Stała u szczytu Fiery
Cave, a delikatny górski wiatr muskał jej twarz. Zawsze kiedy
rankiem się budziła udawała się na długi lot, nie mogąc się
nadziwić otaczającym ją bezkresom widoków. Jednak teraz kiedy
miała złamane skrzydło jedyne co mogła zrobić to stanąć u
szczytu jednej ze skał, zamknąć oczy i resztę pozostawić swojej
wyobraźni.
Ogień połączony z
zaklęciem jak na razie uśmierzył jedynie ból, lecz musiał
jeszcze minąć parę tygodni zanim skrzydło się zregeneruje, a
dopiero po około dwóch miesiącach będzie mogła wzbić się znowu
w powietrze. Na myśl o tym głęboko westchnęła, po czym odwróciła
się i powróciła do pieczary gdzie czekał na nią gotowy do
podróży Will.
Wciąż nie mogła
uwierzyć w to, że znowu go spotkała i, że znowu uszkodził jej
skrzydło, tym razem znacznie poważniej. Nie ufała mu, mimo że był
ukochanym Caireen którą bardzo dobrze znała. Miała nadzieje, że
jak najszybciej spełni swoją część umowy i będzie mogła
dokonać negocjacji z Gerardem. Zadawanie się ze smoczym łowcą
nabawiało ją wstrętem.
- Gotowy? - spytała.
W odpowiedzi kiwnął
głową.
- Cieszy mnie to –
odpowiedziała suchym tonem – Plan jest dosyć prosty. A
przynajmniej był by gdy byś nie złamał mi skrzydła.
W ostatnie słowa
postarała się włożyć jak najwięcej nienawiści. Niech wie, że
nie darzy go żadną sympatią i, że ma mu za złe to jak złamał
jej skrzydło kiedy chciała z nim w pokojowy sposób porozmawiać.
- A co niby zamierzałaś?
- odparł równie pozbawionym uczuć głosem jak ona.
Dragonella spojrzała na
swoje skórzane buty i udała, że z uwagą im się przygląda. Nie
chciała spoglądać mu w błękitne oczy, bijące lodowatym
błękitem. Wiedziała, że te oczy są niebezpieczne, że to w nich
zakochała się Caireen.
- Gdy bym miała
skrzydła mogła bym polecieć po smoka dla ciebie, wtedy nasza
podróż trwała by najwyżej tydzień.
- Tu cię rozczaruje, bo
w życiu nie wsiądę na tą bestie.
Podniosła wzrok i
posłała mu pełne nienawiści spojrzenie.
- W takim razie będziemy
musieli sprawić mi konia a nasza podróż potrwa kilka razy dłużej
– wycedziła – Masz pieniądze?
- Po co ci? - skrzyżował
ręce i oparł się o skałę.
- A za co kupimy konia?
Na jego twarzy pojawił
się drwiący uśmiech. Widocznie nie wierzył jak ktoś taki jak
ona, kto zabił oddziały żołnierzy i bez ogródek wtargnął na
teren zamku z trzema, potężnymi smokami chciał by kupić konia a
nie go ukraść. Rozzłościło ją to.
- Robię to co robię,
ale kraść nie będę – wykrzyczała wzburzona i poczuła jak jej
oczy zapalają się zielonym płomieniem.
- Dobrze spokojnie –
odparł, wciąż z uśmiechem na twarzy – To jak je zdobędziemy?
Tym razem to ona się
drwiąco uśmiechnęła i skrzyżowała ręce.
- Smoczy łowca i mag
jednocześnie a nie wie, jak zarobić pieniądze – prychnęła –
Oczywiście robiąc zlecenie.
***
Droga jaką przeszło im
razem pokonać była niezwykle uciążliwa, lecz nie z samej jej
długości a faktu, że każde z nich w każdej chwili mogło rzucić
się drugiemu do gardła, rozpoczynając walkę. Aby uniknąć
takiego rozwoju wydarzeń szli w milczeniu, oddaleni od siebie o parę
metrów, co chwilę niepewnie spoglądając w swoją stronę. Will
prowadził swojego czarnego ogiera, pogrążony w myślach, trzymając
jednocześnie rękę na rękojeści swojego miecza. Dragonella sama
nie wiedziała czy będzie taki naiwny, że ją zaatakuje czy też
chce po prostu wzbudzić w niej niepewność.
Celem ich podróży była
przydrożna karczma, którą ku swojemu zdziwieniu oby dwoje znali.
Kręciło się tam zawsze tyle osób, że każdy znalazł by tam
zlecenie, nawet Smocza Królowa jeśli okryła się długim płaszczem
z kapturem.
Pod wieczór udało im
się dotrzeć, choć w drogę wyruszyli jeszcze zanim wzeszło
słońce. Przez całą podróż myśli Dragonelli wciąż krążyły
przy jej nowym towarzyszu, który w każdej chwili mógł pozbawić
ją o głowę. Zanim dotrą do Dragon Village minie miesiąc jeśli
nawet nie dłużej, zważając na to że byli kompletnie spłukani.
Gdy tylko z oddali ujrzała znajomą jej zabudowę karczmy poczuła
ulgę. Przynajmniej na chwilę będzie mogła odetchnąć od swojego
męczącego towarzystwa.
Budynek zbudowano z
sosnowego drewna i znacznie różnił się od innych przydrożnych
karczm. Posiadał trzy piętra gdzie mieściły się pokoje gościnne,
ale i stałe lokaje osób które rozdawały zlecenia wyższej
wartości i znacznie trudniejsze. Głównie dotyczyły zabijania
smoków, dlatego Dragonella koncentrowała się na zadaniach które
było można znaleźć na parterze, gdzie mieścił się bar
połączony z restauracją.
- Skąd znasz to
miejsce? - spytał nagle Will kiedy już prawie doszli na miejsce.
Przelotnie rzuciła na
niego spojrzenie.
- I ja potrzebuje
pieniądze, więc co cię to dziwi.
- Niby do czego?
- Nie musisz tego
wiedzieć.
To zamknęło mu usta.
Nie obchodziło ją jakie mógł snuć w tym momencie domysły.
Zarobione pieniądze różnie jej służyły, czasami był to okup za
smoki kiedy wiedziała że dużo nie zdziała, innym razem kupowała
lekarstwa i bandaże aby uzdrawiać te stworzenia. W pełni oddała
swoje życie smokom, przynajmniej tak mogła zapłacić za swoje winy
sprzed lat.
Ze skrzypem otwarła na
oścież drzwi karczmy, a one z hukiem walnęły o drewniane ściany.
Spojrzenie wszystkich zgromadzonych w środku od razu powędrowało w
stronę przybyszów. Dwójka zakapturzonych postaci, kobiety i
mężczyzny wzbudziła we wszystkich ciekawość. Dragonella jeszcze
podczas podróży ostrzegła Willa, że skoro zarówno on jak i ona
tam bywali wiele osób może ich rozpoznać. Musieli szukać zlecenia
osobno, dlatego po chwili rozdzielili się, ignorując wścibskie
spojrzenia.
Łowca skierował się w
stronę blondwłosej barmanki, natomiast pół smoczyca ruszyła do
stolika gdzie siedziała jej dobrze znajoma twarz starszego
mężczyzny, Hareya. On jedyny wiedział kim jest, ponoć łączyły
go wiele lat temu interesy związane z wioską w której się
wychowała, dlatego zawsze spoglądał na nią pochlebnie. Na sam jej
widok, jego pomarszczoną twarz rozświetlił uśmiech.
- No proszę, kogo mi tu
tym razem przywiało - przeczesał siwe włosy – Czego szukasz?
Dosiadła się do stołu
przy którym siedział, mocniej zaciągając kaptur na głowę.
Wiedziała, że Harey jej nie zdradzi, choć nie do końca mu ufała.
- Zlecenia. Dla dwóch
osób. Nie zgadniesz z kim przyszło mi pracować.
- Myślałem, że
pracujesz osobno. Kim jest ten pechowiec?
- Smoczym łowcą –
uśmiechnęła się.
Cicho zaśmiał się z
powstałej ironii.
- No proszę! Przyznam,
z każdą twoja wizytą coraz bardziej mnie zaskakujesz. A co do
zlecenia... mój kumpel Ramel potrzebuje jakieś rośliny. Znajdziesz
go na pierwszym piętrze w pokoju 107, jeśli się nie mylę.
Zlecenie może nie koniecznie na twój poziom, ale on potrzebuje
natychmiast tej rośliny więc oferuje nawet pięćdziesiąt
srebrnych colibrów. Myślę, że dasz sobie radę ze swoim nowym...
partnerem.
Dziewczyna przewróciła
oczami.
- To nawet nie jest mój
wspólnik, mamy po prostu umowę i puste kieszenie. Przy okazji,
przydał by nam się koń, nie droższy niż pięćdziesiąt
srebrnych colibrów. Masz coś na oku?
Mężczyzna potarł
podbródek, jak by zastanawiał się nad odpowiedzią aż w końcu
wzruszył bezradnie ramionami.
- Nie, ale do twojego
powrotu postaram się coś wykombinować. Powodzenia, Nell.
- Żegnaj, Harey –
rzuciła na pożegnanie i ruszyła w kierunku smoczego łowcy, który
śmiał się z czegoś razem z barmanką.
Ten widok ją
zdenerwował. Podczas gdy ona szukała zlecenia, jedyne co on
potrafił to poflirtować z blondwłosą, płytką kelnerką.
Doprawdy, jak Caireen mogła z nim wytrzymać? Chwyciła go mocno za
ramię i pomimo sprzeciwu, odciągnęła pod ścianę. Chciała
przelać na niego swój gniew, ale po chwili stwierdziła że nie
przyniesie to żadnego pożytku, więc ograniczyła się do zimnego
spojrzenia.
- Co ty sobie
wyobrażasz? - warknął zdenerwowany, czym poprawił jej znacznie
humor.
- Oh, przepraszam że
popsułam ci zabawianie się z tą uroczą kelnereczką, ale gdy by
do czegoś między wami doszło to... Caireen chyba by była
niezadowolona.
Jego twarz w jednej
chwili spoważniała.
- Do niczego by nie
doszło – odparł gniewnie przez zaciśnięte zęby.
- Tłumaczył byś się
Caireen a nie mi.
Głęboko westchnął,
krzyżując ręce. Podparł się o drewnianą ścianę z wytartą
tapetą. Jego wzrok skupił się na zgromadzonych w karczmie osobach,
choć wyraźnie unikał pokusy spojrzenia w stronę blondwłosej
piękności. Poruszenie tematu z Caireen było świetnym zagraniem.
Dragonella czuła, że ma nad łowcą przewagę.
- Znalazłaś coś? -
spytał w końcu.
Na twarzy dziewczyny
pojawił się triumfalny uśmiech.
- Ja w przeciwieństwie
do ciebie nie flirtuje z byle kim, więc mam coś.
- Zdziwił bym się gdy
byś flirtowała z tamtym starcem.
Mocno zacisnęła usta.
Nie spodziewała się, że Will jest aż tak spostrzegawczy. Musiała
na ten fakt na przyszłość bardzo uważać.
- Tak czy inaczej,
chodzi o jakąś roślinę. Idziemy dowiedzieć się o co dokładnie
chodzi.
Ruszyli razem w stronę
schodów, przeciskając się przez tłum nowo przybyłych wędrowców.
W międzyczasie Will
rzucił jakiś złośliwy komentarz, jednak dzięki panującemu w
pomieszczeniu zgiełkowi, Dragonelli mało co udało się usłyszeć.
Gdy dotarli pod sale, w
podrodze mijając innych magów którzy przyszli po zlecenia,
dziewczyna zapukała w drzwi. Niemal od razu otworzył im lekko
otyły, niski mężczyzna, który miał na sobie idealnie na nim
leżący, komplet składający się z szarej kamizelki i spodni. Pod
spodem układała się śnieżnobiała koszula, widocznie dopiero co
wyprasowana przez żonę, która w kącie pokoju chowała deskę do
prasowania i zabierała się za szycie.
- Witam – odezwał się
– Wy po zlecenie czy też mój syn znowu coś narozrabiał?
- Po zlecenie – odparł
Will, a na twarzy zmartwionej żony Ramela pojawił się wyraźna
ulga.
- W tam razie wejdźcie
– uśmiechnął się szeroko mężczyzna, robiąc krok do tyłu i
gestem ręki zapraszając ich do środka przesiąkniętego tytoniem i
środkami do czystości.
Przekroczyli próg
drzwi, Dragonella ukrywając swoje mroczne oblicze pod kapturem i
ostrożnie stąpając za Willem. Pokój wydawał się być przytulny
i skromny, choć na pierwszy rzut oka było widać po skromnych
dekoracjach, że jest tylko wynajmowany. W kącie ustawiono mahoniową
szafę bez żadnych zdobień, a obok niej wytartą kanapę gdzie
usadowiła się żona Ramela. Zręcznie posługując się igłą,
cerowała dziurę w spodniach, niby bardzo pochłonięta swoim
zajęciem a mimo wszystko kątem oka spoglądała niepewnie w stronę
nieznajomych gości.
Smoczy łowca zdjął
kaptur i usiadł na drewnianym krześle. Ramel zajął miejsce
naprzeciw za biurkiem zawalonymi papierami i mnóstwem filiżanek
ciemnego napoju, który wydawał się być kawą. Dragonella
zdecydowała się na stanie pod ścianą, czujnie obserwując całą
rozmowę.
- A pani nie zdejmie
kaptura? - spytała się żona Ramela – Strasznie tu duszno, proszę
się nie krępować.
Smocza dziewczyna
rzuciła spojrzenie w stronę kobiety, która nie ufnie jej się
przyglądała. Już miała odpowiedzieć aby się nią nie
interesowała i zajęła sobą, kiedy wyprzedził ją Will.
- Obawiam się, że to
nie możliwe – mówił troskliwym głosem – Widzi pani, moja
wspólniczka niedawno temu miała okropny wypadek. Zaatakował nas
smok, ledwo uszliśmy z życiem, ale jej skóra, włosy... proszę
oszczędzić jej tego upokorzenia. Już wystarczająco się
nasłuchała, ludzie bywają okropni.
- Ah, rozumiem –
przytaknęła żona Ramela, która najwidoczniej uwierzyła w każde
słowo Willa – Bardzo mi przykro z tego powodu.
Chłopak pokiwał tylko
głową ze zrozumieniem, a Dragonella miała nadzieję, że kaptur
wystarczająco zakrywa jej twarz aby móc ukryć uśmiech.
- Cóż, wróćmy może
do kwestii zlecenia – odezwał się nagle Ramel, a uwaga wszystkich
skupiła się na nim – Otóż co roku organizujemy z żoną
spotkanie rodzinne, nasza rodzina jest naprawdę liczna i
rozmieszczona po całym kraju a tradycja spotkań sięga mojego
prapradziada. Obowiązkowym daniem na to wydarzenie jest specjalna
zupa której składnikiem są płatki Margoli. Roślina ta rośnie
wysoko w górach, i zazwyczaj wyruszam po nią wraz z synem. Niestety
mój syn ostatnio rzadko bywa w domu, a ja tonę w papierkowej
robocie. Nagrodę znacie, prawda? Jeśli się uwiniecie pomyślę o
wyższej stawce.
Will kiwnął głową.
- Jak ta roślina
wygląda? - spytał.
- Ma śnieżnobiałe
płatki z błękitnymi końcówkami. Zazwyczaj porasta skały, na
pewno ją znajdziecie. Z resztą to nie daleko, możecie zajść tam
nawet na piechotę.
- Coś jeszcze?
- Nie, ale zależy mi na
czasie.
Smoczy łowca ponownie
kiwnął głową i podając Ramelowi rękę wstał, kierując się do
wyjścia. Dragonella kiwnęła tylko głową na pożegnanie. Kiedy
zatrzasnęły się za nią drzwi z ulgą odetchnęła, w końcu nie
będąc pod stała obserwacją żony zleceniodawcy. Jej zimny wzrok
zdawał się przeszywać jej okrycie i spoglądać wprost w smoczą
duszę.
Głęboko westchnęła
kiedy wraz z Willem opuszczali karczmę. Ostatni raz spojrzała w
stronę Hareya na pożegnanie, który rozmawiał z innym magiem.
Pochwycił jej spojrzenie i posłał jej lekki uśmiech, który dodał
jej otuchy. Gdy by tylko więcej było takich osób. Osób
powiązanych z jej wioską, jej dawnych życiem za które oddała by
wszystko.
W lesie zdecydowali się
na odpoczynek, choć Dragonelli z trudem udało się Willa na niego
namówić. Chłopak był zdeterminowany aby zrobić zlecenie jeszcze
nocą i wrócić wczesnym rankiem, na co Dragonella stanowczo się
nie zgodziła. Smoki były stworzeniami które większość swojego
czasu spędzały na spaniu w przytulnej pieczarze, najlepiej w
pobliżu ognistej rzeki która była idealnym źródłem ciepła.
Dziewczyna potrzebowała snu aby móc w pełni wykorzystywać swoją
smoczą moc, poza tym po zobaczeniu Hareya odżyły w niej
wspomnienia z jej przeszłości, więc potrzebowała odizolowania.
Wędrówka nocą nie wchodziła w żadną możliwość.
Will usiadł oparty o
drzewo, w skupieniu obserwując otoczenie przy blasku płomieni
ogniska które rozpaliła Dragonella. Ona sama wspięła się na
gałąź jednego z drzew i zaszyła się pośród targających przez
wiatr liści. Kiedy była dzieckiem uwielbiała spędzać w ten
sposób czas, zaszyta wśród piękna natury, cichego szumu wiatru, z
dala od wszelkich problemów i zła jakiego potem doświadczyła.
Teraz, pośród ciemności nocy zamiast ciepłych promieni słońca,
jej smoczą skórę oświetlało światło zimnego, bladego księżyca,
iskrzącego wśród tysiąca gwiazd. Przymknęła oczy, pozwalając
aby chłodny, subtelny wiatr muskał jej twarz.
Rozruszała obolałe,
złamane skrzydło i zagryzła wargę z bólu. Rany smoków goiły
się dosyć szybko, jednak towarzyszył temu niesamowity ból. Cały
dzień starała się go jakoś stłumić, przez co czuła że pada z
sił. Magia leczenia była jedną z najbardziej skomplikowanych magii
i kosztowała mnóstwo wysiłku. Ale nie mogła sobie pozwolić aby
ten smoczy łowca zobaczył jej cierpienie. To przyniosło by mu zbyt
wiele satysfakcji.
Nagle jej powieki stały
się ociężałe. Nie chciała zasypiać, nie ufała Willowi a on w
każdej chwili mógł ją zabić, lecz zmęczenie okazało się zbyt
silne. Już wkrótce smacznie drzemała zaszyta pośród gałęzi
drzew, zanurzona w odosobnieniu.
***
- To chyba to –
powiedział Will wskazując na śnieżnobiałe kwiaty rosnące między
skałami.
Znajdowali się u brzegu
malowniczej doliny przez którą płynęła rwąca rzeka z czystą,
źródlaną wodą. U brzegu strumienia z ziemi wychodziło mnóstwo
skał i głazów, a pomiędzy nimi rosły poszukiwane przez nich
kwiaty Margoli. Miejsce to było tak piękne, że Dragonella miała
ochotę położyć się na trawie, rozkładając skrzydła i
spoglądać cały dzień w przepływające po błękitnym niebie
kłębiaste chmury. Oczywiście Will przez swój pośpiech szybciej
wsiadł by na smoka niż pozwolił jej na to aby zostali tu cały
dzień.
Dziewczyna podeszła
bliżej i zerwała jeden z rosnących kwiatów. Przybliżyła go do
swoich nozdrzy i powąchała. Jego woń była cudowna, świeża a
jednocześnie słodka niczym soczyste owoce. Kiedy tylko w końcu
pozbędzie się tego łowcy, a jej skrzydło wyzdrowieje na pewno tu
przyleci aby spędzić tu kilka dni.
- Tu jest naprawdę
pięknie! - w końcu powiedziała, nie mogąc powstrzymać swojego
zachwytu.
- Dla mnie piękniejsze
jest pięćdziesiąt srebrnych colibrów – odparł sucho Will –
Zbieramy te kwiaty i spadamy po nasze pieniądze.
W odpowiedzi Dragonella
posłała mu gniewne spojrzenie, po czym wyjęła z kieszeni skórzaną
sakwę w której zazwyczaj trzymała pieniądze i kucnęła aby
nazrywać do niej białych kwiatów. Wkrótce Will również podążył
w jej ślady i po zaledwie kilkunastu minutach mieli cały worek
wypełniony zapotrzebowanymi kwiatami. Mieli prawdziwe szczęście,
że udało im się znaleźć takie łatwe zlecenie, wystarczyło mieć
nadzieję że Harey znajdzie jakiegoś konia nie droższego niż
pięćdziesiąt srebrnych colibrów.
Wczesnym południem, po
krótkim odpoczynku i napełnieniu bułaków źródlaną wodą
ruszyli w powrotną wędrówkę. Aby dotrzeć w znacznie krótszym
czasie wybrali inną drogę, prowadzącą przez górski przesmyk.
Wąskie przejście wzbudziło w Dragonelli lekki lęk, choć nie dała
tego po sobie poznać. Podróżując zazwyczaj wśród przestrzeni
niebios nie była przyzwyczajona do wąskich i ciasnych przestrzeni,
więc z trudem udało jej się powstrzymać kręcenie w brzuchu. Gdy
znów znaleźli się na otwartej przestrzeni odetchnęła z ulgą.
Idąc kamienistą
ścieżką, głęboko pogrążona w myślach nagle jej uszu dobiegł
smoczy jęk, przepełniony boleścią. Wytężyła swój wyjątkowo
wrażliwy słuch, aby mieć pewność, że się nie przesłyszała.
- Słyszysz? - spytała
Willa – Coś jak by jęk.
Chłopak zatrzymał się
i spojrzał zdziwiony na Dragonellę, ale również wytężył słuch.
Po chwili ich obu dobiegł odgłos świadczący o niesamowitym
cierpieniu. Dziewczyna od razu rozpoznała, że jęk należy do
smoka. Przyspieszyła kroku w jego kierunku, wybierając inną
ścieżkę i zbaczając z trasy.
- Ej! A ty gdzie?
Nie odpowiedziała mu,
wciąż skupiona na tym aby zlokalizować źródło dźwięku. Will
ruszył za nią aż doszli do wejścia przestronnej pieczary, skrytej
za zwisającymi pasmami roślinności. Razem pośpiesznie weszli,
starając się nie narobić hałasu.
Pieczara wielkością
przypominała Dragonelli liczne jaskinie w Fiery Cave, pomijając że
panował w niej przenikliwy chłód, który zamrażał ją do szpiku
kości i sprawiał że jej oddech zamieniał się w obłoczki pary.
Tym bardziej zmartwił ją niestający smoczy jęk, tylko nieliczne z
gatunków smoków mogło by lubić takie ekstremalne warunki. Kątem
oka dostrzegła również rozprzestrzeniającą się u boku pieczary
stromą przepaść. Miała nadzieję, że smok który usiłował
wołać o pomoc nie leży u dna tego skalnego urwiska, ponieważ
wtedy jej szansę na uratowanie stworzenia były by zerowe.
Zagłębili się coraz
bardziej w mroźny obszar jaskini i w pewnej chwili schowali za
skałą, kiedy znaleźli się wystarczająco blisko źródła
dźwięku. Dziewczyna poczuła narastający w brzuchu ból.
Denerwowała się widokiem jaki może zobaczyć, choć wiedziała że
musi bez względu na wszystko zachować zimną krew. Posyłając
Willowi ostatnie spojrzenie, wzięła głęboki oddech. Razem
wyjrzeli za skały, a to co zobaczyli sprawiło, że serce Dragonelli
ścisnęło się aż z bólu.
W grocie ujrzeli maga
przyodzianego w długie szaty. Pochylał się nad leżącym smokiem o
ciemnych, granatowych łuskach, spętanego w łańcuchy które
wżynały mu się w skórę. Nieszczęsne stworzenie przeciągle
jęczało z bólu, jak by ostatkiem sił próbowało prosić o pomoc.
Mężczyzna w jednej ręce trzymał szklaną butelkę do której
spuszczał z jednej z licznych ran jakie smok posiadał, rubinową
ciecz będącą krwią.
Dragonella nie raz już
ratowała smoki spod łap smoczych łowców czy magów, lecz pierwszy
raz widziała aby ktoś w taki sposób postępował z tym mitycznym
stworzeniem. Spojrzała pytająco w stronę Willa, zmartwiona
marszcząc brwi. Chłopak głęboko westchnął.
- Krew smoków
wykorzystuje się do eliksirów, magi i niektórych potraw. Kiedy się
zabije smoka jest niemożliwe spuszczenie całej krwi, kiedy jest
jeszcze ciepła i nie krzepnie, więc wiele osób ją spuszcza kiedy
jeszcze smok jest żywy.
Poczuła, że ból w jej
sercu staje się coraz bardziej uciążliwy. Jak ktoś mógł okazać
się takim potworem i robić coś takiego? A powiadają, że tylko
smoki są prawdziwymi bestiami...
- A ty? - spytała, nie
mogąc oderwać wzroku od tej makabrycznej sceny, jak by samo
patrzenie mogło pomóc.
Will pokręcił
przecząco głową, spoglądając w tym samym kierunku.
- Zabijam smoki ale
tylko dla skóry, mięsa lub dlatego że terroryzują ludzi.
Dragonella poczuła
lekką ulgę. Nienawidziła swojego towarzysza za to co robił, ale
przynajmniej jego obecność nie będzie wzbudzała w niej aż
takiego wstrętu. Słysząc kolejny jęk cierpiącego smoka zacisnęła
mocno pięści.
- Idziemy.
- Najwyższa pora –
mruknął Will i odwrócił się w stronę wyjścia pieczary.
- Idziemy po tego smoka
– zagrodziła mu drogę, wskazując na miejsce któremu przed
chwilą się przyglądali.
- Masz złamane
skrzydło.
- Wole nie przypominać
przez kogo – syknęła - Dlatego mi pomożesz.
- Nie wiemy jaką magią
się posługuje tamten człowiek i jak zareaguje smok jeśli uda nam
się go uwolnić – wciąż protestował Will.
- No trudno, ale jeśli
coś mi się stanie to nasza umowa nie dojdzie do skutku. – rzuciła
przez ramię dziewczyna, zagłębiając się w otchłań jaskini.
Czuła się trochę
winna, że wykorzystuje Caireen aby szantażować Willa, ale nie
mogła zostawić smoka na pastwę tamtego tyrana, nie próbując
nawet go uwolnić. Nigdy nie walczyła mając złamane skrzydło i
będąc coraz bliżej, w duchu przygotowywała się na ból z którym
wkrótce się spotka. Gdy usłyszała za sobą kroki Willa poczuła
się nieco pewniej. Co prawda nie ufała mu i wciąż istniało
zagrożenie że ją skrzywdzi, lecz wierzyła że jak na razie tego
nie zrobi. Nie wyglądał na głupiego i była przekonana że zależy
mu na Caireen.
Wyszła naprzeciw
magowi, który nadal nie przerywał swojego zajęcia. Pierwszą
spostrzegł ją cierpiący smok, który obdarował Dragonellę
błagającym spojrzeniem pełnym bólu i żalu. Dziewczyna nawet nie
musiała wysilać swoich umiejętności komunikacji ze smokami aby
zrozumieć jak ogromny jest ból tego nieszczęsnego stworzenia.
Zacisnęła pięści, powtarzając sobie w duchu aby nie działać
zbyt impulsywnie.
- Ej ty! - krzyknęła.
Mag odłożył na bok
butelkę ze smoczą krwią i wyprostował się. Odwrócił się i
spojrzał na pół smoczycę, która z trudem opanowywała gniew.
Mężczyzna wydawał się być młody, w wieku poniżej trzydziestu
lat. Odziany w długą, niebieską szatę która wciąż pozostawiała
mu pełną swobodę ruchu, miał długie, blond włosy zaczesane do
tyłu oraz wystające z nich spiczaste uszy. Intensywnie zielone,
uwodzicielskie oczy niemal przenikały jej duszę, zupełnie jak by
chciały skraść jej największy sekret.
Do dziewczyny zbliżył
się Will i nachylił się jak by chciał coś powiedzieć.
- Myślisz, że to elf?
- spytał.
- Nonsens, elfy wymarły
trzysta lat temu, niedawno po syrenach. Z resztą one zajmowały się
bardziej kreatywnymi rzeczami niż... to.
Z obrzydzeniem spojrzała
na ułożone obok siebie buteleczki z rubinową cieczą. Odwróciła
swój pełen pogardy wzrok na nieznajomego mężczyznę. Nie wierzyła
aby był elfem, te mistyczne stworzenia znane ze swojej mocy dawno
wymarły. Jednak niektórzy magowie aby dodać swojemu wyglądowi
więcej tajemniczości i mocarności wydłużali swoją małżowinę
za pomocą specjalnych zaklęć, aby wyglądała jak u legendarnych
elfów. Głupcy.
- Kogo ja tu widzę! -
uśmiechnął się szeroko - Prawdziwa Smocza Królowa, Dragonella!
To zaszczyt kogoś takiego tu spotkać.
- Widocznie moja sława
mnie wyprzedza – parsknęła – Skoro znasz moje imię to za pewno
wiesz co robię z tymi którzy krzywdzą smoki.
Mag promieniście się
zaśmiał, spuszczając wzrok. Gdy znów go podniósł na Dragonellę
był przepełniony determinacją i dziką fascynacją aby w każdej
chwili ruszyć do walki.
- Marzę o tym aby się
przekonać.
To mówiąc zaatakował
ciskając purpurowymi kulami ognia. Dziewczyna zgrabnie ominęła
jedną, a drugą odparował Will swoim mieczem. Dragonella wysiliła
się na pełne wdzięczności spojrzenie dla smoczego łowcy, że
zdecydował jej się pomóc. Zacisnęła mocno pięści które w
jednej chwili zajęły się ogniem.
- Nawet nie wiesz z kim
zadarłeś – wycedziła przez zaciśnięte zęby i zionęła
strumieniem śmiercionośnego ognia.
Mag uniknął ataku
odskakując w bok i ognisty atak został skierowany na konającego
smoka. Stworzenie nie miało już nawet sił aby jęknąć z bólu.
Co prawda smocza skóra była ognioodporna, lecz nie tyczyło się to
licznych ran jakie na niej widniały. Dragonella w duchu siebie
przeklinała za lekkomyślności i stwierdziła, że jej przeciwnik
wcale nie jest takim głupcem na jakiego wygląda.
- Mądra to ty nie
jesteś – westchnął Will.
- Nie chciałam tego
zrobić! - krzyknęła, odparowując pociski zadawane przez maga
ognistą pięścią. Nie zamierzała używać żadnych mocniejszych
zaklęć, ponieważ potrzebowała mnóstwa mocy i energii aby móc
uleczyć smoka.
- Pójdziesz i uwolnisz
tego smoka z łańcuchów aby dłużej nie cierpiał, a ja odwrócę
uwagę tego gościa – krzyknął Will, odbijając swoim mieczem
zieloną kulę dymu, która rozbiła się o skałę.
Plan nie wydawał się
zły, z tym wyjątkiem, że nieznajomy mag chciał walczyć z nią a
nie ze smoczym łowcą. Nie ufała mu na tyle aby pozwolić mu zając
się smokiem. Jednak ból w złamanym skrzydle przesądził o decyzji
jaką podjęła. W takim stanie była bezużyteczna w walce.
W odpowiedzi kiwnęła
głową i rzuciła się w stronę rannego smoka. Will od razu zaczął
ją osłaniać, wykrzykując przy tym jakieś zaklęcie którego
nazwy nie usłyszała przez panujący zamęt. W ciągu zaledwie paru
sekund udało jej się dobiec do cierpiącego stworzenia. Od razu
przeszła do uwolnienia go od łańcuchów, które wrzynały mu się
w osłabioną, suchą skórę. Przyłożyła dłoń do końca jednego
z nich przykutego w ziemię i użyła czaru ognia aby stopić
zardzewiały metal. Po chwili nastąpił brzdęk i łańcuch ustąpił
pękając. Powtórzyła tą czynność z każdym z łańcuchów
wbitych w ziemię, aż w końcu mogła je wszystkie zdjąć ze smoka.
Kątem oka spojrzała na
Willa, który ku jej zdziwieniu naprawdę nieźle sobie radził. Nie
tylko odparowywał ciosy wymierzone raz w niego, raz w nią ale i sam
je zadawał, otoczonym niebieską poświatą mieczem. Na pierwszy
rzut oka było widać, że mag męczy się z nim w pojedynku.
Odetchnęła z ulgą i skupiona na swoim zadaniu podeszła do
smoczego łba, który bezwładnie leżał na ziemi. Stworzenie ledwo
otwierało oczy, posyłając Dragonelli słabe spojrzenie wciąż
proszące o pomoc. Usiadła i uniosła lekko jego głowę pochwycając
wzrok smoka. Mocno zamknęła oczy aby móc lepiej się skupić i
użyła zaklęcia leczącego smocze rany.
Począwszy nic się nie
wydarzyło, lecz już po chwili dziewczyna poczuła jak przez jej
ręce przepływa ciepły strumień ognia. Zacisnęła mocniej oczy,
szykując się na ból jaki może doznać. Magia leczenia była bez
zwątpienia najwspanialszą z magii, lecz posiadała swoją okrutną
cenę. Ból cierpiącego przechodził na tego który go leczył.
Lecząc siebie czuła trochę większy ucisk, lecz gdy chodziło o
smoki, ich cierpienie w pełni ją dosięgało.
Czar dotknął smoka i
niemal od razu poczuła jak spięte z bólu stworzenie się
rozluźnia, czując ulgę. Jednocześnie poczuła kłucie w klatce
piersiowej, od którego wrzasnęła z bólu. Zagryzła mocno zęby i
kontynuowała leczenie, musiała chociaż sprawić aby życie tego
stworzenia nie było zagrożone.
Z każdym przepływającym
strumieniem leczniczej, ognistej magii Dragonella czuła się słabsza
i coraz bardziej obolała. Co jakiś czas otwierała oczy aby
zobaczyć czy jej zaklęcie działa, a gdy jej oczom ukazywały się
otwarte gadzie oczy, pełne ulgi, miała wrażenie, że odzyskuje
stracone siły.
Gdy gadzina ledwo
uniosła głowę, dziewczyna odłożyła dłonie od smoczego pysku i
podparła się o skałę. Zmęczona zaczęła głęboko oddychać,
zupełnie jak by przebiegła całą długość z odwiedzonej karczmy
aż do pieczary. Spojrzała w lśniące oczy smoka, dodając mu
otuchy. Jedyne co zrobiła to przyspieszyła gojenie się najbardziej
uciążliwych ran, neutralizując część bólu i ratując smokowi
życie. Bolesny proces leczenia miał dopiero nastąpić.
Jednak gorszym problemem
jaki istniał był mag, który niestrudzenie walczył z Willem. Oby
dwaj wciąż posyłali sobie śmiercionośne ataki wraz z obraźliwymi
obelgami. Dragonella zapragnęła z całych sił pomóc Willowi, ale
wiedziała że w takim stanie tylko by mu przeszkadzała. Jedyne co
mogła zrobić to przypatrywać się walce z oddali.
Pojedynek wydawał się
dobiegać końca. Will zmienił rzucił inne zaklęcie na swój
miecz, sprawiając, że miecz się wydłużył, a u boków główni
pojawiły się liczne zdobienia. Dziewczyna wytężyła zmęczony
wzrok, ciekawa jakie umiejętności uwalnia ten czar. Czytała kiedyś
o magi jaką posługiwał się Will, jedna z charakterystycznych dla
smoczych zabójców, i wciąż ją zadziwiała.
Czarnowłosy zrobił w
powietrzu zamach mieczem, a siła która powstała podczas tego ataku
przygwoździła maga do ściany. Obolały upadł na ziemię,
posyłając w stronę Willa wściekłe spojrzenie, przepełnione
jadem i nienawiścią.
- To koniec – odparł
Will – Pójdziesz stąd dobrowolnie czy mam ci pomóc?
W odpowiedzi mag
parsknął śmiechem. Dragonella nie miała pewności czy aby ten
człowiek ma na pewno zdrowy rozum.
- Smoczy łowca –
prychnął – A pomaga Smoczej Królowej. Żałosne.
Pół smoczyca nie
widziała wyrazu twarzy Willa ale była pewna, że na dźwięk tych
słów kąciki jego ust uniosły się do góry. Ruszył w kierunku
maga aby definitywnie zakończyć pojedynek gdy nagle w ułamku
sekundy Dragonella zobaczyła jak mag wyczarowuje niewielką, czarną
kulę ognia która poruszając się z niezwykłą szybkością nie
odbiła się od miecza Willa, którym chłopak próbował zatrzymać
czar błyskawicznie reagując, a poszybowała prosto do celu. Do celu
którym była Dragonella.
Dziewczyna ledwo zrobiła
unik, lecz siła jaka towarzyszyła zaklęciu odepchnęła ją na bok
wprost do ciemności przepaści. W ostatniej chwili udało jej się
złapać wystający kawałek skały na którym bezradnie wisiała.
Poczuła na nowo ogarniającą jej ciało falę bólu. Złapała się
mocniej skały, choć wiedziała że długo się nie utrzyma. Jęknęła
z bólu, przepełniona strachem. Czuła, że już zaraz nie wytrzyma
i w końcu puści się stromej skały, aby upaść w odmęty
ciemności. Co za ironia. Stworzenie o skrzydłach zginie z powodu
upadku z wysokości. Próbowała podeprzeć się nogą o kamienne
urwisko aby nie spotkała ją jakże haniebna śmierć.
- Podaj mi rękę –
usłyszała nagle głos Willa.
Uniosła głowę i
ujrzała smoczego łowcę ze skierowaną w jej kierunku otwartą
dłonią.
- Nie ma mowy –
warknęła – Wciąż zależy ci bardziej na mojej obciętej głowie
niż na moim życiu. Nie ufam ci!
- Wiem przecież o tym –
jego głos nagle przybrał łagodny ton – Słuchaj, pieniądze nie
są dla mnie ważne, a jeśli naprawdę Caireen żyje... to zrobię
wszystko aby ją odzyskać. Nawet wytrzymam z tobą ten miesiąc.
Martwa na nic się mi przydasz. Smokom tak samo.
W jego słowach było
coś naprawdę przekonującego, coś co było w stanie mu ten jeden
raz zaufać. Zdrowy rozsądek cały czas jej mówił aby przestała
się obawiać o swoje życie w towarzystwie Willa choćby ze względu
na umowę, lecz smoczy instynkt wciąż pozostawał czujny i pełen
wątpliwości.
- Szybko, podaj mi rękę
– krzyknął Will, a w jego oczach ujrzała zmartwienie.
Wzięła głęboki
oddech i przerażona zamknęła oczy. Odpychając się nogą o ścianę
wysunęła rękę w kierunku Willa, który w porę ją złapał i
przyciągnął do siebie. Siła jaką poczuła w jednej chwili
wyciągnęła ją ze śmiertelnego potrzasku i sprawiła, że
znalazła się w ramionach chłopaka z których natychmiast się
wyswobodziła, znacznie się oddalając.
- Wszystko dobrze? –
lekko uśmiechnął się Will – Wspólniczko.
Również posłała mu
uśmiech, nie wiedząc czy cieszy się bardziej z tego że właśnie
uniknęła śmierci czy też udało im się pokonać maga. Jednak co
gorsza wszystko to zawdzięczała tylko i wyłącznie Willowi. W
jednej chwili jej twarz spoważniała.
- Nie przyzwyczajaj się
szybko – odparowała suchym tonem, gdy uspokoiła bijące w
szaleńczym tempie serce. – Kiedy tylko załatwimy mi konia, od
razu ruszamy do Dragon Village.
W odpowiedzi chłopak
skinął głową i pomógł Dargonelli wstać z ziemi. Zdenerwowała
ją jego uprzejmość, jak by była jakąś kruchą dziewczyną, ale
była tak zmęczona że nie miała sił zaprotestować. Gdy w końcu
stanęła na własne nogi zorientowała się, że mag z którym
walczyli nagle zniknął. Spojrzała pytająco w stronę Willa, a on
wzruszył tylko bezradnie ramionami.
- Uciekł – odparł
obojętnie – Dorwiemy go innym razem.
Dziewczyna w odpowiedzi
kiwnęła głową i ruszyła w kierunku smoka, który ku jej uldze
wyglądał znacznie lepiej. Od razu przystąpiła do opatrywania ran
zapasem ziołowych bandaży które zawsze starała się przy sobie
nosić, chowając w kieszeni spodni. Odkażała zainfekowane rany nad
którym krążyły muchy, przeczyszczając je źródlaną wodą i
lekko zwęglała ogniem. Starała się zadać jak mniej cierpienia
smokowi, który dzielnie znosił wszelkie męczarnie. Wiedziała, że
te mityczne stworzenia są niezwykle silne, lecz w głębi ich
smoczych dusz i serc były łagodniejsze od wypasanych na polach
owiec. Gdy by tylko ludzie przestali być ślepi i choć spróbować
dostrzec w nich to piękno jakie ona z każdym razem widziała, świat
stał by się zdecydowanie lepszy.
Gdy skończyła pozbyła
się buteleczek wypełnionych smoczych krwią i rozpalając ogień
nieopodal leżącego smoka, spojrzała na Willa który podparty o
skalną ścianę pieczary cały czas uważnie jej się przyglądał.
Była niemal pewna, że przedtem myślał, że potrafi tylko zabijać
i siać wokół zniszczenie.
Podeszła do głowy
smoka i pochwyciła jego spojrzenie, przepełnione wdzięcznością.
Pragnęła przy nim zostać i opiekować się przez najbliższe dni
lecz wiedziała, że to niemożliwe. Musiała dokończyć zlecenie i
ruszać wraz z Willem do Dragon Village. Jedyne co jej pozostawało
to życzyć smokowi szczęścia. Na pożegnanie złożyła delikatny
pocałunek w czubek nosa smoka i posłała mu uśmiech gdy
odchodziła.
U wyjścia z jaskini
wraz z Willem się zatrzymała. Spojrzeli sobie w oczy, tym razem w
spojrzeniu żadnego z nich nie było nienawiści która by świadczyła
aby którekolwiek z nich chce zabić drugiego. Na dobry początek
wydawało się, że to naprawdę wiele.
- Dziękuje –
powiedziała cicho, posyłając lekki uśmiech w kierunku smoczego
łowcy.
Wydawało się, że
targający włosy, górski wiatr pochwycił te słowa, które po raz
pierwszy raz od bardzo dawno wypłynęły wprost z serca Dragonelli.
Tylko w dalekich odmętach swej pamięci mogła odnaleźć czas kiedy
ktoś był skłonny coś dla niej zrobić. W tej chwili sama nie
wiedziała czy dziękuje Willowi za to, że jej pomógł czy że po
prostu z nią jest. Tak długo pozostawała zamknięta w swoje klatce
która zwykła nazywać samotność, że nawet towarzystwo smoczego
łowcy mogło się okazać się cenne.
- Nie ma za co –
odparł i natychmiast odwrócił spojrzenie.
W ciszy i zamyśleniu
ruszyli przed siebie, nieświadomi losu jaki już wkrótce miał ich
spotkać.
Ach, kolejna przygoda Dragonelli i Willa ^.^ najlepsze z tych twoich opowiadaniach to świetne opisy i długość * o * są meega wciągające i czekaam na więcej kochana <3
OdpowiedzUsuńHehehehe albo mi się wydaje albo powoli zaczynają się do siebie przekonywać ( ͡° ͜ʖ ͡° ) (*le cicha nadzieją że coś z tego wyniknie*)
OdpowiedzUsuńRozdział oczywiście cudny Mordko jak wszystko co piszesz :* Z niecierpliwością czekam na kolejne ^^
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWow *.* jestem pod wielkim wrażeniem. Kocham te Twoje opowieści i te magiczne historię. ;) jak to czytam to wyobrażam sobie że:
OdpowiedzUsuńWilk to Czkawka
Dragonella to Rovenna lub Inafire
XD czekam na dalsze ich losy ...
Wow *.* jestem pod wielkim wrażeniem. Kocham te Twoje opowieści i te magiczne historię. ;) jak to czytam to wyobrażam sobie że:
OdpowiedzUsuńWilk to Czkawka
Dragonella to Rovenna lub Inafire
XD czekam na dalsze ich losy ...