niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 2: Zlecenie, uwięziony smok i płatki Margoli



Stała u szczytu Fiery Cave, a delikatny górski wiatr muskał jej twarz. Zawsze kiedy rankiem się budziła udawała się na długi lot, nie mogąc się nadziwić otaczającym ją bezkresom widoków. Jednak teraz kiedy miała złamane skrzydło jedyne co mogła zrobić to stanąć u szczytu jednej ze skał, zamknąć oczy i resztę pozostawić swojej wyobraźni.
Ogień połączony z zaklęciem jak na razie uśmierzył jedynie ból, lecz musiał jeszcze minąć parę tygodni zanim skrzydło się zregeneruje, a dopiero po około dwóch miesiącach będzie mogła wzbić się znowu w powietrze. Na myśl o tym głęboko westchnęła, po czym odwróciła się i powróciła do pieczary gdzie czekał na nią gotowy do podróży Will.
Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że znowu go spotkała i, że znowu uszkodził jej skrzydło, tym razem znacznie poważniej. Nie ufała mu, mimo że był ukochanym Caireen którą bardzo dobrze znała. Miała nadzieje, że jak najszybciej spełni swoją część umowy i będzie mogła dokonać negocjacji z Gerardem. Zadawanie się ze smoczym łowcą nabawiało ją wstrętem.
- Gotowy? - spytała.
W odpowiedzi kiwnął głową.
- Cieszy mnie to – odpowiedziała suchym tonem – Plan jest dosyć prosty. A przynajmniej był by gdy byś nie złamał mi skrzydła.
W ostatnie słowa postarała się włożyć jak najwięcej nienawiści. Niech wie, że nie darzy go żadną sympatią i, że ma mu za złe to jak złamał jej skrzydło kiedy chciała z nim w pokojowy sposób porozmawiać.
- A co niby zamierzałaś? - odparł równie pozbawionym uczuć głosem jak ona.
Dragonella spojrzała na swoje skórzane buty i udała, że z uwagą im się przygląda. Nie chciała spoglądać mu w błękitne oczy, bijące lodowatym błękitem. Wiedziała, że te oczy są niebezpieczne, że to w nich zakochała się Caireen.
- Gdy bym miała skrzydła mogła bym polecieć po smoka dla ciebie, wtedy nasza podróż trwała by najwyżej tydzień.
- Tu cię rozczaruje, bo w życiu nie wsiądę na tą bestie.
Podniosła wzrok i posłała mu pełne nienawiści spojrzenie.
- W takim razie będziemy musieli sprawić mi konia a nasza podróż potrwa kilka razy dłużej – wycedziła – Masz pieniądze?
- Po co ci? - skrzyżował ręce i oparł się o skałę.
- A za co kupimy konia?
Na jego twarzy pojawił się drwiący uśmiech. Widocznie nie wierzył jak ktoś taki jak ona, kto zabił oddziały żołnierzy i bez ogródek wtargnął na teren zamku z trzema, potężnymi smokami chciał by kupić konia a nie go ukraść. Rozzłościło ją to.
- Robię to co robię, ale kraść nie będę – wykrzyczała wzburzona i poczuła jak jej oczy zapalają się zielonym płomieniem.
- Dobrze spokojnie – odparł, wciąż z uśmiechem na twarzy – To jak je zdobędziemy?
Tym razem to ona się drwiąco uśmiechnęła i skrzyżowała ręce.
- Smoczy łowca i mag jednocześnie a nie wie, jak zarobić pieniądze – prychnęła – Oczywiście robiąc zlecenie.
***

Droga jaką przeszło im razem pokonać była niezwykle uciążliwa, lecz nie z samej jej długości a faktu, że każde z nich w każdej chwili mogło rzucić się drugiemu do gardła, rozpoczynając walkę. Aby uniknąć takiego rozwoju wydarzeń szli w milczeniu, oddaleni od siebie o parę metrów, co chwilę niepewnie spoglądając w swoją stronę. Will prowadził swojego czarnego ogiera, pogrążony w myślach, trzymając jednocześnie rękę na rękojeści swojego miecza. Dragonella sama nie wiedziała czy będzie taki naiwny, że ją zaatakuje czy też chce po prostu wzbudzić w niej niepewność.
Celem ich podróży była przydrożna karczma, którą ku swojemu zdziwieniu oby dwoje znali. Kręciło się tam zawsze tyle osób, że każdy znalazł by tam zlecenie, nawet Smocza Królowa jeśli okryła się długim płaszczem z kapturem.
Pod wieczór udało im się dotrzeć, choć w drogę wyruszyli jeszcze zanim wzeszło słońce. Przez całą podróż myśli Dragonelli wciąż krążyły przy jej nowym towarzyszu, który w każdej chwili mógł pozbawić ją o głowę. Zanim dotrą do Dragon Village minie miesiąc jeśli nawet nie dłużej, zważając na to że byli kompletnie spłukani. Gdy tylko z oddali ujrzała znajomą jej zabudowę karczmy poczuła ulgę. Przynajmniej na chwilę będzie mogła odetchnąć od swojego męczącego towarzystwa.
Budynek zbudowano z sosnowego drewna i znacznie różnił się od innych przydrożnych karczm. Posiadał trzy piętra gdzie mieściły się pokoje gościnne, ale i stałe lokaje osób które rozdawały zlecenia wyższej wartości i znacznie trudniejsze. Głównie dotyczyły zabijania smoków, dlatego Dragonella koncentrowała się na zadaniach które było można znaleźć na parterze, gdzie mieścił się bar połączony z restauracją.
- Skąd znasz to miejsce? - spytał nagle Will kiedy już prawie doszli na miejsce.
Przelotnie rzuciła na niego spojrzenie.
- I ja potrzebuje pieniądze, więc co cię to dziwi.
- Niby do czego?
- Nie musisz tego wiedzieć.
To zamknęło mu usta. Nie obchodziło ją jakie mógł snuć w tym momencie domysły. Zarobione pieniądze różnie jej służyły, czasami był to okup za smoki kiedy wiedziała że dużo nie zdziała, innym razem kupowała lekarstwa i bandaże aby uzdrawiać te stworzenia. W pełni oddała swoje życie smokom, przynajmniej tak mogła zapłacić za swoje winy sprzed lat.
Ze skrzypem otwarła na oścież drzwi karczmy, a one z hukiem walnęły o drewniane ściany. Spojrzenie wszystkich zgromadzonych w środku od razu powędrowało w stronę przybyszów. Dwójka zakapturzonych postaci, kobiety i mężczyzny wzbudziła we wszystkich ciekawość. Dragonella jeszcze podczas podróży ostrzegła Willa, że skoro zarówno on jak i ona tam bywali wiele osób może ich rozpoznać. Musieli szukać zlecenia osobno, dlatego po chwili rozdzielili się, ignorując wścibskie spojrzenia.
Łowca skierował się w stronę blondwłosej barmanki, natomiast pół smoczyca ruszyła do stolika gdzie siedziała jej dobrze znajoma twarz starszego mężczyzny, Hareya. On jedyny wiedział kim jest, ponoć łączyły go wiele lat temu interesy związane z wioską w której się wychowała, dlatego zawsze spoglądał na nią pochlebnie. Na sam jej widok, jego pomarszczoną twarz rozświetlił uśmiech.
- No proszę, kogo mi tu tym razem przywiało - przeczesał siwe włosy – Czego szukasz?
Dosiadła się do stołu przy którym siedział, mocniej zaciągając kaptur na głowę. Wiedziała, że Harey jej nie zdradzi, choć nie do końca mu ufała.
- Zlecenia. Dla dwóch osób. Nie zgadniesz z kim przyszło mi pracować.
- Myślałem, że pracujesz osobno. Kim jest ten pechowiec?
- Smoczym łowcą – uśmiechnęła się.
Cicho zaśmiał się z powstałej ironii.
- No proszę! Przyznam, z każdą twoja wizytą coraz bardziej mnie zaskakujesz. A co do zlecenia... mój kumpel Ramel potrzebuje jakieś rośliny. Znajdziesz go na pierwszym piętrze w pokoju 107, jeśli się nie mylę. Zlecenie może nie koniecznie na twój poziom, ale on potrzebuje natychmiast tej rośliny więc oferuje nawet pięćdziesiąt srebrnych colibrów. Myślę, że dasz sobie radę ze swoim nowym... partnerem.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- To nawet nie jest mój wspólnik, mamy po prostu umowę i puste kieszenie. Przy okazji, przydał by nam się koń, nie droższy niż pięćdziesiąt srebrnych colibrów. Masz coś na oku?
Mężczyzna potarł podbródek, jak by zastanawiał się nad odpowiedzią aż w końcu wzruszył bezradnie ramionami.
- Nie, ale do twojego powrotu postaram się coś wykombinować. Powodzenia, Nell.
- Żegnaj, Harey – rzuciła na pożegnanie i ruszyła w kierunku smoczego łowcy, który śmiał się z czegoś razem z barmanką.
Ten widok ją zdenerwował. Podczas gdy ona szukała zlecenia, jedyne co on potrafił to poflirtować z blondwłosą, płytką kelnerką. Doprawdy, jak Caireen mogła z nim wytrzymać? Chwyciła go mocno za ramię i pomimo sprzeciwu, odciągnęła pod ścianę. Chciała przelać na niego swój gniew, ale po chwili stwierdziła że nie przyniesie to żadnego pożytku, więc ograniczyła się do zimnego spojrzenia.
- Co ty sobie wyobrażasz? - warknął zdenerwowany, czym poprawił jej znacznie humor.
- Oh, przepraszam że popsułam ci zabawianie się z tą uroczą kelnereczką, ale gdy by do czegoś między wami doszło to... Caireen chyba by była niezadowolona.
Jego twarz w jednej chwili spoważniała.
- Do niczego by nie doszło – odparł gniewnie przez zaciśnięte zęby.
- Tłumaczył byś się Caireen a nie mi.
Głęboko westchnął, krzyżując ręce. Podparł się o drewnianą ścianę z wytartą tapetą. Jego wzrok skupił się na zgromadzonych w karczmie osobach, choć wyraźnie unikał pokusy spojrzenia w stronę blondwłosej piękności. Poruszenie tematu z Caireen było świetnym zagraniem. Dragonella czuła, że ma nad łowcą przewagę.
- Znalazłaś coś? - spytał w końcu.
Na twarzy dziewczyny pojawił się triumfalny uśmiech.
- Ja w przeciwieństwie do ciebie nie flirtuje z byle kim, więc mam coś.
- Zdziwił bym się gdy byś flirtowała z tamtym starcem.
Mocno zacisnęła usta. Nie spodziewała się, że Will jest aż tak spostrzegawczy. Musiała na ten fakt na przyszłość bardzo uważać.
- Tak czy inaczej, chodzi o jakąś roślinę. Idziemy dowiedzieć się o co dokładnie chodzi.
Ruszyli razem w stronę schodów, przeciskając się przez tłum nowo przybyłych wędrowców.
W międzyczasie Will rzucił jakiś złośliwy komentarz, jednak dzięki panującemu w pomieszczeniu zgiełkowi, Dragonelli mało co udało się usłyszeć.
Gdy dotarli pod sale, w podrodze mijając innych magów którzy przyszli po zlecenia, dziewczyna zapukała w drzwi. Niemal od razu otworzył im lekko otyły, niski mężczyzna, który miał na sobie idealnie na nim leżący, komplet składający się z szarej kamizelki i spodni. Pod spodem układała się śnieżnobiała koszula, widocznie dopiero co wyprasowana przez żonę, która w kącie pokoju chowała deskę do prasowania i zabierała się za szycie.
- Witam – odezwał się – Wy po zlecenie czy też mój syn znowu coś narozrabiał?
- Po zlecenie – odparł Will, a na twarzy zmartwionej żony Ramela pojawił się wyraźna ulga.
- W tam razie wejdźcie – uśmiechnął się szeroko mężczyzna, robiąc krok do tyłu i gestem ręki zapraszając ich do środka przesiąkniętego tytoniem i środkami do czystości.
Przekroczyli próg drzwi, Dragonella ukrywając swoje mroczne oblicze pod kapturem i ostrożnie stąpając za Willem. Pokój wydawał się być przytulny i skromny, choć na pierwszy rzut oka było widać po skromnych dekoracjach, że jest tylko wynajmowany. W kącie ustawiono mahoniową szafę bez żadnych zdobień, a obok niej wytartą kanapę gdzie usadowiła się żona Ramela. Zręcznie posługując się igłą, cerowała dziurę w spodniach, niby bardzo pochłonięta swoim zajęciem a mimo wszystko kątem oka spoglądała niepewnie w stronę nieznajomych gości.
Smoczy łowca zdjął kaptur i usiadł na drewnianym krześle. Ramel zajął miejsce naprzeciw za biurkiem zawalonymi papierami i mnóstwem filiżanek ciemnego napoju, który wydawał się być kawą. Dragonella zdecydowała się na stanie pod ścianą, czujnie obserwując całą rozmowę.
- A pani nie zdejmie kaptura? - spytała się żona Ramela – Strasznie tu duszno, proszę się nie krępować.
Smocza dziewczyna rzuciła spojrzenie w stronę kobiety, która nie ufnie jej się przyglądała. Już miała odpowiedzieć aby się nią nie interesowała i zajęła sobą, kiedy wyprzedził ją Will.
- Obawiam się, że to nie możliwe – mówił troskliwym głosem – Widzi pani, moja wspólniczka niedawno temu miała okropny wypadek. Zaatakował nas smok, ledwo uszliśmy z życiem, ale jej skóra, włosy... proszę oszczędzić jej tego upokorzenia. Już wystarczająco się nasłuchała, ludzie bywają okropni.
- Ah, rozumiem – przytaknęła żona Ramela, która najwidoczniej uwierzyła w każde słowo Willa – Bardzo mi przykro z tego powodu.
Chłopak pokiwał tylko głową ze zrozumieniem, a Dragonella miała nadzieję, że kaptur wystarczająco zakrywa jej twarz aby móc ukryć uśmiech.
- Cóż, wróćmy może do kwestii zlecenia – odezwał się nagle Ramel, a uwaga wszystkich skupiła się na nim – Otóż co roku organizujemy z żoną spotkanie rodzinne, nasza rodzina jest naprawdę liczna i rozmieszczona po całym kraju a tradycja spotkań sięga mojego prapradziada. Obowiązkowym daniem na to wydarzenie jest specjalna zupa której składnikiem są płatki Margoli. Roślina ta rośnie wysoko w górach, i zazwyczaj wyruszam po nią wraz z synem. Niestety mój syn ostatnio rzadko bywa w domu, a ja tonę w papierkowej robocie. Nagrodę znacie, prawda? Jeśli się uwiniecie pomyślę o wyższej stawce.
Will kiwnął głową.
- Jak ta roślina wygląda? - spytał.
- Ma śnieżnobiałe płatki z błękitnymi końcówkami. Zazwyczaj porasta skały, na pewno ją znajdziecie. Z resztą to nie daleko, możecie zajść tam nawet na piechotę.
- Coś jeszcze?
- Nie, ale zależy mi na czasie.
Smoczy łowca ponownie kiwnął głową i podając Ramelowi rękę wstał, kierując się do wyjścia. Dragonella kiwnęła tylko głową na pożegnanie. Kiedy zatrzasnęły się za nią drzwi z ulgą odetchnęła, w końcu nie będąc pod stała obserwacją żony zleceniodawcy. Jej zimny wzrok zdawał się przeszywać jej okrycie i spoglądać wprost w smoczą duszę.
Głęboko westchnęła kiedy wraz z Willem opuszczali karczmę. Ostatni raz spojrzała w stronę Hareya na pożegnanie, który rozmawiał z innym magiem. Pochwycił jej spojrzenie i posłał jej lekki uśmiech, który dodał jej otuchy. Gdy by tylko więcej było takich osób. Osób powiązanych z jej wioską, jej dawnych życiem za które oddała by wszystko.
W lesie zdecydowali się na odpoczynek, choć Dragonelli z trudem udało się Willa na niego namówić. Chłopak był zdeterminowany aby zrobić zlecenie jeszcze nocą i wrócić wczesnym rankiem, na co Dragonella stanowczo się nie zgodziła. Smoki były stworzeniami które większość swojego czasu spędzały na spaniu w przytulnej pieczarze, najlepiej w pobliżu ognistej rzeki która była idealnym źródłem ciepła. Dziewczyna potrzebowała snu aby móc w pełni wykorzystywać swoją smoczą moc, poza tym po zobaczeniu Hareya odżyły w niej wspomnienia z jej przeszłości, więc potrzebowała odizolowania. Wędrówka nocą nie wchodziła w żadną możliwość.
Will usiadł oparty o drzewo, w skupieniu obserwując otoczenie przy blasku płomieni ogniska które rozpaliła Dragonella. Ona sama wspięła się na gałąź jednego z drzew i zaszyła się pośród targających przez wiatr liści. Kiedy była dzieckiem uwielbiała spędzać w ten sposób czas, zaszyta wśród piękna natury, cichego szumu wiatru, z dala od wszelkich problemów i zła jakiego potem doświadczyła. Teraz, pośród ciemności nocy zamiast ciepłych promieni słońca, jej smoczą skórę oświetlało światło zimnego, bladego księżyca, iskrzącego wśród tysiąca gwiazd. Przymknęła oczy, pozwalając aby chłodny, subtelny wiatr muskał jej twarz.
Rozruszała obolałe, złamane skrzydło i zagryzła wargę z bólu. Rany smoków goiły się dosyć szybko, jednak towarzyszył temu niesamowity ból. Cały dzień starała się go jakoś stłumić, przez co czuła że pada z sił. Magia leczenia była jedną z najbardziej skomplikowanych magii i kosztowała mnóstwo wysiłku. Ale nie mogła sobie pozwolić aby ten smoczy łowca zobaczył jej cierpienie. To przyniosło by mu zbyt wiele satysfakcji.
Nagle jej powieki stały się ociężałe. Nie chciała zasypiać, nie ufała Willowi a on w każdej chwili mógł ją zabić, lecz zmęczenie okazało się zbyt silne. Już wkrótce smacznie drzemała zaszyta pośród gałęzi drzew, zanurzona w odosobnieniu.

***

- To chyba to – powiedział Will wskazując na śnieżnobiałe kwiaty rosnące między skałami.
Znajdowali się u brzegu malowniczej doliny przez którą płynęła rwąca rzeka z czystą, źródlaną wodą. U brzegu strumienia z ziemi wychodziło mnóstwo skał i głazów, a pomiędzy nimi rosły poszukiwane przez nich kwiaty Margoli. Miejsce to było tak piękne, że Dragonella miała ochotę położyć się na trawie, rozkładając skrzydła i spoglądać cały dzień w przepływające po błękitnym niebie kłębiaste chmury. Oczywiście Will przez swój pośpiech szybciej wsiadł by na smoka niż pozwolił jej na to aby zostali tu cały dzień.
Dziewczyna podeszła bliżej i zerwała jeden z rosnących kwiatów. Przybliżyła go do swoich nozdrzy i powąchała. Jego woń była cudowna, świeża a jednocześnie słodka niczym soczyste owoce. Kiedy tylko w końcu pozbędzie się tego łowcy, a jej skrzydło wyzdrowieje na pewno tu przyleci aby spędzić tu kilka dni.
- Tu jest naprawdę pięknie! - w końcu powiedziała, nie mogąc powstrzymać swojego zachwytu.
- Dla mnie piękniejsze jest pięćdziesiąt srebrnych colibrów – odparł sucho Will – Zbieramy te kwiaty i spadamy po nasze pieniądze.
W odpowiedzi Dragonella posłała mu gniewne spojrzenie, po czym wyjęła z kieszeni skórzaną sakwę w której zazwyczaj trzymała pieniądze i kucnęła aby nazrywać do niej białych kwiatów. Wkrótce Will również podążył w jej ślady i po zaledwie kilkunastu minutach mieli cały worek wypełniony zapotrzebowanymi kwiatami. Mieli prawdziwe szczęście, że udało im się znaleźć takie łatwe zlecenie, wystarczyło mieć nadzieję że Harey znajdzie jakiegoś konia nie droższego niż pięćdziesiąt srebrnych colibrów.
Wczesnym południem, po krótkim odpoczynku i napełnieniu bułaków źródlaną wodą ruszyli w powrotną wędrówkę. Aby dotrzeć w znacznie krótszym czasie wybrali inną drogę, prowadzącą przez górski przesmyk. Wąskie przejście wzbudziło w Dragonelli lekki lęk, choć nie dała tego po sobie poznać. Podróżując zazwyczaj wśród przestrzeni niebios nie była przyzwyczajona do wąskich i ciasnych przestrzeni, więc z trudem udało jej się powstrzymać kręcenie w brzuchu. Gdy znów znaleźli się na otwartej przestrzeni odetchnęła z ulgą.
Idąc kamienistą ścieżką, głęboko pogrążona w myślach nagle jej uszu dobiegł smoczy jęk, przepełniony boleścią. Wytężyła swój wyjątkowo wrażliwy słuch, aby mieć pewność, że się nie przesłyszała.
- Słyszysz? - spytała Willa – Coś jak by jęk.
Chłopak zatrzymał się i spojrzał zdziwiony na Dragonellę, ale również wytężył słuch. Po chwili ich obu dobiegł odgłos świadczący o niesamowitym cierpieniu. Dziewczyna od razu rozpoznała, że jęk należy do smoka. Przyspieszyła kroku w jego kierunku, wybierając inną ścieżkę i zbaczając z trasy.
- Ej! A ty gdzie?
Nie odpowiedziała mu, wciąż skupiona na tym aby zlokalizować źródło dźwięku. Will ruszył za nią aż doszli do wejścia przestronnej pieczary, skrytej za zwisającymi pasmami roślinności. Razem pośpiesznie weszli, starając się nie narobić hałasu.
Pieczara wielkością przypominała Dragonelli liczne jaskinie w Fiery Cave, pomijając że panował w niej przenikliwy chłód, który zamrażał ją do szpiku kości i sprawiał że jej oddech zamieniał się w obłoczki pary. Tym bardziej zmartwił ją niestający smoczy jęk, tylko nieliczne z gatunków smoków mogło by lubić takie ekstremalne warunki. Kątem oka dostrzegła również rozprzestrzeniającą się u boku pieczary stromą przepaść. Miała nadzieję, że smok który usiłował wołać o pomoc nie leży u dna tego skalnego urwiska, ponieważ wtedy jej szansę na uratowanie stworzenia były by zerowe.
Zagłębili się coraz bardziej w mroźny obszar jaskini i w pewnej chwili schowali za skałą, kiedy znaleźli się wystarczająco blisko źródła dźwięku. Dziewczyna poczuła narastający w brzuchu ból. Denerwowała się widokiem jaki może zobaczyć, choć wiedziała że musi bez względu na wszystko zachować zimną krew. Posyłając Willowi ostatnie spojrzenie, wzięła głęboki oddech. Razem wyjrzeli za skały, a to co zobaczyli sprawiło, że serce Dragonelli ścisnęło się aż z bólu.
W grocie ujrzeli maga przyodzianego w długie szaty. Pochylał się nad leżącym smokiem o ciemnych, granatowych łuskach, spętanego w łańcuchy które wżynały mu się w skórę. Nieszczęsne stworzenie przeciągle jęczało z bólu, jak by ostatkiem sił próbowało prosić o pomoc. Mężczyzna w jednej ręce trzymał szklaną butelkę do której spuszczał z jednej z licznych ran jakie smok posiadał, rubinową ciecz będącą krwią.
Dragonella nie raz już ratowała smoki spod łap smoczych łowców czy magów, lecz pierwszy raz widziała aby ktoś w taki sposób postępował z tym mitycznym stworzeniem. Spojrzała pytająco w stronę Willa, zmartwiona marszcząc brwi. Chłopak głęboko westchnął.
- Krew smoków wykorzystuje się do eliksirów, magi i niektórych potraw. Kiedy się zabije smoka jest niemożliwe spuszczenie całej krwi, kiedy jest jeszcze ciepła i nie krzepnie, więc wiele osób ją spuszcza kiedy jeszcze smok jest żywy.
Poczuła, że ból w jej sercu staje się coraz bardziej uciążliwy. Jak ktoś mógł okazać się takim potworem i robić coś takiego? A powiadają, że tylko smoki są prawdziwymi bestiami...
- A ty? - spytała, nie mogąc oderwać wzroku od tej makabrycznej sceny, jak by samo patrzenie mogło pomóc.
Will pokręcił przecząco głową, spoglądając w tym samym kierunku.
- Zabijam smoki ale tylko dla skóry, mięsa lub dlatego że terroryzują ludzi.
Dragonella poczuła lekką ulgę. Nienawidziła swojego towarzysza za to co robił, ale przynajmniej jego obecność nie będzie wzbudzała w niej aż takiego wstrętu. Słysząc kolejny jęk cierpiącego smoka zacisnęła mocno pięści.
- Idziemy.
- Najwyższa pora – mruknął Will i odwrócił się w stronę wyjścia pieczary.
- Idziemy po tego smoka – zagrodziła mu drogę, wskazując na miejsce któremu przed chwilą się przyglądali.
- Masz złamane skrzydło.
- Wole nie przypominać przez kogo – syknęła - Dlatego mi pomożesz.
- Nie wiemy jaką magią się posługuje tamten człowiek i jak zareaguje smok jeśli uda nam się go uwolnić – wciąż protestował Will.
- No trudno, ale jeśli coś mi się stanie to nasza umowa nie dojdzie do skutku. – rzuciła przez ramię dziewczyna, zagłębiając się w otchłań jaskini.
Czuła się trochę winna, że wykorzystuje Caireen aby szantażować Willa, ale nie mogła zostawić smoka na pastwę tamtego tyrana, nie próbując nawet go uwolnić. Nigdy nie walczyła mając złamane skrzydło i będąc coraz bliżej, w duchu przygotowywała się na ból z którym wkrótce się spotka. Gdy usłyszała za sobą kroki Willa poczuła się nieco pewniej. Co prawda nie ufała mu i wciąż istniało zagrożenie że ją skrzywdzi, lecz wierzyła że jak na razie tego nie zrobi. Nie wyglądał na głupiego i była przekonana że zależy mu na Caireen.
Wyszła naprzeciw magowi, który nadal nie przerywał swojego zajęcia. Pierwszą spostrzegł ją cierpiący smok, który obdarował Dragonellę błagającym spojrzeniem pełnym bólu i żalu. Dziewczyna nawet nie musiała wysilać swoich umiejętności komunikacji ze smokami aby zrozumieć jak ogromny jest ból tego nieszczęsnego stworzenia. Zacisnęła pięści, powtarzając sobie w duchu aby nie działać zbyt impulsywnie.
- Ej ty! - krzyknęła.
Mag odłożył na bok butelkę ze smoczą krwią i wyprostował się. Odwrócił się i spojrzał na pół smoczycę, która z trudem opanowywała gniew. Mężczyzna wydawał się być młody, w wieku poniżej trzydziestu lat. Odziany w długą, niebieską szatę która wciąż pozostawiała mu pełną swobodę ruchu, miał długie, blond włosy zaczesane do tyłu oraz wystające z nich spiczaste uszy. Intensywnie zielone, uwodzicielskie oczy niemal przenikały jej duszę, zupełnie jak by chciały skraść jej największy sekret.
Do dziewczyny zbliżył się Will i nachylił się jak by chciał coś powiedzieć.
- Myślisz, że to elf? - spytał.
- Nonsens, elfy wymarły trzysta lat temu, niedawno po syrenach. Z resztą one zajmowały się bardziej kreatywnymi rzeczami niż... to.
Z obrzydzeniem spojrzała na ułożone obok siebie buteleczki z rubinową cieczą. Odwróciła swój pełen pogardy wzrok na nieznajomego mężczyznę. Nie wierzyła aby był elfem, te mistyczne stworzenia znane ze swojej mocy dawno wymarły. Jednak niektórzy magowie aby dodać swojemu wyglądowi więcej tajemniczości i mocarności wydłużali swoją małżowinę za pomocą specjalnych zaklęć, aby wyglądała jak u legendarnych elfów. Głupcy.
- Kogo ja tu widzę! - uśmiechnął się szeroko - Prawdziwa Smocza Królowa, Dragonella! To zaszczyt kogoś takiego tu spotkać.
- Widocznie moja sława mnie wyprzedza – parsknęła – Skoro znasz moje imię to za pewno wiesz co robię z tymi którzy krzywdzą smoki.
Mag promieniście się zaśmiał, spuszczając wzrok. Gdy znów go podniósł na Dragonellę był przepełniony determinacją i dziką fascynacją aby w każdej chwili ruszyć do walki.
- Marzę o tym aby się przekonać.
To mówiąc zaatakował ciskając purpurowymi kulami ognia. Dziewczyna zgrabnie ominęła jedną, a drugą odparował Will swoim mieczem. Dragonella wysiliła się na pełne wdzięczności spojrzenie dla smoczego łowcy, że zdecydował jej się pomóc. Zacisnęła mocno pięści które w jednej chwili zajęły się ogniem.
- Nawet nie wiesz z kim zadarłeś – wycedziła przez zaciśnięte zęby i zionęła strumieniem śmiercionośnego ognia.
Mag uniknął ataku odskakując w bok i ognisty atak został skierowany na konającego smoka. Stworzenie nie miało już nawet sił aby jęknąć z bólu. Co prawda smocza skóra była ognioodporna, lecz nie tyczyło się to licznych ran jakie na niej widniały. Dragonella w duchu siebie przeklinała za lekkomyślności i stwierdziła, że jej przeciwnik wcale nie jest takim głupcem na jakiego wygląda.
- Mądra to ty nie jesteś – westchnął Will.
- Nie chciałam tego zrobić! - krzyknęła, odparowując pociski zadawane przez maga ognistą pięścią. Nie zamierzała używać żadnych mocniejszych zaklęć, ponieważ potrzebowała mnóstwa mocy i energii aby móc uleczyć smoka.
- Pójdziesz i uwolnisz tego smoka z łańcuchów aby dłużej nie cierpiał, a ja odwrócę uwagę tego gościa – krzyknął Will, odbijając swoim mieczem zieloną kulę dymu, która rozbiła się o skałę.
Plan nie wydawał się zły, z tym wyjątkiem, że nieznajomy mag chciał walczyć z nią a nie ze smoczym łowcą. Nie ufała mu na tyle aby pozwolić mu zając się smokiem. Jednak ból w złamanym skrzydle przesądził o decyzji jaką podjęła. W takim stanie była bezużyteczna w walce.
W odpowiedzi kiwnęła głową i rzuciła się w stronę rannego smoka. Will od razu zaczął ją osłaniać, wykrzykując przy tym jakieś zaklęcie którego nazwy nie usłyszała przez panujący zamęt. W ciągu zaledwie paru sekund udało jej się dobiec do cierpiącego stworzenia. Od razu przeszła do uwolnienia go od łańcuchów, które wrzynały mu się w osłabioną, suchą skórę. Przyłożyła dłoń do końca jednego z nich przykutego w ziemię i użyła czaru ognia aby stopić zardzewiały metal. Po chwili nastąpił brzdęk i łańcuch ustąpił pękając. Powtórzyła tą czynność z każdym z łańcuchów wbitych w ziemię, aż w końcu mogła je wszystkie zdjąć ze smoka.
Kątem oka spojrzała na Willa, który ku jej zdziwieniu naprawdę nieźle sobie radził. Nie tylko odparowywał ciosy wymierzone raz w niego, raz w nią ale i sam je zadawał, otoczonym niebieską poświatą mieczem. Na pierwszy rzut oka było widać, że mag męczy się z nim w pojedynku. Odetchnęła z ulgą i skupiona na swoim zadaniu podeszła do smoczego łba, który bezwładnie leżał na ziemi. Stworzenie ledwo otwierało oczy, posyłając Dragonelli słabe spojrzenie wciąż proszące o pomoc. Usiadła i uniosła lekko jego głowę pochwycając wzrok smoka. Mocno zamknęła oczy aby móc lepiej się skupić i użyła zaklęcia leczącego smocze rany.
Począwszy nic się nie wydarzyło, lecz już po chwili dziewczyna poczuła jak przez jej ręce przepływa ciepły strumień ognia. Zacisnęła mocniej oczy, szykując się na ból jaki może doznać. Magia leczenia była bez zwątpienia najwspanialszą z magii, lecz posiadała swoją okrutną cenę. Ból cierpiącego przechodził na tego który go leczył. Lecząc siebie czuła trochę większy ucisk, lecz gdy chodziło o smoki, ich cierpienie w pełni ją dosięgało.
Czar dotknął smoka i niemal od razu poczuła jak spięte z bólu stworzenie się rozluźnia, czując ulgę. Jednocześnie poczuła kłucie w klatce piersiowej, od którego wrzasnęła z bólu. Zagryzła mocno zęby i kontynuowała leczenie, musiała chociaż sprawić aby życie tego stworzenia nie było zagrożone.
Z każdym przepływającym strumieniem leczniczej, ognistej magii Dragonella czuła się słabsza i coraz bardziej obolała. Co jakiś czas otwierała oczy aby zobaczyć czy jej zaklęcie działa, a gdy jej oczom ukazywały się otwarte gadzie oczy, pełne ulgi, miała wrażenie, że odzyskuje stracone siły.
Gdy gadzina ledwo uniosła głowę, dziewczyna odłożyła dłonie od smoczego pysku i podparła się o skałę. Zmęczona zaczęła głęboko oddychać, zupełnie jak by przebiegła całą długość z odwiedzonej karczmy aż do pieczary. Spojrzała w lśniące oczy smoka, dodając mu otuchy. Jedyne co zrobiła to przyspieszyła gojenie się najbardziej uciążliwych ran, neutralizując część bólu i ratując smokowi życie. Bolesny proces leczenia miał dopiero nastąpić.
Jednak gorszym problemem jaki istniał był mag, który niestrudzenie walczył z Willem. Oby dwaj wciąż posyłali sobie śmiercionośne ataki wraz z obraźliwymi obelgami. Dragonella zapragnęła z całych sił pomóc Willowi, ale wiedziała że w takim stanie tylko by mu przeszkadzała. Jedyne co mogła zrobić to przypatrywać się walce z oddali.
Pojedynek wydawał się dobiegać końca. Will zmienił rzucił inne zaklęcie na swój miecz, sprawiając, że miecz się wydłużył, a u boków główni pojawiły się liczne zdobienia. Dziewczyna wytężyła zmęczony wzrok, ciekawa jakie umiejętności uwalnia ten czar. Czytała kiedyś o magi jaką posługiwał się Will, jedna z charakterystycznych dla smoczych zabójców, i wciąż ją zadziwiała.
Czarnowłosy zrobił w powietrzu zamach mieczem, a siła która powstała podczas tego ataku przygwoździła maga do ściany. Obolały upadł na ziemię, posyłając w stronę Willa wściekłe spojrzenie, przepełnione jadem i nienawiścią.
- To koniec – odparł Will – Pójdziesz stąd dobrowolnie czy mam ci pomóc?
W odpowiedzi mag parsknął śmiechem. Dragonella nie miała pewności czy aby ten człowiek ma na pewno zdrowy rozum.
- Smoczy łowca – prychnął – A pomaga Smoczej Królowej. Żałosne.
Pół smoczyca nie widziała wyrazu twarzy Willa ale była pewna, że na dźwięk tych słów kąciki jego ust uniosły się do góry. Ruszył w kierunku maga aby definitywnie zakończyć pojedynek gdy nagle w ułamku sekundy Dragonella zobaczyła jak mag wyczarowuje niewielką, czarną kulę ognia która poruszając się z niezwykłą szybkością nie odbiła się od miecza Willa, którym chłopak próbował zatrzymać czar błyskawicznie reagując, a poszybowała prosto do celu. Do celu którym była Dragonella.
Dziewczyna ledwo zrobiła unik, lecz siła jaka towarzyszyła zaklęciu odepchnęła ją na bok wprost do ciemności przepaści. W ostatniej chwili udało jej się złapać wystający kawałek skały na którym bezradnie wisiała. Poczuła na nowo ogarniającą jej ciało falę bólu. Złapała się mocniej skały, choć wiedziała że długo się nie utrzyma. Jęknęła z bólu, przepełniona strachem. Czuła, że już zaraz nie wytrzyma i w końcu puści się stromej skały, aby upaść w odmęty ciemności. Co za ironia. Stworzenie o skrzydłach zginie z powodu upadku z wysokości. Próbowała podeprzeć się nogą o kamienne urwisko aby nie spotkała ją jakże haniebna śmierć.
- Podaj mi rękę – usłyszała nagle głos Willa.
Uniosła głowę i ujrzała smoczego łowcę ze skierowaną w jej kierunku otwartą dłonią.
- Nie ma mowy – warknęła – Wciąż zależy ci bardziej na mojej obciętej głowie niż na moim życiu. Nie ufam ci!
- Wiem przecież o tym – jego głos nagle przybrał łagodny ton – Słuchaj, pieniądze nie są dla mnie ważne, a jeśli naprawdę Caireen żyje... to zrobię wszystko aby ją odzyskać. Nawet wytrzymam z tobą ten miesiąc. Martwa na nic się mi przydasz. Smokom tak samo.
W jego słowach było coś naprawdę przekonującego, coś co było w stanie mu ten jeden raz zaufać. Zdrowy rozsądek cały czas jej mówił aby przestała się obawiać o swoje życie w towarzystwie Willa choćby ze względu na umowę, lecz smoczy instynkt wciąż pozostawał czujny i pełen wątpliwości.
- Szybko, podaj mi rękę – krzyknął Will, a w jego oczach ujrzała zmartwienie.
Wzięła głęboki oddech i przerażona zamknęła oczy. Odpychając się nogą o ścianę wysunęła rękę w kierunku Willa, który w porę ją złapał i przyciągnął do siebie. Siła jaką poczuła w jednej chwili wyciągnęła ją ze śmiertelnego potrzasku i sprawiła, że znalazła się w ramionach chłopaka z których natychmiast się wyswobodziła, znacznie się oddalając.
- Wszystko dobrze? – lekko uśmiechnął się Will – Wspólniczko.
Również posłała mu uśmiech, nie wiedząc czy cieszy się bardziej z tego że właśnie uniknęła śmierci czy też udało im się pokonać maga. Jednak co gorsza wszystko to zawdzięczała tylko i wyłącznie Willowi. W jednej chwili jej twarz spoważniała.
- Nie przyzwyczajaj się szybko – odparowała suchym tonem, gdy uspokoiła bijące w szaleńczym tempie serce. – Kiedy tylko załatwimy mi konia, od razu ruszamy do Dragon Village.
W odpowiedzi chłopak skinął głową i pomógł Dargonelli wstać z ziemi. Zdenerwowała ją jego uprzejmość, jak by była jakąś kruchą dziewczyną, ale była tak zmęczona że nie miała sił zaprotestować. Gdy w końcu stanęła na własne nogi zorientowała się, że mag z którym walczyli nagle zniknął. Spojrzała pytająco w stronę Willa, a on wzruszył tylko bezradnie ramionami.
- Uciekł – odparł obojętnie – Dorwiemy go innym razem.
Dziewczyna w odpowiedzi kiwnęła głową i ruszyła w kierunku smoka, który ku jej uldze wyglądał znacznie lepiej. Od razu przystąpiła do opatrywania ran zapasem ziołowych bandaży które zawsze starała się przy sobie nosić, chowając w kieszeni spodni. Odkażała zainfekowane rany nad którym krążyły muchy, przeczyszczając je źródlaną wodą i lekko zwęglała ogniem. Starała się zadać jak mniej cierpienia smokowi, który dzielnie znosił wszelkie męczarnie. Wiedziała, że te mityczne stworzenia są niezwykle silne, lecz w głębi ich smoczych dusz i serc były łagodniejsze od wypasanych na polach owiec. Gdy by tylko ludzie przestali być ślepi i choć spróbować dostrzec w nich to piękno jakie ona z każdym razem widziała, świat stał by się zdecydowanie lepszy.
Gdy skończyła pozbyła się buteleczek wypełnionych smoczych krwią i rozpalając ogień nieopodal leżącego smoka, spojrzała na Willa który podparty o skalną ścianę pieczary cały czas uważnie jej się przyglądał. Była niemal pewna, że przedtem myślał, że potrafi tylko zabijać i siać wokół zniszczenie.
Podeszła do głowy smoka i pochwyciła jego spojrzenie, przepełnione wdzięcznością. Pragnęła przy nim zostać i opiekować się przez najbliższe dni lecz wiedziała, że to niemożliwe. Musiała dokończyć zlecenie i ruszać wraz z Willem do Dragon Village. Jedyne co jej pozostawało to życzyć smokowi szczęścia. Na pożegnanie złożyła delikatny pocałunek w czubek nosa smoka i posłała mu uśmiech gdy odchodziła.
U wyjścia z jaskini wraz z Willem się zatrzymała. Spojrzeli sobie w oczy, tym razem w spojrzeniu żadnego z nich nie było nienawiści która by świadczyła aby którekolwiek z nich chce zabić drugiego. Na dobry początek wydawało się, że to naprawdę wiele.
- Dziękuje – powiedziała cicho, posyłając lekki uśmiech w kierunku smoczego łowcy.
Wydawało się, że targający włosy, górski wiatr pochwycił te słowa, które po raz pierwszy raz od bardzo dawno wypłynęły wprost z serca Dragonelli. Tylko w dalekich odmętach swej pamięci mogła odnaleźć czas kiedy ktoś był skłonny coś dla niej zrobić. W tej chwili sama nie wiedziała czy dziękuje Willowi za to, że jej pomógł czy że po prostu z nią jest. Tak długo pozostawała zamknięta w swoje klatce która zwykła nazywać samotność, że nawet towarzystwo smoczego łowcy mogło się okazać się cenne.
- Nie ma za co – odparł i natychmiast odwrócił spojrzenie.
W ciszy i zamyśleniu ruszyli przed siebie, nieświadomi losu jaki już wkrótce miał ich spotkać.



5 komentarzy:

  1. Ach, kolejna przygoda Dragonelli i Willa ^.^ najlepsze z tych twoich opowiadaniach to świetne opisy i długość * o * są meega wciągające i czekaam na więcej kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehehehe albo mi się wydaje albo powoli zaczynają się do siebie przekonywać ( ͡° ͜ʖ ͡° ) (*le cicha nadzieją że coś z tego wyniknie*)
    Rozdział oczywiście cudny Mordko jak wszystko co piszesz :* Z niecierpliwością czekam na kolejne ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow *.* jestem pod wielkim wrażeniem. Kocham te Twoje opowieści i te magiczne historię. ;) jak to czytam to wyobrażam sobie że:
    Wilk to Czkawka
    Dragonella to Rovenna lub Inafire
    XD czekam na dalsze ich losy ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow *.* jestem pod wielkim wrażeniem. Kocham te Twoje opowieści i te magiczne historię. ;) jak to czytam to wyobrażam sobie że:
    Wilk to Czkawka
    Dragonella to Rovenna lub Inafire
    XD czekam na dalsze ich losy ...

    OdpowiedzUsuń