sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 3: Wędrówka i pewna żółtowłosa czarodziejka



Zachodzące słońce okryło ziemie Estherios swymi promieniami, muskając twarze dwójki podróżujących magów przez półpustynne stepy. Porywisty wiatr targał ich zwiewne płaszcze, które skrywały mroczne oblicza gdzie niespokojnie biły rozbite na tysiące kawałków, zranione serca.
Will, który nigdy nie narzekał na zmęczenie uparcie dążąc do celu swojej podróży, czuł że zaczynały go boleć nogi od ciągłej wędrówki. Do karczmy dotarli pod wieczór, co niestety okazało się nie wystarczająco wcześnie więc nie dostali dodatkowej zapłaty za zlecenie. Ramel zapłacił im tylko czterdzieści colibrów, ponieważ stwierdził że zebrane kwiaty są zbyt pogniecione. Nie udało im się kupić konia, więc jedno z nich wciąż musiało iść.
Gdy szli był pełen podziwu dla Dragonelli, która ani razu nie narzekała podczas ciągłego marszu. Co prawda teraz jechała na jego koniu, ponieważ mimo że nic nie mówiła wiedział, że najlepiej upadła by na ziemię ze zmęczenia. Wyprostowana, w dostojnej pozycji swój wzrok cały czas bacznie miała skierowany przed siebie, dzięki czemu Will od czasu do czasu mógł się jej przyjrzeć. W końcu jeszcze nigdy nie miał styczności z takim stworzeniem.
Najbardziej nie mógł się nadziwić długimi, czarnymi skrzydłami Dargonelli. Wydawało się, że załamane skrzydło ma się zdecydowanie lepiej i, że za niedługo będzie wystarczająco sprawne aby unieść pół smoczycę w powietrze. On sam zawsze zastanawiał się jak to jest latać daleko pośród otchłani błękitnych niebios, wolnym niczym ptak z daleka od wszelkich problemów i ludzkiego cierpienia. Mógł się o tym przekonać wsiadając na smoka, ale nigdy by tego nie zrobił. Nawet jeśli Caireen żyła to smoki mu ją odebrały, a on nigdy nie zamierzał im wybaczyć.
Caireen. Za każdym razem kiedy o niej myślał w jego głowie pojawiało się tysiące pytań z nią związanych na które pragnął znaleźć odpowiedź odkąd dowiedział się, że prawdopodobnie żyje. Zwrócił swój wzrok w kierunku Dragonelli, chcąc jej jedno z nich zadać gdy spostrzegł, że dziewczyna zatrzymała konia i wpatruje się do górę, wprost na niebo mieniące się kolorami zachodzącego słońca. Will również spojrzał w tamtym kierunku, podziwiając chmury barw pomarańczy, purpury i żółci. Ten widok zaparł mu dech w piersi, zresztą wydawało się że nie tylko jemu.
- Zróbmy sobie postój wcześniej – odezwała się Dragonella, nie spuszczając wzroku z nieba.
W odpowiedzi Will kiwnął głową i zeszli z kamienistej drogi, zagłębiając się w pustkowie stepu aby rozbić mały obóz. Zatrzymali się u boku jednej z gór, tuż przed rzadko porośniętym drzewami lasem. Smoczy łowca pomógł w nim nazbierać Dragonelli chrustu na opał, składającego się z pojedynczych gałęzi drzew jakie znaleźli na ziemi. Przez cały ten czas Will układał sobie w głowie pytania dotyczące Caireen, które zamierzał zadać pół smoczycy kiedy usiądą przy ognisku. Te pytania od wielu dni wciąż nie dawały mu zasnąć i pastwiły się nad nim niczym stado żerujących ptaków nad świeżą padliną. Musiał znać odpowiedzi, choćby po to aby móc choćby na ten krótki czas zaufać Dragonelli.
Kiedy zaszło słońce, a ciepłe odcienie czerwieni i pomarańczy zastąpiło gwieździste niebo, rozpalili ognisko. Siedzieli w milczeniu, wpatrując się w tańczące pośród pojedynczych gałęzi płomienie. Will spojrzał na Dragonellę, która w zamyśleniu, z posępną miną wpatrywała się w ogień. Wziął głęboki oddech.
- Zastanawia mnie jedna rzecz – odparł, starając się w swój głos nie wkładać jakikolwiek uczuć.
- Jaka? - spytała Dragonella, równie oziębłym tonem.
- Chodzi o Caireen.
Uniosła głowę, pochwytając spojrzenie Willa. Natychmiast odwróciła wzrok.
- Pewno zastanawia cię, że skoro ona żyje to dlaczego przez te wszystkie lata się do ciebie nie odezwała. I nadal masz wątpliwości czy ja cię nie oszukuje.
Will potwierdził jej słowa kiwnięciem głowy. Nie był pewien jaki ton przybierze jego głos kiedy rozmawiali o jego ukochanej, o której przez tyle lat myślał jako o martwej.
- No cóż... - westchnęła Dragonella, po czym zamilkła jak by zastanawiała się nad doborem odpowiednich słów – Na pewno wiesz o tym, że Caireen miała zaniki pamięci? Pamiętała tylko swoje imię, prawda? Chodzi o to, że... pomogłam jej odzyskać wspomnienia.
- Jak?! - uniósł głos Will.
- Bo widzisz... ona, znaczy my... pochodziłyśmy z tej samej wioski. Mocno związanej ze smokami.
- Mówisz o Dragon Haven? - nagle przerwał jej Will, kiedy przypomniał sobie, że Caireen odnaleziono bez wspomnień niedaleko wioski o tej nazwie.
W jednej chwili Dragonella uniosła wzrok, pełen przerażenia. Jej usta lekko się otwarły, jak by sama nazwa tego miejsca budziła w niej lęk i zgrozę. Chcąc uniknąć wzroku Willa, pośpiesznie schowała swoją twarz w dłoniach.
- Dokończymy tą rozmowę kiedy indziej – powiedział Will, nie chcąc rozdrapywać w Dragonelli dawnych ran. Tak samo jak nie chciał rozmyślać o historii Dragon Haven, przeklętego miasta smoków.
Położył się pod najbliższym drzewem, mając za materac wełniany koc, a za okrycie swój czarny płaszcz ze smoczej skóry. Gdy się oddalił, Dragonella podniosła głowę i jeszcze przez chwilę wpatrywała się w żarzące się ognisko, głęboko zanurzona wśród rozmyśleń, może i wśród swoich bolesnych wspomnień.
Will odwrócił od niej spojrzenie, sam krążąc myślami nad Caireen. Pamiętał pierwszy dzień kiedy ją spotkał, tak wyraźnie i dokładnie jak by to było zaledwie wczoraj.
Rok po tym jak wyjechał, a właściwie uciekł z zamku swego ojca był już całkiem nieźle opłacalnym smoczym łowcą, mającym liczne umowy z garbarzami i rzeźnikami którym dostarczał skórę i mięso smoków. Udało mu się nawet kupić mały, skromny dom zbudowany z kamienia i drewna, mieszczący się nieopodal lasu i małego miasteczka Rosenberry. Chciał mieć miejsce do którego zawsze mógł wracać, a za nic w życiu nie pozwolił by sobie na ponowne zamieszkanie w zamku.
Pewnego dnia wracał z polowania, ciągnąc na koniu za sobą drewniany powóz wypełniony aż po brzegi mnóstwem smoczej skóry. Spodziewał się dostać za towar dwadzieścia złotych colibrów, a taką cenę mógł wytargować tylko u swojego starego przyjaciela Angusa, który wyrabiał skóry.
Gdy dotarł na miejsce, jak zawsze obrzucił wzrokiem dom starego garbarza. Budynek zbudowany z kamiennych bloków i wzmacniany drewnianymi belkami, zdecydowanie górował nad skromną chatą Willa. Posiadał aż trzy piętra, wraz ze strychem gdzie ponoć Angus przechowywał jakieś cenne starocie, w tym magiczne księgi obite smoczą skórą.
Kiedy Will podchodził bliżej do drzwi, nagle zauważył, że firanka w oknie na drugim piętrze się poruszyła, zupełnie jak by ktoś go podglądał. Gdy spojrzał ponownie w tamtym kierunku nikogo nie było. Zdziwiło go ten widok, ponieważ Angus mieszkał sam i jak mówił nie używał drugiego i trzeciego piętra. Podszedł bliżej i zastukał metalową kołatką we drzwi. Usłyszał szybkie, lekkie kroki, zdecydowanie nie należące do Angusa, i po chwili z cichym skrzypem otwarły się przed nim drzwi. Chciał zobaczyć kto mu jej otworzył, lecz tajemnicza osoba o nikłych krokach zniknęła. Niepewnie wszedł do środka, zatrzaskując za sobą drzwi.
Do skromnego przedpokoju wszedł Angus aby przywitać Willa. Miał na sobie czarne, robocze spodnie, brązową koszule i fartuch na którym widniało mnóstwo plam od farb. Na jego opalonej twarzy, pojawiło się więcej zmarszczek, a wśród burzy kasztanowych loków przybyło więcej siwych włosów. Oprócz tego jego przyjaciel nic się nie zmienił.
- Witaj William – odparł z uśmiechem na twarzy, ściskając rękę smoczego łowcy – Proszę, wejdź do jadalni.
Oby dwaj skierowali się w stronę pokoju jadalnego, przechodząc przez pusty salon. Znajdował się w nim drewniany stolik i dwie kanapy obite smoczą skórą, podobnie jak prawie wszystkie siedzenia i fotele znajdujące się w domu Angusa. Willa szczerze nie podzielał gustu do dekoracji wnętrz z przyjacielem.
Gdy dotarli do przestronnej jadalni, oby dwaj usiedli przy długim stole wykonanym z jesionowego drewna, przy którym mogło zasiąść do dwunastu osób. Angus zajął miejsce u jednego z dwóch szczytów stołu, a Will usiadł zaraz obok.
-Co cię tym razem do mnie sprowadza, przyjacielu? Masz ze sobą jakieś skóry?
- Tak. Dość sporo czarnych, jedna skóra bordowa.
- Ile za nie chcesz?
- Dwadzieścia złotych colibrów – podał cenę bez wahania, dobrym sposobem na targowanie się była bezpośredniość.
Angus przetarł zmarszczone czoło, zdziwiony wysoką ceną, lecz w końcu posłał Willowi szeroki uśmiech.
- A niech ci będzie – powiedział, machając ręką – Ale pozwolisz, że kimś ci się pochwalę.
Will zmarszczył czoło. Nie spodziewał się, że Angus tak łatwo mu ustąpi, ale widocznie był zbyt szczęśliwy aby się z nim kłócić podczas targowania. Dlatego czarnowłosego bardziej zaciekawiła osoba którą miał za chwilę poznać i która tak uszczęśliwiła jego przyjaciela. Czyżby to była kobieta? To by wyjaśniało dlaczego ta postać tak cicho stawiała kroki. Być może Angus ponownie się ożenił.
Uśmiechnął się i kiwnął głową, jak najprędzej chcąc poznać wybrankę swojego przyjaciela.
- Caireen! - zawołał garbarz, kierując swój krzyk w stronę kuchni – Choć tu na chwile... i przynieś nam dwa piwa!
Will usłyszał nagle krzątanie w kuchni, i już po chwili do pokoju weszła dziewczyna na której widok zaparło mu dech w piersi. Caireen szła nieśmiałym krokiem w ich kierunku, trzymając tacę z dwoma kuflami wypełnionym po brzeg trunkiem. Wzrok miała spuszczony, a na jedno z błękitnych oczu spływały długie kasztanowe włosy, jak by pragnęła się za nimi ukryć, chowając alabastrową twarz o subtelnych rysach. Falbaniastymi kaskadami włosy sięgały jej aż do końca pleców, tworząc dodatkowe, delikatne okrycie. Odziana w białą, za dużą koszulę, ciasno ściśniętą w tali skórzanym gorsetem ostrożnie stawiała kroki aby nie potknąć się o długą spódnice która ciągnęła się aż do kostek.
W pierwszej chwili Will pomyślał, że tak musiała wyglądać jedna z bogini którą wielbili niektórzy ludzie. Wiele raz widywał na dworze wysoko urodzone szlachcianki czy księżniczki które przyjeżdżały wraz ze swoją świtą, w odwiedziny królowi Gerardowi, lecz zawsze wydawały mu się zbyt sztuczne. Ich twarz wręcz tonęła w nałożonych na nią kosmetykach, a całe ich zachowanie zawsze wydawało mu się wyuczone. Ich uroda daleko odbiegała od delikatnej naturalności jaką promieniowała Caireen. Jej piękno sprawiało, że samemu Willowi zrobiło się cieplej na sercu i w pełni mógł zrozumieć dlaczego jego przyjaciel był taki uszczęśliwiony.
Dziewczyna położyła kufle na stole i trzymając metalową tackę przy piersi, stanęła pod ścianą. Gdy zorientowała się, że Will cały czas jej się przypatruje lekko się zarumieniła i spuściła wzrok na podłogę.
- Niezła, co nie? - odparł Angus, biorąc łyk piwa – Kupiłem ją za zaledwie trzydzieści złotych colibrów i...
- Kupiłeś?! - przerwał mu nagle Will, zdziwiony jego słowami – Przecież wiesz, że handel niewolnikami jest nielegalny.
Angus machnął lekceważąco ręką.
- Wiem o tym, ale kiedy ją zobaczyłem nie mogłem się powstrzymać. Tak pusto w tej chałupie, a choć przydatna jest jak kundel to przynajmniej można sobie na coś ładnego popatrzeć, nie? Gotować nie umie, sprzątać też. Ponoć straciła pamięć.
- Jak to straciła?
- Normalnie! Jacyś handlarze niewolników znaleźli ją niedaleko Dragon Haven. Słyszałeś co tam się stało, prawda? Ta ślicznotka musiała stamtąd pochodzić... może nawet lepiej dla niej, że nic nie pamięta. Tak czy inaczej to czyni ją jeszcze bardziej wartą, niewolnik bez wspomnień nie wie co to wolność i nie ma dokąd uciec.
Dziewczyna przetarła policzek, jak by ocierała łzę. Willowi zrobiło mu się jej żal. Nie wiedziała kim jest, nie pamiętała swoich bliskich, a wszystkie wspomnienia jakie miała pochodziły z jej niewolniczego życia. Nie wierzył, że ktoś o tak niewinnym wyglądzie, może mieć za sobą tak tragiczną historię.
- No cóż – westchnął Angus, wychylając za jednym chlustem całą zawartość kufla – Nie jest jej u mnie tak źle, co nie ślicznotko?
To powiedziawszy chwycił Caireen nagle za rękę i brutalnie przyciągnął do siebie. Przerażona cicho jęknęła ze strachu, mocno zaciskając oczy i spodziewając się najgorszego. Poruszony jej historią Will nie mógł na to dłużej patrzeć. Wstał z krzesła z zamiarem ich rozdzielenia, kiedy Angus puścił kruchy nadgarstek dziewczyny, pchając ją całą siłą na podłogę. Dziewczyna upadła, uderzając głową o ścianę. Krzyknęła z bólu, a Will natychmiast się przy niej znalazł.
- Daj spokój, pobeczy i sobie pójdzie – powiedział Angus, wypijając piwo z drugiego kufla.
Nie usłuchał starego garbarza i chwycił dziewczynę za delikatną rękę. Odwróciła się i oczami z których po bladych policzkach spływały łzy, obdarowała Willa spojrzeniem pełnym wdzięczności. Jej okrągłe oczy koloru błękitu niebios sprawiły, że serce smoczego łowcy zabiło szybciej. Sposób w jaki na niego spoglądała, sprawiał że czuł się zupełnie innym, wartościowym człowiekiem.
Pośpiesznie pomógł jej wstać i podał tacę która również z hukiem upadła na drewnianą podłogę.
- Dziękuje – szepnęła łagodnym głosem, po czym odwróciła się na pięcie i zniknęła wychodząc z jadalni.
Will również się odwrócił w kierunku Angusa. Jego przyjaciel z pijackim uśmiechem wysunął mu sakiewkę z dwudziestoma złotymi colibrami i pożegnał go słabym uściśnięciem ręki. Smoczy łowca zrozumiał, że musiał już coś wcześnie pić, ponieważ teraz był całkowicie upojony alkoholem. Willowi pozostawało mieć nadzieję, że w żaden sposób nie skrzywdzi Caireen.
Wyszedł z jadalni i przechodząc przez salon doszedł do drzwi. Zamknął je z głośnym trzaśnięciem i oddalił się wychodząc na zewnątrz. Zaparkował powóz ze skórami za domem Angusa i odczepił go od swojego czarnego ogiera. Wyprowadził konia na przód domu i zanim na niego wsiadł spojrzał ostatni raz w stronę domu garbarza. Jeszcze nigdy nie czuł takiego wstrętu i obrzydzenia do swojego przyjaciela. Zawsze darzył go wysokim szacunkiem i podziwem, ponieważ spod jego rąk wychodziły naprawdę dobrej jakości skóry. Teraz wszystko się zmieniło. Czuł, że nie może już mu spojrzeć w oczy po tym jak traktuję tą biedną dziewczynę.
Nagle za jednym z okien poruszyła się śnieżnobiała firanka. Caireen. Tym razem nie uciekła przed jego spojrzeniem, a je pochwyciła. Will westchnął głęboko na jej widok. Zdążyło się już ściemnić, a gwieździste niebo rozświetlał blady księżyc, który swą srebrzystą poświatą sprawił, że Caireen wyglądała jeszcze piękniej. Lekko się uśmiechnęła na jego widok, a serce smoczego łowcy znów zabiło szybciej. Dziewczyna w końcu się odwróciła, przedtem słabo machając Willowi na pożegnanie.
Odjeżdżając jego myśli, podobnie jak teraz krążyły wokół piękności która śmiało mogła być stworzona rękami bóstwa. Wiedział, że ona nie zasługuje aby dłużej być niewolnicą i pragnął dla niej lepszego życia. Tej nocy obiecał sobie, że pewnego dnia ją ze sobą zabierze i sprawi, że uśmiech na zawsze zagości na jej subtelnych ustach.

***

W podróż wyruszyli gdy tylko zdążyło wzejść słońce, pożywiając się przedtem skromnym prowiantem który miał im starczyć na cały dzień. Kierując drogą prowadzącą przez trawiaste stepy, w południe udało im się dotrzeć w obręb lasu. Rosły w nim ogromne drzewa osiągające nawet kilkadziesiąt metrów, gdzie mogło czaić się wiele niebezpieczeństw, dlatego wszystkie ich zmysły były wyostrzone. W każdej chwili chcieli być gotowi do walki.
I rzeczywiście kiedy dotarli nad polanę, niedaleko przepływającego strumienia Dragonella nagle się zatrzymała, ostrożnie rozglądając się po otaczającym ją miejscu.
- Tu jest za cicho – w końcu odparła – A niedaleko jest strumień, więc powinno tu wręcz tętnić życiem.
Will również przystanął i wsłuchał się w leśne otoczenie. Po chwili przyznał pół smoczycy rację, nie słysząc oprócz szumu wody i wiejącego lekko wiatru niemal nic. Wszystkie ptaki których odgłosy towarzyszyły im całą drogę przez las zamilkły.
Ostrożnie ruszyli do przodu gdy nagle drogę im zagrodziła dziewczyna która wyglądała jak by co najmniej okradła sklep z tanią odzieżą dla magów. Jej długie włosy sięgające do pasa były koloru żółtego, podobnie jak cały strój który składał się z falbaniastej sukienki do kolan, ze zwiewnymi rękawami odsłaniającymi jej ramiona i licznych ozdób w tym czarnej koli na szyi i wiszącego, złotego medalionu.
- Ty! Jesteś Dragonella, Królowa Smoków! Najbardziej poszukiwane stworzenie w całym Estherios! - odparła entuzjastycznie i zaczęła machać palcem uwalniając jakiś czar - Szykuj się! Bowiem to może być twoja ostatnia walka.
Pół smoczyca przekrzywiła głowę, jak by nie wierzyła w słowa dziewczyny, która nie wyglądała na starszą niż trzynaście lat. Will również nie był pewien do jej prawdomówności. Albo dziewczyna była najwyraźniej nienormalna, że zdecydowała się zaatakować dwóch magów, albo jej moc była potężniejsza niż można się spodziewać.
Dziewczyna uniosła palec wskazujący do góry, kierując swój wzrok ku niebu. Will sięgnął po swój miecz, gotów do walki.
- Magia Wild Soul – krzyknęła żółtowłosa, otwierając dłoń – Aspekt lwa!
Nagle na czarodziejkę spadła złota poświata, która sprawiła że na głowie dziewczyny pojawiły się lwie uszy, a z tyłu wyrósł długi, koci ogon. Jej oczy zapłonęły żółtym lwim żarem, który mógłby należeć do drapieżcy chwilę przed atakiem na swoją ofiarę. Spojrzała na swoich przeciwników, z lekkim uśmiechem. Will spojrzał na Dragonellę która wyglądała na wyraźnie zaskoczoną.
- Magia... Wild Soul – z trudem wykrztusiła – Nie wierzę. To jedna z najpotężniejszych magi. Jak... jak jej się udało ją opanować?
- Jesteś pewna?
- Tak, czytałam o niej. Użytkownik tej magii przyjmuje różne cechy zwierząt które służą mu do walki, zwane są aspektami. Im więcej mag posiada aspektów i im bardziej są one rozwinięte tym jest silniejszy.
- Wiesz jak zneutralizować tą magię?
Dragonella spuściła wzrok, marszcząc brwi, jak by mocno myślała nad odpowiedzią, lecz w końcu znów spojrzała na Willa.
- Coś wymyślę – powiedziała i oddaliła się od Willa, wychodząc naprzeciw żółtowłosej dziewczynie.
- Czyli jednak nie tchórzysz? - zaśmiała się młoda czarodziejka - Cóż, to prawda że Wild Soul to jedna z najsilniejszych magii, dlatego ciesz się, że zginiesz z rąk kogoś takiego jak ja!
- Jesteś jeszcze bardziej zarozumiała niż Will. Denerwujesz mnie – odparła Dragonella, a wokół jej zaciśniętych pięści pojawiły płomienie które tym razem sięgały aż do łokci.
Oby dwie na siebie natarły, a siła ich ataków odrzuciła Willa aż pod pień jednego z drzew. Pośpieszne wstał i ruszył aby pomóc Dragonelli, lecz w połowie drogi zatrzymał się. Spodziewał się, że dziewczyna będzie ledwo w stanie walczyć lecz Smocza Królowa radziła sobie całkiem nieźle, jak na osobę ze złamanym skrzydłem.
Żółtowłosa zaatakowała, lecz nie trafiła w Dragonellę która w ostatniej chwili zrobiła unik i uderzyła swoją przeciwniczkę prosto w brzuch. Dziewczyna uderzyła o ziemię, z której tak szybko wstała jak się na niej pojawiła. Nie wyglądała na poturbowaną, choć Will był pewien że atak pół smoczycy musiał być bolesny. Zanim zdążył się zastanowić dziewczyna warknęła niczym dzikie zwierze i złączyła swoje dłonie w pięści które o siebie uderzyły. Nad jej głową pojawiła się świetlista głowa ryczącego lwa, a oczy czarodziejki przepełnione dzikim gniewem przybrały niemal bursztynową barwę.
Ponownie zaatakowała, tym razem Smoczej Królowej zajęło zdecydowanie dłużej odpieranie ataków dziewczyny. Jej przeciwniczka wydawała się władać znacznie większą siłą, a jej ciosy były bardziej celne i zwinne. W pewnym momencie Dragonella spudłowała, co walcząca z nią dziewczyna idealnie wykorzystała. Z dzikim wrzaskiem zaatakowała pół smoczycę wprost w klatkę piersiową na skutek czego Smocza Królowa z hukiem odbiła się o drzewo, lądując na ziemi.
- Ha! Nie sądziłam, że będzie aż tak łatwo – zaśmiała się żółtowłosa – Szykuj się na ostateczny cios, Dragonello.
Willa zaczął gryźć niepokój o życie swojej towarzyszki. Musiał ją obronić nie tylko ze względu, że potrzebował jej żywej, ale wiedział że Dragonella zasługuje na znacznie godniejszą śmierć niż z rąk jakieś początkującej czarodziejki, której jakimś cudem udało się nauczyć magii Wild Soul.
Już chciał zaszarżować, gdy z ziemi, na trzęsących się rękach, podniosła się pół smoczyca. Jej szmaragdowe oczy zapłonęły gniewem i nienawiścią, a spojrzenie które nimi posyłała mogło by wzbudzić strach nawet u najodważniejszych. Will zrozumiał, że do tej pory Dragonella tylko bawiła się z tą dziewczyną. Teraz jej przeciwniczka miała zaznać prawdziwej mocy Królowej Smoków.
Gdy tylko obolała stanęła na nogach, cała jej postać zapłonęła piekielnym, smoczym ogniem spalając przy tym nawet płaszcz który ją odziewał. Rozłożyła skrzydła, złamane trochę mniej, i za pomocą płomieni które ją skąpały uniosła się o niecałe dwa metry ponad ziemią, sprawiając że podłoże zadrżało. Will rzucił okiem na żółtowłosą dziewczynę, którą ogarnął strach na widok ognistej kreatury, która wyglądała jak by pochodziła z najgłębszych otchłani piekieł.
- Ty która odważyłaś się zadrzeć z Królową Smoków – głos którym mówiła Dragonella, wydawał się do niej nie należeć, zupełnie jak by przemawiało nim tysiące utrapionych dusz – Ty, która odważyłaś wejść mi w drogę. Spotka cię za to kara, wymierzona wprost z piekieł.
Czarodziejka przełknęła głośno ślinę.
- Magia Wild Soul – krzyknęła, unosząc otwartą dłoń do góry – Aspekt sokoła!
Na skutek czaru, nagle z tyłu żółtowłosej rozwinęły się dwa skrzydła o szarym i brązowym upierzeniu, a oczy które do tego czasu iskrzyły żółtym, lwim żarem stały się szare. Dziewczyna wzbiła się do góry na wysokość Dragonelli i wykorzystując swoją szybkość w locie, oraz niezwykle czuły wzrok zadawała serię mnóstwa lekkich, lecz niesamowicie szybkich ciosów. Smocza Królowa większość z nich wyminęła, posyłając w stronę dziewczyny strumienie ognistej magi. Tą imponującą walkę w locie Will podziwiał z góry, nie mogąc się nadziwić jak pół smoczyca ze złamanym skrzydłem mogła tak walczyć, niemal idealnie odpierając lub wymijając ciosy. Wydawało się, że wściekłość którą za pewnie czuła znieczuliła jej ból i przywróciła jej dawną formę w której była niemal niepokonana.
Żółtowłosa warknęła z wściekłości, kiedy po raz kolejny Dragonella odparła jej atak. Przerażona wizją przegranej zaatakowała całą sobą, wykorzystując swoją resztki sił jakie posiadała. Pół smoczyca uniosła się o metr wyżej i zionęła ogniem na wprost lecącą na nią przeciwniczkę. Płomienie były tak silne, że nawet jeśli dziewczynie udało by się w porę je zauważyć, nie zdołała by ich wyminąć. Krzyknęła z bólu i strącona z powietrza odbiła się o drzewo, o które próbowała się złapać i upadła na ziemię.
Dragonella pomału, stopniowo obniżając siłę swoich płomieni zeszła na ziemię, a gdy zgasł ostatni język ognia który wytworzyła, również ten w jej oczach, podeszła bliżej do swojej pokonanej przeciwniczki.
- Tak jak sądziłam – uśmiechnęła się, a jej głos zyskał dawną barwę – Twoja magia może i jest jedną z najsilniejszych jakie istnieją, ale to nie rodzaj magi czynni cię potężnym a to ile włożyłeś w niej pracy oraz ile masz doświadczenia. Niech twoje rany będą dla ciebie wystarczającą karą.
To mówiąc kiwnęła porozumiewawczo w stronę Willa, dając mu do zrozumienia aby wyruszali w dalszą drogę. Nie było po niej widać ani trochę zmęczenia, zupełnie jak by ogień ją pobudził i dodał sił.
Żółtowłosa dziewczyna, która po upadku leżała bezwładnie na ziemi, z po części osmalonym ubraniem, uniosła lekko głowę.
- Czekaj – odparła słabo, wysuwając rękę w stronę odchodzącej Dragonelli – Chcę iść z wami.
Oby dwoje wędrowców posłało jej spojrzenie pełne zdziwienia.
- To nie jest wycieczka – powiedziała sucho pół smoczyca – Mamy ważny cel do spełnienia.
- Proszę! - mówiła żółtowłosa, której udało się usiąść podpierając o trzęsące się ręce – Ja... obiecałam sobie, że pierwszy mag który mnie pokona... że będę mu służyć. Nie możesz mi odmówić.
Dragonella skrzyżowała ręce i uniosła jedną brew do góry. Spojrzała bezradnie na Willa, jak by chciała go prosić go o radę lecz w odpowiedzi wzruszył tylko ramionami, podpierając się ręką o najbliższe drzewo.
- Mogę wam pomóc w zleceniach! Sama mówiłaś, że moja magia jest jedną z najpotężniejszych. Pozwól mi się podszkolić a naprawdę będę pomocna, Smocza Królowo.
Pół smoczyca podrapała się po głowie, głęboko rozważając nad propozycją żółtowłosej, aż w końcu głęboko westchnęła.
- No dobrze – odparła, a na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech – Mogła bym się zgodzić, ale co jeżeli to podstęp? Co jeżeli wciąż chcesz mnie zabić?
- O nie! - wykrzyknęła żółtowłosa – Wiele można mi zarzucić. Że nie do końca umiem posługiwać się moją magią, że nigdy nie wiem co na siebie włożyć, ale nie to że nie jestem wierna i honorowa. Jeśli przyrzeknę ci służyć i towarzyszyć, to możesz mieć moje słowo.
- W takim razie jak cię zwą? - spytał się Will, wiedząc że decyzja jest już przesądzona. Nawet jeśli Dragonella nie zdecydowała by się jej ze sobą zabrać, dziewczyna z pewnością za nimi pójdzie. O jej uporze miał okazję się przekonać oglądając przed chwilą walkę w której uczestniczyła.
- Leonitrix – uśmiechnęła się szeroko, podnosząc się z ziemi i stając o własnych nogach, widocznie dumna z tego niespotykanego imienia.
- Leonitrix? - zdziwił się Will – Mam cię zdrabniać Leo? Czy to nie jest czasami męskie...
- Leone! - przerwała mu dziewczyna – Albo Trix. Ale dla ciebie jestem magiem Leonitrix, bez zdrobnień. Tylko Dragonella jako moja mistrzyni może się tak do mnie zwracać. Ty musiał byś mnie pokonać aby móc zdrobnić moje szlachetne imię.
- Nie lubię zdrobnień – wtrąciła pół smoczyca.
- Wolał bym z tobą nie walczyć – mruknął z uśmiechem Will, krzyżując ręce – Gdy byś miała dwóch mistrzów było by to dla ciebie trochę kłopotliwe.
Twarz Leonitrix zapłonęła gniewem, przybierając różowych rumieńców. Mimo, że przed chwilą walczyła z Dragonellą i została porażona naprawdę silnym, ognistym atakiem, teraz wyglądała jak by znów była gotowa do kolejnej walki.
- Ah tak! Ale ja z tobą mogę, a wtedy...
- Ej, dosyć – przerwała jej Dragonella kładąc rękę na ramieniu – Skoro mam być twoim... mistrzem to ci zakazuje walczyć z tym smoczym łowcą. Potrzebny mi jest żywy, a czeka nas jeszcze długa droga.
Leonitrix głęboko westchnęła, wyraźnie rozczarowana.
- No dobrze, mistrzu – jej twarz w jednej chwili rozświetlił szeroki uśmiech – To gdzie idziemy?
Will złapał swojego konia za uzdę, który przyzwyczajony do ognia po smoczych polowaniach swojego właściciela,
nie uciekł. Odwrócił się w kierunku Leonitrix, która w wyczekiwaniu wlepiła w niego swój wzrok.
- W kierunku Dragon Village.

***

Siedząc przy ognisku, Will ostrzył swój miecz o sztylet który miał przy sobie do patroszenia zwierzyny, a Dragonella przygotowywała jedzenie jakie udało się Leonitrix wcześniej zdobyć. Chciała udowodnić, że mimo przegranej walki jej umiejętności są naprawdę przydatne i upolowała dwa zające, które nabite na ruszt piekły się nad rozpalonym ogniskiem. Zółtowłosa dziewczyna owinęła się wełnianym kocem, siedząc na spruchniałej kłodzie, ze spuszczonym wzrokiem jak by nad czymś rozmyślała.
- W takim razie powiedz mi, Leonitrix – zagadnęła Dragonella która usiadła obok dziewczyny – Może wyjaśnisz nam dlaczego tak bardzo chciałaś mnie zabić.
Żółtowłosa głęboko westchnęła i podniosła swój wzrok na bijące ciepłem i żarem ognisko.
- Zależy mi aby się dostać do gildii Knightwalkers. To najsilniejsza gildia w całym Estherios, a ja bardzo chce aby mnie przyjęli. Tylko aby to zrobili trzeba im najpierw zapłacić sto złotych colibrów i czymś zaimponować. Gdy bym ciebie zabiła zyskała bym i pieniądze i uznanie.
Will pokręcił głową z niedowierzaniem. Słyszał o gildii Knightwalkers, ale nie darzył ją podziwem czy szacunkiem. Wymagali kosmicznych cen za swoje usługi, na które stać było zazwyczaj tylko wysoko urodzonych, w tym jego ojca. Nabawiało go to niechęcią do tej gildii, dla której z pozoru najważniejsze były tylko pieniądze.
- Po co chcesz się tam dostać? - spytał chłopak.
Żółtowłosa spojrzała na niego, zdziwiona że się odezwał. Choć może jej zaskoczenie wynikało z samego pytania, dla niej ta odpowiedź musiała być oczywista.
- To przecież najbardziej prestiżowa gildia! A sława o magach do niej należącej obiega cały znany nam świat. Choć właściwie... moja siostra tam jest od ponad roku. To moja najlepsza przyjaciółka, przestała nas odwiedzać bo ma tyle pracy więc chce być przy niej.
Twarz Leonitrix znów pogrążyła się w rozmyśleniach. Skuliła się, przysuwając nogi do piersi, spoglądając raz na Willa, raz na Dragonellę.
- A wy? - w końcu spytała - Królowa Smoków i smoczy łowca. Co razem robicie?
- Skąd wiesz, że jestem smoczym łowcą – zdziwił się Will.
- Twój płaszcz – wskazała Leonitrix na czarną płachtę, która okrywała Willa – Jest ze smoczej skóry. Tylko smoczy łowcy takie mają, albo wysoko urodzeni dla kaprysu... niestety wy na takich nie wyglądacie.
Zachichotała, a Dragonella która do tej pory uważnie się przysłuchiwała przewróciła oczami.
- Mamy pewną umową – odparła.
- Jaką? - spytała zaciekawiona żółtowłosa.
- Cóż – Dragonella odgarnęła pasmo długich włosów za ucho, jak by rozważała nad słowami. Widocznie uznała, że skoro Leonitrix ma im towarzyszyć przez dość spory kawał drogi to powinna wiedzieć.
- Chodzi o moją dziewczynę – przechwycił temat Will, widząc zakłopotanie pół smoczycy – Myślałem, że zabiły ją smoki ale Dragonella twierdzi, że jest w Dragon Village więc tam idziemy.
Leonitrix przytaknęła ze zrozumieniem.
- A co ona dostanie w zamian?
- Will ma kontakty na dworze – odezwała się Smocza Królowa - Mam nadzieję, że dzięki nim uda mi się przekonać Gerarda aby cofnął nakaz zabijania smoków jaki wprowadził.
- Oh, rozumiem – dziewczyna rozprostowała nogi – Jesteś ich królową, więc pewno musi to być dla ciebie okropne, że je zabijają. Osobiście bardzo lubię smoki, kiedy byłam mała kochałam wpatrywać się w te stworzenia unoszące się w przestworzach. Teraz większość z nich wyemigrowała, choć ponoć Estherios to ich ojczyzna.
Dragonella nie odpowiedziała. Widocznie nie chciała poruszać tematu związanego z zabijaniem stworzeń które tak bardzo kochała i chciała chronić. Zdjęła tylko upieczone nad ogniskiem mięso aby wszyscy razem mogli się pożywić.
Po kolacji, pierwsza z nich zasnęła Leonitrix, zawinięta w wełniany koc który pożyczył jej Will. Kiedy ona smacznie chrapała, zmęczona wrażeniami przebytego dnia, Dragonella wdrapała się na najbliższe drzewo aby odpocząć. Smoczy łowca wiedział, że dziewczyna nie śpi a wciąż męczyły go pytania związane z Caireen. Wiedział, że nie zaśnie dopóki chociaż nie spróbuje znaleźć na nie odpowiedzi.
Bez problemu wspiął się na drzewo, chwytając się licznych gałęzi i kory. W końcu udało mu się dostać na gałąź, obok której siedziała Dragonella. Odwrócona do niego dziewczyna, wpatrywała się w oślepiająco blady księżyc, który swą poświatą rozświetlał czarną niczym smoła noc.
- Przyszedłeś mnie zabić czy pytać o Caireen? - spytała, nie odwracając się.
- Pytać o Caireen.
- Cóż, wolała bym to pierwsze – westchnęła, wciąż nie spuszczając wzroku z nieba.
Will wziął głęboki oddech. Ciekawiło go dlaczego Dragonella nie chce rozmawiać o Caireen, choć mógł się domyślić, że to dlatego że pochodziły z tego samego miasteczka. Z przeklętego Dragon Haven. Z miejscem z którym na pewno miała okrutne wspomnienia... czy Caireen również je miała?
- Więc... kiedy Caireen odzyskała swoje wspomnienia dlaczego nie chciała do mnie wrócić? Albo chociaż powiedzieć mi, że żyje? Ja... naprawdę byłem załamany.
Dziewczyna odwróciła głowę.
- To co zrobiła to jej sprawa. Jeśli masz jakieś pytania to zadaj jej a nie mi.
- Ale kiedy?
Głęboko westchnęła, odwracając głowę w stronę nieba, a potem rozprzestrzeniającego się przed nimi mrocznego lasu jaki został im do pokonania.
- Już wkrótce, Will, wkrótce.



5 komentarzy:

  1. Awwww ale epicki rozdział! Powiem Ci że jak na początku Carieen wydawała mi się postacią której raczej nie polubię tak teraz wydaje mi się że jednak zmienię zdanie. Strasznie ciekawa jestem jak cały "wątek miłosny" potoczy się dalej XDD
    Btw wyczuwam lekką inspirację Fairy Tale XD
    Życzę weny Mordko i czekam na nexta ^-^

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział, jak poprzednie zresztą ^.^ Tylko teraz mam taki problem, że nie wiem, czy kibicować shipowi WillxDragonella czy zostać przy WillxCaireen :D E tam, zacznę shipować Dragonellę i Caireen i będzie po problemie xD
    Tak serio, uwielbiam nową postać, coś czuję, że polubię Leone ;3 jednym słowem: cudo, życzę weny, Rose i czekam na dalsze rozdziały <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne nico dodać nic ująć ^«^

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow !! *_* kolejna genialna część ;) ^^ czekam na dalsze i życzę kolejnych super pomysłów ^.*

    OdpowiedzUsuń
  5. o matulu genialne *-* życzę weny i czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń