Zachodzące słońce
okryło ziemie Estherios swymi promieniami, muskając twarze dwójki
podróżujących magów przez półpustynne stepy. Porywisty wiatr
targał ich zwiewne płaszcze, które skrywały mroczne oblicza gdzie
niespokojnie biły rozbite na tysiące kawałków, zranione serca.
Will, który nigdy nie
narzekał na zmęczenie uparcie dążąc do celu swojej podróży,
czuł że zaczynały go boleć nogi od ciągłej wędrówki. Do
karczmy dotarli pod wieczór, co niestety okazało się nie
wystarczająco wcześnie więc nie dostali dodatkowej zapłaty za
zlecenie. Ramel zapłacił im tylko czterdzieści colibrów, ponieważ
stwierdził że zebrane kwiaty są zbyt pogniecione. Nie udało im
się kupić konia, więc jedno z nich wciąż musiało iść.
Gdy szli był pełen
podziwu dla Dragonelli, która ani razu nie narzekała podczas
ciągłego marszu. Co prawda teraz jechała na jego koniu, ponieważ
mimo że nic nie mówiła wiedział, że najlepiej upadła by na
ziemię ze zmęczenia. Wyprostowana, w dostojnej pozycji swój wzrok
cały czas bacznie miała skierowany przed siebie, dzięki czemu Will
od czasu do czasu mógł się jej przyjrzeć. W końcu jeszcze nigdy
nie miał styczności z takim stworzeniem.
Najbardziej nie mógł
się nadziwić długimi, czarnymi skrzydłami Dargonelli. Wydawało
się, że załamane skrzydło ma się zdecydowanie lepiej i, że za
niedługo będzie wystarczająco sprawne aby unieść pół smoczycę
w powietrze. On sam zawsze zastanawiał się jak to jest latać
daleko pośród otchłani błękitnych niebios, wolnym niczym ptak z
daleka od wszelkich problemów i ludzkiego cierpienia. Mógł się o
tym przekonać wsiadając na smoka, ale nigdy by tego nie zrobił.
Nawet jeśli Caireen żyła to smoki mu ją odebrały, a on nigdy nie
zamierzał im wybaczyć.
Caireen. Za każdym
razem kiedy o niej myślał w jego głowie pojawiało się tysiące
pytań z nią związanych na które pragnął znaleźć odpowiedź
odkąd dowiedział się, że prawdopodobnie żyje. Zwrócił swój
wzrok w kierunku Dragonelli, chcąc jej jedno z nich zadać gdy
spostrzegł, że dziewczyna zatrzymała konia i wpatruje się do
górę, wprost na niebo mieniące się kolorami zachodzącego słońca.
Will również spojrzał w tamtym kierunku, podziwiając chmury barw
pomarańczy, purpury i żółci. Ten widok zaparł mu dech w piersi,
zresztą wydawało się że nie tylko jemu.
- Zróbmy sobie postój
wcześniej – odezwała się Dragonella, nie spuszczając wzroku z
nieba.
W odpowiedzi Will kiwnął
głową i zeszli z kamienistej drogi, zagłębiając się w pustkowie
stepu aby rozbić mały obóz. Zatrzymali się u boku jednej z gór,
tuż przed rzadko porośniętym drzewami lasem. Smoczy łowca pomógł
w nim nazbierać Dragonelli chrustu na opał, składającego się z
pojedynczych gałęzi drzew jakie znaleźli na ziemi. Przez cały ten
czas Will układał sobie w głowie pytania dotyczące Caireen, które
zamierzał zadać pół smoczycy kiedy usiądą przy ognisku. Te
pytania od wielu dni wciąż nie dawały mu zasnąć i pastwiły się
nad nim niczym stado żerujących ptaków nad świeżą padliną.
Musiał znać odpowiedzi, choćby po to aby móc choćby na ten
krótki czas zaufać Dragonelli.
Kiedy zaszło słońce,
a ciepłe odcienie czerwieni i pomarańczy zastąpiło gwieździste
niebo, rozpalili ognisko. Siedzieli w milczeniu, wpatrując się w
tańczące pośród pojedynczych gałęzi płomienie. Will spojrzał
na Dragonellę, która w zamyśleniu, z posępną miną wpatrywała
się w ogień. Wziął głęboki oddech.
- Zastanawia mnie jedna
rzecz – odparł, starając się w swój głos nie wkładać
jakikolwiek uczuć.
- Jaka? - spytała
Dragonella, równie oziębłym tonem.
- Chodzi o Caireen.
Uniosła głowę,
pochwytając spojrzenie Willa. Natychmiast odwróciła wzrok.
- Pewno zastanawia cię,
że skoro ona żyje to dlaczego przez te wszystkie lata się do
ciebie nie odezwała. I nadal masz wątpliwości czy ja cię nie
oszukuje.
Will potwierdził jej
słowa kiwnięciem głowy. Nie był pewien jaki ton przybierze jego
głos kiedy rozmawiali o jego ukochanej, o której przez tyle lat
myślał jako o martwej.
- No cóż... -
westchnęła Dragonella, po czym zamilkła jak by zastanawiała się
nad doborem odpowiednich słów – Na pewno wiesz o tym, że Caireen
miała zaniki pamięci? Pamiętała tylko swoje imię, prawda? Chodzi
o to, że... pomogłam jej odzyskać wspomnienia.
- Jak?! - uniósł głos
Will.
- Bo widzisz... ona,
znaczy my... pochodziłyśmy z tej samej wioski. Mocno związanej ze
smokami.
- Mówisz o Dragon
Haven? - nagle przerwał jej Will, kiedy przypomniał sobie, że
Caireen odnaleziono bez wspomnień niedaleko wioski o tej nazwie.
W jednej chwili
Dragonella uniosła wzrok, pełen przerażenia. Jej usta lekko się
otwarły, jak by sama nazwa tego miejsca budziła w niej lęk i
zgrozę. Chcąc uniknąć wzroku Willa, pośpiesznie schowała swoją
twarz w dłoniach.
- Dokończymy tą
rozmowę kiedy indziej – powiedział Will, nie chcąc rozdrapywać
w Dragonelli dawnych ran. Tak samo jak nie chciał rozmyślać o
historii Dragon Haven, przeklętego miasta smoków.
Położył się pod
najbliższym drzewem, mając za materac wełniany koc, a za okrycie
swój czarny płaszcz ze smoczej skóry. Gdy się oddalił,
Dragonella podniosła głowę i jeszcze przez chwilę wpatrywała się
w żarzące się ognisko, głęboko zanurzona wśród rozmyśleń,
może i wśród swoich bolesnych wspomnień.
Will odwrócił od niej
spojrzenie, sam krążąc myślami nad Caireen. Pamiętał pierwszy
dzień kiedy ją spotkał, tak wyraźnie i dokładnie jak by to było
zaledwie wczoraj.
Rok po tym jak wyjechał,
a właściwie uciekł z zamku swego ojca był już całkiem nieźle
opłacalnym smoczym łowcą, mającym liczne umowy z garbarzami i
rzeźnikami którym dostarczał skórę i mięso smoków. Udało mu
się nawet kupić mały, skromny dom zbudowany z kamienia i drewna,
mieszczący się nieopodal lasu i małego miasteczka Rosenberry.
Chciał mieć miejsce do którego zawsze mógł wracać, a za nic w
życiu nie pozwolił by sobie na ponowne zamieszkanie w zamku.
Pewnego dnia wracał z
polowania, ciągnąc na koniu za sobą drewniany powóz wypełniony
aż po brzegi mnóstwem smoczej skóry. Spodziewał się dostać za
towar dwadzieścia złotych colibrów, a taką cenę mógł
wytargować tylko u swojego starego przyjaciela Angusa, który
wyrabiał skóry.
Gdy dotarł na miejsce,
jak zawsze obrzucił wzrokiem dom starego garbarza. Budynek zbudowany
z kamiennych bloków i wzmacniany drewnianymi belkami, zdecydowanie
górował nad skromną chatą Willa. Posiadał aż trzy piętra, wraz
ze strychem gdzie ponoć Angus przechowywał jakieś cenne starocie,
w tym magiczne księgi obite smoczą skórą.
Kiedy Will podchodził
bliżej do drzwi, nagle zauważył, że firanka w oknie na drugim
piętrze się poruszyła, zupełnie jak by ktoś go podglądał. Gdy
spojrzał ponownie w tamtym kierunku nikogo nie było. Zdziwiło go
ten widok, ponieważ Angus mieszkał sam i jak mówił nie używał
drugiego i trzeciego piętra. Podszedł bliżej i zastukał metalową
kołatką we drzwi. Usłyszał szybkie, lekkie kroki, zdecydowanie
nie należące do Angusa, i po chwili z cichym skrzypem otwarły się
przed nim drzwi. Chciał zobaczyć kto mu jej otworzył, lecz
tajemnicza osoba o nikłych krokach zniknęła. Niepewnie wszedł do
środka, zatrzaskując za sobą drzwi.
Do skromnego przedpokoju
wszedł Angus aby przywitać Willa. Miał na sobie czarne, robocze
spodnie, brązową koszule i fartuch na którym widniało mnóstwo
plam od farb. Na jego opalonej twarzy, pojawiło się więcej
zmarszczek, a wśród burzy kasztanowych loków przybyło więcej
siwych włosów. Oprócz tego jego przyjaciel nic się nie zmienił.
- Witaj William –
odparł z uśmiechem na twarzy, ściskając rękę smoczego łowcy –
Proszę, wejdź do jadalni.
Oby dwaj skierowali się
w stronę pokoju jadalnego, przechodząc przez pusty salon. Znajdował
się w nim drewniany stolik i dwie kanapy obite smoczą skórą,
podobnie jak prawie wszystkie siedzenia i fotele znajdujące się w
domu Angusa. Willa szczerze nie podzielał gustu do dekoracji wnętrz
z przyjacielem.
Gdy dotarli do
przestronnej jadalni, oby dwaj usiedli przy długim stole wykonanym z
jesionowego drewna, przy którym mogło zasiąść do dwunastu osób.
Angus zajął miejsce u jednego z dwóch szczytów stołu, a Will
usiadł zaraz obok.
-Co cię tym razem do
mnie sprowadza, przyjacielu? Masz ze sobą jakieś skóry?
- Tak. Dość sporo
czarnych, jedna skóra bordowa.
- Ile za nie chcesz?
- Dwadzieścia złotych
colibrów – podał cenę bez wahania, dobrym sposobem na targowanie
się była bezpośredniość.
Angus przetarł
zmarszczone czoło, zdziwiony wysoką ceną, lecz w końcu posłał
Willowi szeroki uśmiech.
- A niech ci będzie –
powiedział, machając ręką – Ale pozwolisz, że kimś ci się
pochwalę.
Will zmarszczył czoło.
Nie spodziewał się, że Angus tak łatwo mu ustąpi, ale widocznie
był zbyt szczęśliwy aby się z nim kłócić podczas targowania.
Dlatego czarnowłosego bardziej zaciekawiła osoba którą miał za
chwilę poznać i która tak uszczęśliwiła jego przyjaciela.
Czyżby to była kobieta? To by wyjaśniało dlaczego ta postać tak
cicho stawiała kroki. Być może Angus ponownie się ożenił.
Uśmiechnął się i
kiwnął głową, jak najprędzej chcąc poznać wybrankę swojego
przyjaciela.
- Caireen! - zawołał
garbarz, kierując swój krzyk w stronę kuchni – Choć tu na
chwile... i przynieś nam dwa piwa!
Will usłyszał nagle
krzątanie w kuchni, i już po chwili do pokoju weszła dziewczyna na
której widok zaparło mu dech w piersi. Caireen szła nieśmiałym
krokiem w ich kierunku, trzymając tacę z dwoma kuflami wypełnionym
po brzeg trunkiem. Wzrok miała spuszczony, a na jedno z błękitnych
oczu spływały długie kasztanowe włosy, jak by pragnęła się za
nimi ukryć, chowając alabastrową twarz o subtelnych rysach.
Falbaniastymi kaskadami włosy sięgały jej aż do końca pleców,
tworząc dodatkowe, delikatne okrycie. Odziana w białą, za dużą
koszulę, ciasno ściśniętą w tali skórzanym gorsetem ostrożnie
stawiała kroki aby nie potknąć się o długą spódnice która
ciągnęła się aż do kostek.
W pierwszej chwili Will
pomyślał, że tak musiała wyglądać jedna z bogini którą
wielbili niektórzy ludzie. Wiele raz widywał na dworze wysoko
urodzone szlachcianki czy księżniczki które przyjeżdżały wraz
ze swoją świtą, w odwiedziny królowi Gerardowi, lecz zawsze
wydawały mu się zbyt sztuczne. Ich twarz wręcz tonęła w
nałożonych na nią kosmetykach, a całe ich zachowanie zawsze
wydawało mu się wyuczone. Ich uroda daleko odbiegała od delikatnej
naturalności jaką promieniowała Caireen. Jej piękno sprawiało,
że samemu Willowi zrobiło się cieplej na sercu i w pełni mógł
zrozumieć dlaczego jego przyjaciel był taki uszczęśliwiony.
Dziewczyna położyła
kufle na stole i trzymając metalową tackę przy piersi, stanęła
pod ścianą. Gdy zorientowała się, że Will cały czas jej się
przypatruje lekko się zarumieniła i spuściła wzrok na podłogę.
- Niezła, co nie? -
odparł Angus, biorąc łyk piwa – Kupiłem ją za zaledwie
trzydzieści złotych colibrów i...
- Kupiłeś?! - przerwał
mu nagle Will, zdziwiony jego słowami – Przecież wiesz, że
handel niewolnikami jest nielegalny.
Angus machnął
lekceważąco ręką.
- Wiem o tym, ale kiedy
ją zobaczyłem nie mogłem się powstrzymać. Tak pusto w tej
chałupie, a choć przydatna jest jak kundel to przynajmniej można
sobie na coś ładnego popatrzeć, nie? Gotować nie umie, sprzątać
też. Ponoć straciła pamięć.
- Jak to straciła?
- Normalnie! Jacyś
handlarze niewolników znaleźli ją niedaleko Dragon Haven.
Słyszałeś co tam się stało, prawda? Ta ślicznotka musiała
stamtąd pochodzić... może nawet lepiej dla niej, że nic nie
pamięta. Tak czy inaczej to czyni ją jeszcze bardziej wartą,
niewolnik bez wspomnień nie wie co to wolność i nie ma dokąd
uciec.
Dziewczyna przetarła
policzek, jak by ocierała łzę. Willowi zrobiło mu się jej żal.
Nie wiedziała kim jest, nie pamiętała swoich bliskich, a wszystkie
wspomnienia jakie miała pochodziły z jej niewolniczego życia. Nie
wierzył, że ktoś o tak niewinnym wyglądzie, może mieć za sobą
tak tragiczną historię.
- No cóż – westchnął
Angus, wychylając za jednym chlustem całą zawartość kufla –
Nie jest jej u mnie tak źle, co nie ślicznotko?
To powiedziawszy chwycił
Caireen nagle za rękę i brutalnie przyciągnął do siebie.
Przerażona cicho jęknęła ze strachu, mocno zaciskając oczy i
spodziewając się najgorszego. Poruszony jej historią Will nie mógł
na to dłużej patrzeć. Wstał z krzesła z zamiarem ich
rozdzielenia, kiedy Angus puścił kruchy nadgarstek dziewczyny,
pchając ją całą siłą na podłogę. Dziewczyna upadła,
uderzając głową o ścianę. Krzyknęła z bólu, a Will
natychmiast się przy niej znalazł.
- Daj spokój, pobeczy i
sobie pójdzie – powiedział Angus, wypijając piwo z drugiego
kufla.
Nie usłuchał starego
garbarza i chwycił dziewczynę za delikatną rękę. Odwróciła się
i oczami z których po bladych policzkach spływały łzy, obdarowała
Willa spojrzeniem pełnym wdzięczności. Jej okrągłe oczy koloru
błękitu niebios sprawiły, że serce smoczego łowcy zabiło
szybciej. Sposób w jaki na niego spoglądała, sprawiał że czuł
się zupełnie innym, wartościowym człowiekiem.
Pośpiesznie pomógł
jej wstać i podał tacę która również z hukiem upadła na
drewnianą podłogę.
- Dziękuje – szepnęła
łagodnym głosem, po czym odwróciła się na pięcie i zniknęła
wychodząc z jadalni.
Will również się
odwrócił w kierunku Angusa. Jego przyjaciel z pijackim uśmiechem
wysunął mu sakiewkę z dwudziestoma złotymi colibrami i pożegnał
go słabym uściśnięciem ręki. Smoczy łowca zrozumiał, że
musiał już coś wcześnie pić, ponieważ teraz był całkowicie
upojony alkoholem. Willowi pozostawało mieć nadzieję, że w żaden
sposób nie skrzywdzi Caireen.
Wyszedł z jadalni i
przechodząc przez salon doszedł do drzwi. Zamknął je z głośnym
trzaśnięciem i oddalił się wychodząc na zewnątrz. Zaparkował
powóz ze skórami za domem Angusa i odczepił go od swojego czarnego
ogiera. Wyprowadził konia na przód domu i zanim na niego wsiadł
spojrzał ostatni raz w stronę domu garbarza. Jeszcze nigdy nie czuł
takiego wstrętu i obrzydzenia do swojego przyjaciela. Zawsze darzył
go wysokim szacunkiem i podziwem, ponieważ spod jego rąk wychodziły
naprawdę dobrej jakości skóry. Teraz wszystko się zmieniło.
Czuł, że nie może już mu spojrzeć w oczy po tym jak traktuję tą
biedną dziewczynę.
Nagle za jednym z okien
poruszyła się śnieżnobiała firanka. Caireen. Tym razem nie
uciekła przed jego spojrzeniem, a je pochwyciła. Will westchnął
głęboko na jej widok. Zdążyło się już ściemnić, a
gwieździste niebo rozświetlał blady księżyc, który swą
srebrzystą poświatą sprawił, że Caireen wyglądała jeszcze
piękniej. Lekko się uśmiechnęła na jego widok, a serce smoczego
łowcy znów zabiło szybciej. Dziewczyna w końcu się odwróciła,
przedtem słabo machając Willowi na pożegnanie.
Odjeżdżając jego
myśli, podobnie jak teraz krążyły wokół piękności która
śmiało mogła być stworzona rękami bóstwa. Wiedział, że ona
nie zasługuje aby dłużej być niewolnicą i pragnął dla niej
lepszego życia. Tej nocy obiecał sobie, że pewnego dnia ją ze
sobą zabierze i sprawi, że uśmiech na zawsze zagości na jej
subtelnych ustach.
***
W podróż wyruszyli gdy
tylko zdążyło wzejść słońce, pożywiając się przedtem
skromnym prowiantem który miał im starczyć na cały dzień.
Kierując drogą prowadzącą przez trawiaste stepy, w południe
udało im się dotrzeć w obręb lasu. Rosły w nim ogromne drzewa
osiągające nawet kilkadziesiąt metrów, gdzie mogło czaić się
wiele niebezpieczeństw, dlatego wszystkie ich zmysły były
wyostrzone. W każdej chwili chcieli być gotowi do walki.
I rzeczywiście kiedy
dotarli nad polanę, niedaleko przepływającego strumienia
Dragonella nagle się zatrzymała, ostrożnie rozglądając się po
otaczającym ją miejscu.
- Tu jest za cicho – w
końcu odparła – A niedaleko jest strumień, więc powinno tu
wręcz tętnić życiem.
Will również
przystanął i wsłuchał się w leśne otoczenie. Po chwili przyznał
pół smoczycy rację, nie słysząc oprócz szumu wody i wiejącego
lekko wiatru niemal nic. Wszystkie ptaki których odgłosy
towarzyszyły im całą drogę przez las zamilkły.
Ostrożnie ruszyli do
przodu gdy nagle drogę im zagrodziła dziewczyna która wyglądała
jak by co najmniej okradła sklep z tanią odzieżą dla magów. Jej
długie włosy sięgające do pasa były koloru żółtego, podobnie
jak cały strój który składał się z falbaniastej sukienki do
kolan, ze zwiewnymi rękawami odsłaniającymi jej ramiona i licznych
ozdób w tym czarnej koli na szyi i wiszącego, złotego medalionu.
- Ty! Jesteś
Dragonella, Królowa Smoków! Najbardziej poszukiwane stworzenie w
całym Estherios! - odparła entuzjastycznie i zaczęła machać
palcem uwalniając jakiś czar - Szykuj się! Bowiem to może być
twoja ostatnia walka.
Pół smoczyca
przekrzywiła głowę, jak by nie wierzyła w słowa dziewczyny,
która nie wyglądała na starszą niż trzynaście lat. Will również
nie był pewien do jej prawdomówności. Albo dziewczyna była
najwyraźniej nienormalna, że zdecydowała się zaatakować dwóch
magów, albo jej moc była potężniejsza niż można się
spodziewać.
Dziewczyna uniosła
palec wskazujący do góry, kierując swój wzrok ku niebu. Will
sięgnął po swój miecz, gotów do walki.
- Magia Wild Soul –
krzyknęła żółtowłosa, otwierając dłoń – Aspekt lwa!
Nagle na czarodziejkę
spadła złota poświata, która sprawiła że na głowie dziewczyny
pojawiły się lwie uszy, a z tyłu wyrósł długi, koci ogon. Jej
oczy zapłonęły żółtym lwim żarem, który mógłby należeć do
drapieżcy chwilę przed atakiem na swoją ofiarę. Spojrzała na
swoich przeciwników, z lekkim uśmiechem. Will spojrzał na
Dragonellę która wyglądała na wyraźnie zaskoczoną.
- Magia... Wild Soul –
z trudem wykrztusiła – Nie wierzę. To jedna z najpotężniejszych
magi. Jak... jak jej się udało ją opanować?
- Jesteś pewna?
- Tak, czytałam o niej.
Użytkownik tej magii przyjmuje różne cechy zwierząt które służą
mu do walki, zwane są aspektami. Im więcej mag posiada aspektów i
im bardziej są one rozwinięte tym jest silniejszy.
- Wiesz jak
zneutralizować tą magię?
Dragonella spuściła
wzrok, marszcząc brwi, jak by mocno myślała nad odpowiedzią, lecz
w końcu znów spojrzała na Willa.
- Coś wymyślę –
powiedziała i oddaliła się od Willa, wychodząc naprzeciw
żółtowłosej dziewczynie.
- Czyli jednak nie
tchórzysz? - zaśmiała się młoda czarodziejka - Cóż, to prawda
że Wild Soul to jedna z najsilniejszych magii, dlatego ciesz się,
że zginiesz z rąk kogoś takiego jak ja!
- Jesteś jeszcze
bardziej zarozumiała niż Will. Denerwujesz mnie – odparła
Dragonella, a wokół jej zaciśniętych pięści pojawiły płomienie
które tym razem sięgały aż do łokci.
Oby dwie na siebie
natarły, a siła ich ataków odrzuciła Willa aż pod pień jednego
z drzew. Pośpieszne wstał i ruszył aby pomóc Dragonelli, lecz w
połowie drogi zatrzymał się. Spodziewał się, że dziewczyna
będzie ledwo w stanie walczyć lecz Smocza Królowa radziła sobie
całkiem nieźle, jak na osobę ze złamanym skrzydłem.
Żółtowłosa
zaatakowała, lecz nie trafiła w Dragonellę która w ostatniej
chwili zrobiła unik i uderzyła swoją przeciwniczkę prosto w
brzuch. Dziewczyna uderzyła o ziemię, z której tak szybko wstała
jak się na niej pojawiła. Nie wyglądała na poturbowaną, choć
Will był pewien że atak pół smoczycy musiał być bolesny. Zanim
zdążył się zastanowić dziewczyna warknęła niczym dzikie
zwierze i złączyła swoje dłonie w pięści które o siebie
uderzyły. Nad jej głową pojawiła się świetlista głowa
ryczącego lwa, a oczy czarodziejki przepełnione dzikim gniewem
przybrały niemal bursztynową barwę.
Ponownie zaatakowała,
tym razem Smoczej Królowej zajęło zdecydowanie dłużej odpieranie
ataków dziewczyny. Jej przeciwniczka wydawała się władać
znacznie większą siłą, a jej ciosy były bardziej celne i zwinne.
W pewnym momencie Dragonella spudłowała, co walcząca z nią
dziewczyna idealnie wykorzystała. Z dzikim wrzaskiem zaatakowała
pół smoczycę wprost w klatkę piersiową na skutek czego Smocza
Królowa z hukiem odbiła się o drzewo, lądując na ziemi.
- Ha! Nie sądziłam, że
będzie aż tak łatwo – zaśmiała się żółtowłosa – Szykuj
się na ostateczny cios, Dragonello.
Willa zaczął gryźć
niepokój o życie swojej towarzyszki. Musiał ją obronić nie tylko
ze względu, że potrzebował jej żywej, ale wiedział że
Dragonella zasługuje na znacznie godniejszą śmierć niż z rąk
jakieś początkującej czarodziejki, której jakimś cudem udało
się nauczyć magii Wild Soul.
Już chciał
zaszarżować, gdy z ziemi, na trzęsących się rękach, podniosła
się pół smoczyca. Jej szmaragdowe oczy zapłonęły gniewem i
nienawiścią, a spojrzenie które nimi posyłała mogło by wzbudzić
strach nawet u najodważniejszych. Will zrozumiał, że do tej pory
Dragonella tylko bawiła się z tą dziewczyną. Teraz jej
przeciwniczka miała zaznać prawdziwej mocy Królowej Smoków.
Gdy tylko obolała
stanęła na nogach, cała jej postać zapłonęła piekielnym,
smoczym ogniem spalając przy tym nawet płaszcz który ją odziewał.
Rozłożyła skrzydła, złamane trochę mniej, i za pomocą płomieni
które ją skąpały uniosła się o niecałe dwa metry ponad ziemią,
sprawiając że podłoże zadrżało. Will rzucił okiem na
żółtowłosą dziewczynę, którą ogarnął strach na widok
ognistej kreatury, która wyglądała jak by pochodziła z
najgłębszych otchłani piekieł.
- Ty która odważyłaś
się zadrzeć z Królową Smoków – głos którym mówiła
Dragonella, wydawał się do niej nie należeć, zupełnie jak by
przemawiało nim tysiące utrapionych dusz – Ty, która odważyłaś
wejść mi w drogę. Spotka cię za to kara, wymierzona wprost z
piekieł.
Czarodziejka przełknęła
głośno ślinę.
- Magia Wild Soul –
krzyknęła, unosząc otwartą dłoń do góry – Aspekt sokoła!
Na skutek czaru, nagle z
tyłu żółtowłosej rozwinęły się dwa skrzydła o szarym i
brązowym upierzeniu, a oczy które do tego czasu iskrzyły żółtym,
lwim żarem stały się szare. Dziewczyna wzbiła się do góry na
wysokość Dragonelli i wykorzystując swoją szybkość w locie,
oraz niezwykle czuły wzrok zadawała serię mnóstwa lekkich, lecz
niesamowicie szybkich ciosów. Smocza Królowa większość z nich
wyminęła, posyłając w stronę dziewczyny strumienie ognistej
magi. Tą imponującą walkę w locie Will podziwiał z góry, nie
mogąc się nadziwić jak pół smoczyca ze złamanym skrzydłem
mogła tak walczyć, niemal idealnie odpierając lub wymijając
ciosy. Wydawało się, że wściekłość którą za pewnie czuła
znieczuliła jej ból i przywróciła jej dawną formę w której
była niemal niepokonana.
Żółtowłosa warknęła
z wściekłości, kiedy po raz kolejny Dragonella odparła jej atak.
Przerażona wizją przegranej zaatakowała całą sobą,
wykorzystując swoją resztki sił jakie posiadała. Pół smoczyca
uniosła się o metr wyżej i zionęła ogniem na wprost lecącą na
nią przeciwniczkę. Płomienie były tak silne, że nawet jeśli
dziewczynie udało by się w porę je zauważyć, nie zdołała by
ich wyminąć. Krzyknęła z bólu i strącona z powietrza odbiła
się o drzewo, o które próbowała się złapać i upadła na
ziemię.
Dragonella pomału,
stopniowo obniżając siłę swoich płomieni zeszła na ziemię, a
gdy zgasł ostatni język ognia który wytworzyła, również ten w
jej oczach, podeszła bliżej do swojej pokonanej przeciwniczki.
- Tak jak sądziłam –
uśmiechnęła się, a jej głos zyskał dawną barwę – Twoja
magia może i jest jedną z najsilniejszych jakie istnieją, ale to
nie rodzaj magi czynni cię potężnym a to ile włożyłeś w niej
pracy oraz ile masz doświadczenia. Niech twoje rany będą dla
ciebie wystarczającą karą.
To mówiąc kiwnęła
porozumiewawczo w stronę Willa, dając mu do zrozumienia aby
wyruszali w dalszą drogę. Nie było po niej widać ani trochę
zmęczenia, zupełnie jak by ogień ją pobudził i dodał sił.
Żółtowłosa
dziewczyna, która po upadku leżała bezwładnie na ziemi, z po
części osmalonym ubraniem, uniosła lekko głowę.
- Czekaj – odparła
słabo, wysuwając rękę w stronę odchodzącej Dragonelli – Chcę
iść z wami.
Oby dwoje wędrowców
posłało jej spojrzenie pełne zdziwienia.
- To nie jest wycieczka
– powiedziała sucho pół smoczyca – Mamy ważny cel do
spełnienia.
- Proszę! - mówiła
żółtowłosa, której udało się usiąść podpierając o trzęsące
się ręce – Ja... obiecałam sobie, że pierwszy mag który mnie
pokona... że będę mu służyć. Nie możesz mi odmówić.
Dragonella skrzyżowała
ręce i uniosła jedną brew do góry. Spojrzała bezradnie na Willa,
jak by chciała go prosić go o radę lecz w odpowiedzi wzruszył
tylko ramionami, podpierając się ręką o najbliższe drzewo.
- Mogę wam pomóc w
zleceniach! Sama mówiłaś, że moja magia jest jedną z
najpotężniejszych. Pozwól mi się podszkolić a naprawdę będę
pomocna, Smocza Królowo.
Pół smoczyca podrapała
się po głowie, głęboko rozważając nad propozycją żółtowłosej,
aż w końcu głęboko westchnęła.
- No dobrze – odparła,
a na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech – Mogła bym
się zgodzić, ale co jeżeli to podstęp? Co jeżeli wciąż chcesz
mnie zabić?
- O nie! - wykrzyknęła
żółtowłosa – Wiele można mi zarzucić. Że nie do końca umiem
posługiwać się moją magią, że nigdy nie wiem co na siebie
włożyć, ale nie to że nie jestem wierna i honorowa. Jeśli
przyrzeknę ci służyć i towarzyszyć, to możesz mieć moje słowo.
- W takim razie jak cię
zwą? - spytał się Will, wiedząc że decyzja jest już
przesądzona. Nawet jeśli Dragonella nie zdecydowała by się jej ze
sobą zabrać, dziewczyna z pewnością za nimi pójdzie. O jej
uporze miał okazję się przekonać oglądając przed chwilą walkę
w której uczestniczyła.
- Leonitrix –
uśmiechnęła się szeroko, podnosząc się z ziemi i stając o
własnych nogach, widocznie dumna z tego niespotykanego imienia.
- Leonitrix? - zdziwił
się Will – Mam cię zdrabniać Leo? Czy to nie jest czasami
męskie...
- Leone! - przerwała mu
dziewczyna – Albo Trix. Ale dla ciebie jestem magiem Leonitrix, bez
zdrobnień. Tylko Dragonella jako moja mistrzyni może się tak do
mnie zwracać. Ty musiał byś mnie pokonać aby móc zdrobnić moje
szlachetne imię.
- Nie lubię zdrobnień
– wtrąciła pół smoczyca.
- Wolał bym z tobą nie
walczyć – mruknął z uśmiechem Will, krzyżując ręce – Gdy
byś miała dwóch mistrzów było by to dla ciebie trochę
kłopotliwe.
Twarz Leonitrix
zapłonęła gniewem, przybierając różowych rumieńców. Mimo, że
przed chwilą walczyła z Dragonellą i została porażona naprawdę
silnym, ognistym atakiem, teraz wyglądała jak by znów była gotowa
do kolejnej walki.
- Ah tak! Ale ja z tobą
mogę, a wtedy...
- Ej, dosyć –
przerwała jej Dragonella kładąc rękę na ramieniu – Skoro mam
być twoim... mistrzem to ci zakazuje walczyć z tym smoczym łowcą.
Potrzebny mi jest żywy, a czeka nas jeszcze długa droga.
Leonitrix głęboko
westchnęła, wyraźnie rozczarowana.
- No dobrze, mistrzu –
jej twarz w jednej chwili rozświetlił szeroki uśmiech – To gdzie
idziemy?
Will złapał swojego
konia za uzdę, który przyzwyczajony do ognia po smoczych
polowaniach swojego właściciela,
nie uciekł. Odwrócił
się w kierunku Leonitrix, która w wyczekiwaniu wlepiła w niego
swój wzrok.
- W kierunku Dragon
Village.
***
Siedząc przy ognisku,
Will ostrzył swój miecz o sztylet który miał przy sobie do
patroszenia zwierzyny, a Dragonella przygotowywała jedzenie jakie
udało się Leonitrix wcześniej zdobyć. Chciała udowodnić, że
mimo przegranej walki jej umiejętności są naprawdę przydatne i
upolowała dwa zające, które nabite na ruszt piekły się nad
rozpalonym ogniskiem. Zółtowłosa dziewczyna owinęła się
wełnianym kocem, siedząc na spruchniałej kłodzie, ze spuszczonym
wzrokiem jak by nad czymś rozmyślała.
- W takim razie powiedz
mi, Leonitrix – zagadnęła Dragonella która usiadła obok
dziewczyny – Może wyjaśnisz nam dlaczego tak bardzo chciałaś
mnie zabić.
Żółtowłosa głęboko
westchnęła i podniosła swój wzrok na bijące ciepłem i żarem
ognisko.
- Zależy mi aby się
dostać do gildii Knightwalkers. To najsilniejsza gildia w całym
Estherios, a ja bardzo chce aby mnie przyjęli. Tylko aby to zrobili
trzeba im najpierw zapłacić sto złotych colibrów i czymś
zaimponować. Gdy bym ciebie zabiła zyskała bym i pieniądze i
uznanie.
Will pokręcił głową
z niedowierzaniem. Słyszał o gildii Knightwalkers, ale nie darzył
ją podziwem czy szacunkiem. Wymagali kosmicznych cen za swoje
usługi, na które stać było zazwyczaj tylko wysoko urodzonych, w
tym jego ojca. Nabawiało go to niechęcią do tej gildii, dla której
z pozoru najważniejsze były tylko pieniądze.
- Po co chcesz się tam
dostać? - spytał chłopak.
Żółtowłosa spojrzała
na niego, zdziwiona że się odezwał. Choć może jej zaskoczenie
wynikało z samego pytania, dla niej ta odpowiedź musiała być
oczywista.
- To przecież
najbardziej prestiżowa gildia! A sława o magach do niej należącej
obiega cały znany nam świat. Choć właściwie... moja siostra tam
jest od ponad roku. To moja najlepsza przyjaciółka, przestała nas
odwiedzać bo ma tyle pracy więc chce być przy niej.
Twarz Leonitrix znów
pogrążyła się w rozmyśleniach. Skuliła się, przysuwając nogi
do piersi, spoglądając raz na Willa, raz na Dragonellę.
- A wy? - w końcu
spytała - Królowa Smoków i smoczy łowca. Co razem robicie?
- Skąd wiesz, że
jestem smoczym łowcą – zdziwił się Will.
- Twój płaszcz –
wskazała Leonitrix na czarną płachtę, która okrywała Willa –
Jest ze smoczej skóry. Tylko smoczy łowcy takie mają, albo wysoko
urodzeni dla kaprysu... niestety wy na takich nie wyglądacie.
Zachichotała, a
Dragonella która do tej pory uważnie się przysłuchiwała
przewróciła oczami.
- Mamy pewną umową –
odparła.
- Jaką? - spytała
zaciekawiona żółtowłosa.
- Cóż – Dragonella
odgarnęła pasmo długich włosów za ucho, jak by rozważała nad
słowami. Widocznie uznała, że skoro Leonitrix ma im towarzyszyć
przez dość spory kawał drogi to powinna wiedzieć.
- Chodzi o moją
dziewczynę – przechwycił temat Will, widząc zakłopotanie pół
smoczycy – Myślałem, że zabiły ją smoki ale Dragonella
twierdzi, że jest w Dragon Village więc tam idziemy.
Leonitrix przytaknęła
ze zrozumieniem.
- A co ona dostanie w
zamian?
- Will ma kontakty na
dworze – odezwała się Smocza Królowa - Mam nadzieję, że dzięki
nim uda mi się przekonać Gerarda aby cofnął nakaz zabijania
smoków jaki wprowadził.
- Oh, rozumiem –
dziewczyna rozprostowała nogi – Jesteś ich królową, więc pewno
musi to być dla ciebie okropne, że je zabijają. Osobiście bardzo
lubię smoki, kiedy byłam mała kochałam wpatrywać się w te
stworzenia unoszące się w przestworzach. Teraz większość z nich
wyemigrowała, choć ponoć Estherios to ich ojczyzna.
Dragonella nie
odpowiedziała. Widocznie nie chciała poruszać tematu związanego z
zabijaniem stworzeń które tak bardzo kochała i chciała chronić.
Zdjęła tylko upieczone nad ogniskiem mięso aby wszyscy razem mogli
się pożywić.
Po kolacji, pierwsza z
nich zasnęła Leonitrix, zawinięta w wełniany koc który pożyczył
jej Will. Kiedy ona smacznie chrapała, zmęczona wrażeniami
przebytego dnia, Dragonella wdrapała się na najbliższe drzewo aby
odpocząć. Smoczy łowca wiedział, że dziewczyna nie śpi a wciąż
męczyły go pytania związane z Caireen. Wiedział, że nie zaśnie
dopóki chociaż nie spróbuje znaleźć na nie odpowiedzi.
Bez problemu wspiął
się na drzewo, chwytając się licznych gałęzi i kory. W końcu
udało mu się dostać na gałąź, obok której siedziała
Dragonella. Odwrócona do niego dziewczyna, wpatrywała się w
oślepiająco blady księżyc, który swą poświatą rozświetlał
czarną niczym smoła noc.
- Przyszedłeś mnie
zabić czy pytać o Caireen? - spytała, nie odwracając się.
- Pytać o Caireen.
- Cóż, wolała bym to
pierwsze – westchnęła, wciąż nie spuszczając wzroku z nieba.
Will wziął głęboki
oddech. Ciekawiło go dlaczego Dragonella nie chce rozmawiać o
Caireen, choć mógł się domyślić, że to dlatego że pochodziły
z tego samego miasteczka. Z przeklętego Dragon Haven. Z miejscem z
którym na pewno miała okrutne wspomnienia... czy Caireen również
je miała?
- Więc... kiedy Caireen
odzyskała swoje wspomnienia dlaczego nie chciała do mnie wrócić?
Albo chociaż powiedzieć mi, że żyje? Ja... naprawdę byłem
załamany.
Dziewczyna odwróciła
głowę.
- To co zrobiła to jej
sprawa. Jeśli masz jakieś pytania to zadaj jej a nie mi.
- Ale kiedy?
Głęboko westchnęła,
odwracając głowę w stronę nieba, a potem rozprzestrzeniającego
się przed nimi mrocznego lasu jaki został im do pokonania.
- Już wkrótce, Will,
wkrótce.
Awwww ale epicki rozdział! Powiem Ci że jak na początku Carieen wydawała mi się postacią której raczej nie polubię tak teraz wydaje mi się że jednak zmienię zdanie. Strasznie ciekawa jestem jak cały "wątek miłosny" potoczy się dalej XDD
OdpowiedzUsuńBtw wyczuwam lekką inspirację Fairy Tale XD
Życzę weny Mordko i czekam na nexta ^-^
Genialny rozdział, jak poprzednie zresztą ^.^ Tylko teraz mam taki problem, że nie wiem, czy kibicować shipowi WillxDragonella czy zostać przy WillxCaireen :D E tam, zacznę shipować Dragonellę i Caireen i będzie po problemie xD
OdpowiedzUsuńTak serio, uwielbiam nową postać, coś czuję, że polubię Leone ;3 jednym słowem: cudo, życzę weny, Rose i czekam na dalsze rozdziały <3
Genialne nico dodać nic ująć ^«^
OdpowiedzUsuńWow !! *_* kolejna genialna część ;) ^^ czekam na dalsze i życzę kolejnych super pomysłów ^.*
OdpowiedzUsuńo matulu genialne *-* życzę weny i czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuń