrawiam, V.S. ;)

    OdpowiedzUsuń